Obserwatorzy

wtorek, 12 maja 2020

Na pomoc Pepsi

https://pomagam.pl/ra6wp8m3?fbclid=IwAR3Uo7X3Nr3d3hgoovVHnj-5_CnsdJKqD5W1p-xwppodbaEOIq019x0ktnc

Maleńka koteczka Pepsi ,którą przygarnęła Joanna Michalak choruje na FIP.  Leczenie  jest kosztowne, a Pepsi nie jest jedyną kotką Joanny. Liczy się każdy przysłowiowy grosz. P,roszę, dorzućcie!

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Minął rok

Wczoraj minął rok od śmierci Frani.Frania była moim pierwszym kotem.Od  niej zaczęło się moje kocie życie. Zwierzakom starałam się pomagać zawsze ale w domu były psy. Franię przygarnęłam po śmierci mojej suni Misi. Małą, około 6 miesięczną  przyniosłam z piwnicy, gdzie została jej mama i rodzeństwo. Tylko Frania pozwoliła się do siebie zbliżyć i w konsekwencji złapać, władować
 do koszyka i przetransportować do domu. Jej rodzinę dokarmiałam i chroniłam dokąd się dało.
Była zima,mrożna,śnieżna ,29 luty 2009. Frania była piękną,mądrą koteczką.Czarna, z małym ,białym muśnięciem pod bródką o oczach intensywnie zielonych, które w nocy  świeciły zielonym blaskiem , jak dwie latarenki. Byłam pewna,że dożyje ze mną sędziwych lat, że zestarzejemy się wspólnie ,że jeszcze wiele szczęśliwych i radosnych chwil razem przeżyjemy. Stało się inaczej,guz wątroby okazał się bezlitosny. Frani nie ma już rok a ja ciągle wracam do jej choroby, roztrząsam czego nie zrobiłam ,a powinnam , czego nie dopilnowałam, w czym zawiodłam.
Gdziekolwiek Franiu jesteś, wiedz,ze myślę o Tobie, że jesteś w moim sercu i będziesz  dopóki to serce bić będzie...


 






niedziela, 19 kwietnia 2020

Jak minął dzień?

Dni bliżniaczo podobne. Wstaję, patrzę w okno,jakieś ćwiczenie na uspokojenie sumienia, krótkie i niedokładne. Do kuchni, właściwie do kuchenki, bo ledwo-ledwo mieszczę się w niej ja i dwa koty.
One jedzą śniadanie -albo nie,jeśli nie odpowiada im zawartość miseczek. Uodporniłam się na ich grymasy, więc do łazienki. Za mną Boguś, bo on ma zasadę- "gdzie ty Kaja tam ja, Kaj!"
Łazienka budzi emocje-  bo zniknęła wanna ,gdzie szaleli do spółki-Mela i Boguś. Teraz można wejść, pochodzić pod dziwnym urządzeniem z którego czasem leje się woda. Tę wodę można zlizywać z podłogi. Dlatego, aby było higienicznie stanęła tam miseczka z wodą i tam jest teraz ulubiony wodopój.


W marcu,kiedy zaczęły się dni w domowym odosobnieniu mój nieoceniony brat Adaś  zrobił błyskawiczny remont- wywalił wannę, zamontował kabinę i mamy domowe SPA.
Raz w tygodniu po śniadaniu, stosując środki ostrożności wsiadam w autobus miejski i jadę na Nowomiejską z kateringiem dla tamtych kotów. Dokarmiałam je kilka lat,nie mogłam zrezygnować tylko dlatego,że już tam nie mieszkam.Wiozę karmę mokrą i uzupełniam susz oraz wodę.


