Obserwatorzy

niedziela, 15 kwietnia 2018

Czas na balkon ,czas na działkę

 
Wiosna dotarła do naszego bieguna zimna. Szału co prawda nie ma, ale noce już bez przymrozków, w dzień duuużo słońca, ale zimny wiatr ,drzewa i krzewy łyse, pączki bardzo nieśmiałe, krokusik gdzie-nie gdzie ,a tulipany dopiero wychodzą z ziemi. Moje obwiesie zasiedliły balkon ,polują na muchy, patrzą tęsknie przez siatkę na ptaszyska,wylegują się na słońcu. Mela  ,dla której to pierwszy balkonowy sezon  nie chciała schować się
 do pokoju w czasie wczorajszej pierwszej burzy.

 Wczoraj pierwszy raz po zimie byłam na działce. I tam jeszcze łyso i niewiele zieleni.Posadziłam dwa krzaki róż, lilie i mieczyki. Moze trochę pochopnie, bo tu przymrozki możliwe są aż do zimnej Zośki a czasem nawet pod koniec maja. Odwiedziła  mnie moja  przyjaciółka, śliczna  koteczka która na działce mieszka, jest wysterylizowana i karmiona, 



Odwiedziłam  też resztę futrzaków, podkarmiłam, wygłaskałam ale tylko Grafen i Edward chcieli pozować do fotek




 Grafen  jest pięknym kotem, jedno z jego rodziców musiało być  kocim arystokratą. Bardzo lubi być głaskanym,drapanym,gilanym ,najchętniej siedząc na kolanach




 Edward  jest astmatykiem,  niechętnie wychodzi na zewnątrz,  stroni od pozostałych kotów  a i one  niespecjalnie go tolerują. Bardzo jest przywiązany do mego zięcia,któremu zawdzięcza życie. Edward wie o tym i na każdym kroku  okazuje swą wdzięczność.
Jest ósmym kotem ,który zamieszkał  u moich dzieci. Wszystkie  są po przejściach, uratowane przed  głodem  i poniewierką, Kazio i Figielek przed niechybna śmiercią. Oby cieszyły się długo zdrowiem i były radością dla domowników.




sobota, 7 kwietnia 2018

Hel- czas przeszły

Kiedy 29 marca wyruszyłam w kierunku Helu  Suwałki i okolice wyglądały tak:

Następnego dnia ruszyliśmy z Warszawy w kierunku wybrzeża. Na Helu byłam wiele lat temu, zapamiętałam go jako teren wojskowy ,poruszanie się było ograniczone i kontrolowane.
Dzisiejszy Hel,zarówno półwysep jak i miasto to zupełnie inny świat.
Hel przywitał nas chłodem, trochę deszczem,odrobiną  słońca. Niedziela świąteczna była pochmurna, ale nie przeszkodziło to w długim spacerze po śniadaniu. czas upływał nam zresztą na wędrówkach brzegiem morza. Hel jest osrodkiem turystycznym, ma niezłe kąpielisko,znajdują się tu : ośrodek rybołóstwa, garnizon Marynarki Wojennej z portem wojennym.Jest przystań rybacka,portowa i żeglugi pasażerskiej.
Hel- początek Polski:



Dąb Franciszek- pomnik przyrody pod klasztorem o. Franciszkanów. Ok. 350 lat, blisko 500 cm. w obwodzie.
Liczne puby,knajpki,restauracyjki.



Muzeum rybołóstwa;




Przy Domu Morświna:

Fokarium:


Jedna z posłanek PiS stwierdziła,ze foki to szkodniki,które należy zabijać. Zostawiam bez komentarza.
Morze, kocham morze, nie ma chyba nic piękniejszego jak bezmiar wody,przestrzeń, sylwetki statków gdzieś na horyzoncie, szum ,czasami pomruk fal,białe grzywy , niemal biały   piasek plaży,wydmy,powyginane w dziwnych pozach sosny. Mogłam się tym cieszyć przez kilka dni,nabierać dystansu do rzeczywistości,odpoczywać.









Kuter? łódż piracka? Porzucona przez kogoś, niepotrzebna ,jak memento .....


poniedziałek, 26 marca 2018

Alleluja

Po raz drugi w życiu spędzę święta poza domem.Nie dlatego,że chcę, nie chcę,ale powinnam.
To co mam na co dzień przytłacza coraz bardziej i chwila oddechu jest konieczna. Zostawiam moje trzy zezowate szczęścia pod opieką córki i zięcia ( zawsze mogę na nich polegać!) i we czwartek wyruszam do Warszawy a stamtąd z moimi warszawskimi dziećmi na Hel. Nieśmiało cieszę się, żeby nie zapeszyć, bo morze kocham a  tak dawno nad nim nie byłam.
Moi drodzy blogowi przyjaciele i znajomi! Życzę  Wam aby święta mijały w  radosnym nastroju ,w ciepełku słoneczka i  w otoczeniu najbliższych, aby z nadmiaru pysznych potraw nie bolały brzuchy a dyngus nie był zbyt mokry!

sobota, 17 marca 2018

Rekonwalescentka








 Sesja z ostatniego kaftanikowego dnia Meliski. Pojechaliśmy do wetki  Eweliny na  zdjęcie  szwów i kontrolę. Okazało się, że  w  zagojonej ranie pozostały tylko dwa szwy  .A  w  nocy  przydybałam Melkę w zdjętym do połowy kaftaniku,  z zadowoleniem  wylizującą brzuszek. To wtedy musiała  wyciągnąć  kilka szwów.  Ale rana była całkowicie wygojona, więc nic się nie stało.  Okazało się jednak, że na brzuszku pozostała spora opuchlizna. Wetka określiła ją jako odczyn,  Mela dostała sterydy  i obietnicę, że  za ok. 3-4 tygodnie  wszystko zniknie. Mela  czuje się dobrze,  normalnie je,  używa kuwety, zalicza  najwyższe  półki i szafy, z Bogusiem  uprawia dzikie sprinty, nie odpuszcza też Frani. Czyli  wszystko dobrze. Niestety, mam nadzieję, na krótką chwilę wróciła zima z siarczystym mrozem, na  szczęście bez śniegu.  Sezon balkonowy  odsuwa się więc w czasie  a moje obwiesie  co chwila chcą wychodzić
 i sprawdzać, czy to już!




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...