Obserwatorzy

sobota, 15 września 2018

Młyn w Udziejku i grzybobranie.

 Młyn we wsi Udziejek  stoi na spiętrzeniu wody rzeki Szeszupy. Jest jednym z nielicznych wodnych młynów zachowanych na Suwalszczyżnie.  Powstał  na przełomie XIX-XX wieku . Właścicielami byli osadnicy  niemieccy. Po wojnie młyn został porzucony a majątek przejął Skarb państwa. Był użytkowany w celach gospodarczych ale  nieremontowany pomału popadał w ruinę. Co widać wyzej
po reformie administracyjnej obiekt przejęło starostwo suwalskie.

Młyn  po  remoncie, wygląda lepiej  ale jego otoczenie, niegdysiejsze budynki mieszkalny i gospodarczy to kompletna ruina.


W planach jest przekazanie młyna i  majątku gminie Jeleniewo. Może wtedy  coś się tu zmieni.
Wnętrze młyna jest niedostępne  a wygląda ciekawie. Zdjęcie jest z zasobów internetu, wklejam je, bo warto zobaczyć.

Po obejrzeniu młyńskich zakamarków ruszyliśmy w las.  Lasy tutejsze są niskie, zarosnięte, ciemne, nie lubię w nie wchodzić,  są   w większości ponure,  można trafić na żmije  , nie mówiąc o licznych pajęczynach- pająków boję się panicznie. Ale ogary poszły w las. I przyniosły  niezły plon.
Był tak obfity,ze trzeba było użyć  kaptura.


ja szłam skrajem lasu i zbierałam maślaczki.

Było ich całkiem sporo, siedzą juz w słoikach i czekają na  pożarcie.

wtorek, 11 września 2018

Udziejek

To mała wioseczka otoczona lasami nad jeziorem Kamenduł.Ma bogatą historię związaną z osadnictwem na terenach Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Najstarsze ślady tego osadnictwa sięgają epoki paleolitu. Czas to odległy ,dzieje ,choć ciekawe  nie kazdego zainteresują, skupię się więc na dniu dzisiejszym tego miejsca.
Zgodnie z mapą narodowościową zasiedlenia guberni suwalskiej w VIII i XIX w .SPK zamieszkiwało kilka  grup narodowościowych,etnicznych i wyznaniowych. Byli to Wielkorusini(Rosjanie),Mazurzy, Polacy, Żydzi,Żmudzini. W Udziejku,  Łopuchowie i Hańczy osiedliła się ludność pochodzenia niemieckiego.
W tym własnie Udziejku mieszka p. Jarek  i prowadzi gospodarstwo agroturystyczne- Rybakówkę
W  tym miejscu  ostatnie dni urlopu postanowili spędzić moi bliscy . Po namyśle postanowiłam dołączyć do nich, bo te trzy dni to moje jedyne w tym roku wakacje, których prawdę mówiąc bardzo potrzebowałam. A czas,który mnie czeka będzie  trudny.
Zostawiłam więc  inwentarz pod opieką M. i pojechałam, niedaleko, bo to tylko 20 km od Suwałk.
Środa minęła na pogaduszkach, wspominkach, obśmiewaniu różnych bliznich i sytuacji, spacerze i napawaniu się zielenią, ciszą ,spokojem.
Warunki dobre, mieszkanko z kuchenką, TV, WiFi, łazienką .
 Tu mieszkaliśmy.Poniżej dom gospodarzy, bardzo sympatycznych i goscinnych

 Widok z trasu:


Nad obejście mieli oko pies Misia
i Kot. Kierownikiem był zdecydowanie  Kot,trzymał łapę ( z wyszczerzonymi) pazurami nad wszystkimi.

Oczywiście po cichutku podsuwałam im smakołyki, bo z pewnością ich menu było ubogie.
Z Misią zakolegował się Spok, warszawiak, dla ktorego taka przestrzeń to coś, co w mieście tylko się śni.





 Pan Spok, zwany Księciuniem



We czwartek  pojechaliśmy do pobliskiego Jeleniewa a stamtąd na Górę Cisową, zwaną Suwalską Fudżijamą.












Cisowa Góra wznosi się 256m nad p.m. ,utworzona przez morenę czołową lodowca. Legenda mówi,ze została wzniesiona z piasku wydobytego z pobliskiego jeziora a nazwę wzięła od potężngo cisu rosnącego na jej  szczycie. Na C.Górze wzniesiony jest krzyż  poświęcony pamięci papieża Jana Pawła.  Widok z Góry zapiera dech. Warto zobaczyć na własne oczy. Po powrocie telefon- dzwoni opiekun koci, M.- nie ma Meli Musiała się wymknąć. Ale jak? to prawda,ze wchodząc i wychodząc trzeba uważać,ale to nie szpilka, jak to się stało?  Natychmiast jedziemy do Suwałk. na miękkich nogach wchodzę na  3 piętro, wstrzymuję oddech, otwieram.... pod drzwiami komitet powitalny w pełnym składzie! Ulga ogromna, kamień z serca. Domyślam się,ze Mela obraziła się na moją nieobecność,schowała w mysią dziurę(ma takich kilka) i postanowiła wyjść dopiero wtedy kiedy ja ją zawołam! Wracamy do Udziejka, dość wrażeń jak na jeden dzień. O następnych napiszę w następnym odcinku.


