 

 Tu, w zabezpieczonym kratą miejscu zostawiam jedzenie, wodę,w części sypialnej zmieniam posłania. Od ponad miesiąca wspomaga mnie ktoś z Fundacji Zwierzęta Niczyje.  W pobliżu, w żywopłocie obok apteki  stanął domek jednoosobowy . Pozostawiana jest tam karma. No i stoi w takim miejscu,że jest nadzieja iż  nie zostanie zniszczony. Ja tez dosypuję tam karmy jeśli miseczka jest pusta. Wracam do domu  a tam za drzwiami zniecierpliwiony komitet powitalny.
Wiedzą obwiesie, że teraz będzie czas zabawy










Boguś ma obróżkę ,obróżka jest odblaskowa. W nocy, przy zgaszonym świetle po pokoju biega obróżka,widok  zwala z nóg kiedy ta obróżka raz jest nad szafą, raz po środku szyby lub nad tapczanem. A potem są zajęcia w grupach- czyli Bogus tarmosi Melę, Mela obgryza uszy Bogusiowi aż w końcu zapadają w sen. W tym czasie ja wykonuję rózne, znienawidzone prace domowe a potem te przyjemne: czytanie, oglądanie, bieganie po blogach, porządkowanie zdjęć,słuchanie muzyki .Obowiązkowe są wiadomości na TVN i F.po F. I tak kończy się dzień. Brakuje mi włóczęgi po ulubionych miejscach, możliwości korzystania z biblioteki,odpadły różne występy i wystawy w suwalskim SOK-u,męczy brak swobody w poruszaniu się, przestrzeganie  zasad bezpieczeństwa. Wielki niepokój  o bliskich.
A jutro-  Dzień jak co dzień,
               Zwykły dzień jak co dzień,
               Drzwi trzasnęły,
              Zaśpiewał ptak w ogrodzie
              Dzień jak co dzień-
              Sąsiad z góry na pianinie gra......




sobota, 11 kwietnia 2020

Obyśmy zdrowi byli!!



Moja pierwsza Wielkanoc w nowym,chociaż już nie tak bardzo, miejscu.
Wielka Sobota. Kąty jako tako ogarnięte, choć bez zbytniego zapału, jaja faszerowane czekają na swoje wielkie  śniadanie,  mazurek  upichcony. A propos- gdybym na własne oczy nie widziała to nie uwierzyłabym. Wchodzę do kuchni ,a na stole,schylony nad mazurkiem, pracowicie  i sumiennie oblizuje masę mazurkową- KTO- no Boguś. Nie płoszyłam obwiesia, który nasmakowawszy się do woli udał się na szafę, gdzie zapadł w drzemkę. A ja zaglądam i sprawdzam,czy aby mu ta uczta bokiem nie wychodzi. W tym momencie wdzięczna pamięć podsunęła mi inny obrazek. Dawno temu miałam dożycę Normisię. Koło Bożego Narodzenia upiekłam piernik i zostawiłam na parapecie kuchennym aby wystygł. Aliści słyszę jakieś dziwne mlaskanie. Lecę,patrzę a moja Normisia przełyka właśnie połowę ciepłego jeszcze piernika. Anioły nad nią czuwały bo poza przemarszem wojsk przez całą noc nic jej się nie stało.
No i pora na życzenia. Nie życzę smacznego jajka, mokrego dyngusa,wybornego  jadła.Życzę abyśmy zdrowi byli, abyśmy przetrwali tę zarazę bez uszczerbku na zdrowiu swoim i bliskich. I abyśmy juz nigdy więcej czegoś podobnego nie doświadczyli. Życzenia te ślę zaprzyjażnionym blogom, moim bliskim  w Krośnie  Szwecji, Warszawie, Ryczywole, Legnicy, Wrocławiu ,Suwałkach.

środa, 25 marca 2020

Czas zarazy

     "Już w gruzach leża Maurów posady
            Naród ich dżwiga żelaza
            Bronią się jeszcze twierdze Grenady
            Ale w Grenadzie -zaraza."
 Kołacze mi się w głowie ten kawałek Mickiewiczowskiej  Alpuhary.
Od kiedy wprowadzono zaostrzenia związane z wirusem jest dużo czasu na rozmyślania, wspominki i inne zajęcia umysłowe. Efektem moich rozmyślań jest przeświadczenie,że ziemia, przyroda w desperacji zaczęła się bronić przed nami, ludżmi.  Człowiek, wynika z moich rozważań ,jest  największym szkodnikiem jakiego ta ziemia nosiła. Arogancja, bezkarność ,przeświadczenie o własnej nieomylności i wyjątkowości- to my. Ile złego wyrządziliśmy już tej ziemi ,przyrodzie, zwierzętom.  Płonąca Australia, lasy Amazonii, afrykańscy i nie tylko, kłusownicy, pomordowane w Puszczy Białowieskiej drzewa, zwierzęta i ptaki, myśliwi mordujący wszystko co żywe- można wymieniać długo. I przyszedł czas kiedy mały, niewidoczny wirus uczy nas pokory, jest zagrożeniem, dziesiątkuje. Człowiek powinien zrozumieć,że bez przyrody, natury- nie istnieje.
Może dzięki tej zarazie zaczniemy być życzliwi dla naszej ziemi i dla siebie.
W moim mieście na razie nie ma  zachorowań. Ale restrykcje obowiązują.  Życie toczy się wolniej, na ulicach i w komunikacji -pustawo. Najbliższy wirus jest w Białymstoku.  Ale kiedy widzę co się dzieje w świecie ,jaki rozmiar przybiera pandemia to zaczynam się bać i bardzo współczuję ludziom w tym oku cyklonu. A pogoda jest piękna, po prostu wygania z domu. Jest słonecznie i bardzo wiosennie.Moje koty zaczęły więc sezon balkonowy,tęsknie patrzą na ptaki a Boguś kombinuje jakby spacyfikować siatkę i pofrunąć za gołąbkiem czy kawką.  Dla mnie karą jest zamknięta biblioteka. Mam zapas, ale  kiedy się skończy to chyba zacznę czytać  od początku.Jakimś wyjściem jest Netfliks , porządkowanie zdjęć, blog i lektura blogów zaprzyjażnionych. U Joanny (MarAsiowa Ostoja) widziałam piękne fotki wiosennych kwiatów i serwetki równie piękne. Pozdrawiam wszystkie dziewczyny !
Moje futerka mają się dobrze,choć Mela bardzo przytyła . Zjada głównie susz bezzbożowy,czasem  filet z kurczaka. Boguś uwielbia parówki Smakusie. Taką parówkę trzeba mu rzucić przez pokój, Boguś dopada, tarmosi ją  po całym mieszkaniu po czym ze smakiem zjada.
Jedyne miejsce, gdzie mój bukiet urodzinowy jest niedostępny dla Bogusia.
Chociaż powąchać, jeśli zjeść nie  można!



Boguś forsuje siatkę na balkonie.
Ulubiona miejscówka Melki.

To prawda, kot jest duszą domu!
A ja życzę zdrowia w tym czasie zarazy!

środa, 5 lutego 2020

4 Luty-

                                                       Obudził mnie rano koszmarny  ból głowy.Wiedziałam już ,że coś dzieje się w pogodzie. Zwlekam się z ,łóżka, do okna-   a tam  -ŚNIEG! i chociaż go niewiele, to prawdziwy! Pierwszy  tej zimy. Minusów niewiele,zaledwie 2 ,i już widać ,że długo się nim nie nacieszymy. Bardzo nie lubię zimy, żle znoszę zimno i te zwały ubrań na grzbiecie ale wiem,że brak śniegu i mrozu,  to co dzieje się tej zimy  jest złą prognozą na wiosnę i lato. Więc niechby już było trochę mrozu i śniegu. Boguś  zaskoczony  bielą za oknem wyjrzał na chwilę na balkon i szybko się wycofał. Mela nawet nie próbowała.




 
Ubiegłoroczna zima była bardziej zimowa.Był mróz, nawet całkiem u nas niezły no trochę śniegu, który chwilę poleżał.


 Ale  były i takie zimy. Czy ktoś pamięta? Mróz -20 i lepiej a śnieg po kolana. Nie powiem ,że za takimi tęsknię, ale  Piękno takich zim zapiera dech i może trochę szkoda, że nie wrócą?










sobota, 21 grudnia 2019

Wigilia 2019

Tegoroczne święta spędzę  u syna w Warszawie.Czas, kiedy do Wigilii siadaliśmy całą rodziną jest tak odległy,ze wydaje się  nieprawdziwy. To był dobry czas.  Był.
Przygotowałam dla  moich suwalczan  barszcz, pierogi i karpia po żydowsku, bo to ich ulubione i w ten sposób  zaznaczę swoją fizyczną niejako obecność. Sercem  jestem z nimi nieustannie.
Nie będzie mnie tydzień i przez ten czas moje obwiesie muszą dawać sobie radę ,oczywiście pod czujnym okiem Małgosi  i Marka Be.
Będą obrażone, będą fochy,ale ostatnio rzadko wyjeżdżam więc jakoś przeżyją. 