czwartek, 26 lipca 2018

TAJEMNICZY CZARNY KOT


Pięknie wydana, ozdobiona niezwykłymi zdjęciami  niewielka książeczka zachwyci z pewnością wszystkich miłośników niezwykłych zwierząt, jakimi są koty.
Jest to zbiorek legend i przesądów związanych z kotami ,ktore zebrała Nathalie Semenuik  a przetłumaczyła po mistrzowsku Joanna Stachowiak.
Śledzimy losy czarnych kotów od średniowiecza  po dzisiaj.Nielekkie to były losy, znaczone prześladowaniami opartymi o przesądy mrożące krew w żyłach.
Koty, nie tylko czarne są zwierzętami niezwykłymi, budzą wiele kontrowersji ,w wielu ludziach budzą strach i niechęć.
Zła passa czarnych kotów zaczęła  się w średniowieczu, kiedy to czarny kot został uznany za wysłannika diabła ,działo się to pod wpływem kościoła katolickiego przy cichym wsparciu władzy królewskiej.
Wiąże się z tym legenda o Dianie ,etruskiej bogini ciemności i nocy.
 Czarny kot padał ofiarą barbarzyńskich obrzędów  i przesądów. W czasie poprzedzającym święta katolickie -wielki post ,Popielec, Wielki Piątek,koty stawały się ofiarami najokrutniejszych tortur i prześladowań. Zakopywane żywcem, rozszarpywane, wieszane. Zamykane w koszykach i rzucane na stosy paliły się żywcem. Ich szczątki gawiedż  zbierała aby rozrzucić  przy domostwach , na polach , wierząc,ze w ten sposób zapewnią sobie dobrobyt i zdrowie.
O wielu takich tragicznych historiach  opowiada autorka.Są tez jasniejsze karty  wśród tych opowieści. Koty były cenione przez Egipcjan,im zresztą przypisuje się udomowienie kota.








W póżniejszych czasach koty były  ulubieńcami i towarzyszami sławnych ludzi-  malarzy, pisarzy, piosenkarzy,polityków. Pojawiły  się nawet jako koty marynarzy.
 " Tajemniczy czarny kot jest kopalnia wiedzy o kocich losach na przestrzeni wieków. Dla mnie,posiadaczki trzech czarnych obwiesi ta ksiązeczka stała się  "Kocią biblią." Mogłam ją przeczytać i zostac jej właścicielką dzięki WYDAWNICTWU  ALMA-PRESS , które znam  z innym ,ciekawych publikacjI.  DZIĘKUJĘ!!








O kocie Teofilu pięknie śpiewał Karel Gott

środa, 20 czerwca 2018

Nareszcie!!!

W niedzielę zdjęliśmy kubraczek  pooperacyjny. Pierwszy kubraczkowy tydzień był ciężki. Mela patrzyła na mnie z wyrzutem, była smutna, wstawała tylko do kuwety.


Kubraczek krępował jej ruchy , nie pozwalał na zabawy z Bogusiem. Dlatego chętnie  chroniła się w domku ustawionym na tapczanie, tam też spała w nocy. Azylem okazała się szuflada w łóżku.
Ten azyl powstał, kiedy zamieszkała u mnie Franka. Była zdezorientowana , przestraszona i szukała bezpiecznego miejsca. Znalazła je w szufladzie drewnianego łóżka. aby ułatwić jej chronienie się tam ,z boku szuflady został wycięty  otwór.


Z czasem schowek był używany coraz rzadziej,ale w każdej chwili był do dyspozycji moich  obwiesi.
 I tam właśnie szukała schronienia Mela, kiedy życie jej dopiekło.
 Ponieważ kubraczek  pożyczony z lecznicy trzeba było wyprać uszyłam kubraczek zastępczy. nie jestem mistrzem igły, więc wyszło jak wyszło,ale w moim kubraczku Mela miała większą swobodę ruchu i oczywiście to wykorzystała.


Drugi tydzień  ,kiedy rana zaczęła się zabliżniać  upływał na próbach dogonienia Bogusia w małpich figlach.



W tym czasie  przyszła równiez paczka z ZOOPLUSA a w  niej kryta kuweta, zbieraliśmy na nią punkty przy zakupach, no i przyszła. 













Boguś zaakceptował ją od razu  , zresztą  ze względu na niego   ją zamówiłam. Boguś ma bowiem paskudny zwyczaj przewracać zwykłą kuwetę wraz z zawartością  co  doprowadzało mnie do rozpaczy. Z kuwetą przyszła tez nowa mokra karma. Wygląda nieapetycznie ale jest w postaci musu  i chyba w smaku niezła,bo nawet hrabianka Frania łaskawie parę razy zjadła.
Jest to nowość na rynku, w całkiem niezłej cenie.
Muszę się tez pochwalić zakładkami, które jakiś czas temu dostałam  od mojej Zuzi

Tak jak wspomniałam, w niedzielę zdjęliśmy kubraczek, szwy były rozpuszczalne, więc  obeszło się bez kolejnego stresu. A kiedy Mela zorientowała się, ze nic jej już nie krepuje-  zaczęło się szaleństwo. Ukoronowaniem była miejscówka w zielonej misce.


Siedzą i patrzą z zazdrością , moze jednak w końcu i im się uda chociaż na   chwilkę  zasiedlić  , poleżeć, pokontemplować....
Dzisiaj byliśmy jeszcze  skontrolować brzuszek, wszystko OK, ale Meliska musi troch schudnąć.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...