  Na razie mają się w miarę dobrze, chociaż Mela ma nadwagę a Boguś chudy jak szprycha. Nie bardzo wiem,jak mogę Melę odchudzić  , trudno ja sprowokować do zabawy, jest przygaszona, wycofana, najchętniej śpi. Rzadko bawi się z Bogusiem, próbowałam poprawiać nastrój kocimiętką, ale bez specjalnych efektów. Bogusia roznosi energia, domaga się zainteresowania, zabawy ,po prostu żywioł.
Za chwilę święta.Niech dla wszystkich będą ciepłe, rodzinne, spokojne.  Niech pozwolą się wyciszyć, przystanąć, zapomnieć o wzajemnych pretensjach, żalach, nieporozumieniach. I chociaż zabraknie  śnieżno-mrożnej oprawy, to przecież  będzie Boże Narodzenie, najpiękniejsze nasze święto




niedziela, 1 grudnia 2019

Listopadowe refleksje.

Listopad to dla mnie ciężki miesiąc.Mało słońca, ciemno, wietrznie, zimno, ponuro. I przybywa  znajomych i bliskich na cmentarzach. Wiadomo, taka kolej rzeczy, ale  trudno się pogodzić , a przy mojej skłonności do epizodów depresyjnych  listopad to wielki  dół.
Tegoroczny listopad był wyjątkowo łaskawy, szczególnie  w pierwszym tygodniu. Nie żałował słońca  i zimno za bardzo nie było. W tym roku moja trasa  Zaduszkowa  zaczęła się w Krośnie.
 Tradycyjnie już , z synem wyruszyliśmy z Warszawy do Krosna- tam są groby moich Rodziców a jego Dziadków.  Na  groby w Żmigrodzie pojechaliśmy w niedzielę, 3.XI. Dzień zrobił się przepiękny ,zalany słońcem, ciepły.


 Na żmigrodzkim cmentarzu pochowani są moi teściowie, krewni męża i mąż.
 Daleko to od Suwałk  ale zdecydowaliśmy z dziećmi,ze wolę Zmarłego uszanujemy. To była nasza pierwsza listopadowa  podróż do Niego.


Żmigrodzki cmentarz jest niewielki ale bardzo piękny, zadbany. Widać troskę i bliskich i władz cmentarnych o jego dobrostan. Tuż przy cmentarzu jest piękny
Kościół p.w. Świętej Trójcy z 1593-1723




Żmigród jest małym miasteczkiem - liczy 6477 tyś mieszkańców.Leży w powiecie trzebnickim nad rzekami Baryczą i Sąsiecznicą.
 Pierwsze wzmianki  pojawiły się w roku 1155. Nazwa miasta wywodzi się  od dwu wyrazów; Żmija i Góra.  Słowo żmija  w jęz. staropolskim oznaczała smoka. Stąd w herbie miasta zielony smok z kamienną basztą ( baszta z r.1560) Miasteczko jest więc malutkie i znać na nim ząb czasu, szczególnie kiedy zagląda się w zaułki, boczne uliczki. Ale ma swój klimat, jest takie leniwe, senne, jakby ponadczasowe, nieprzystające do pośpiechu, pędu, jak królewna, która ukłuła się wrzecionem i zasnęła na sto lat.
 Kolumna Maryjna
 Przepiękne stare kamieniczki pamiętające lepsze czasy.  Żal patrzeć jak niszczeje historia

 Mały butik z pamiątkami, mnie przypadły do serca- oczywiście- koty! takie kociarskie skrzywienie!

 Figurka św. Jana Nepomucena na Rynku
 Stara pompa

 I żeby nie było tak całkiem retro- na Rynku tablice z aktualnościami.
Żmigrod jest skupiskiem miejsc, które, jesli się tam trafi, trzeba zobaczyć.
 Wieża mieszkalna-Baszta kamienna  z 1560r.  wieża ciśnień.  cerkiew prawosławna św. Jerzego, kościół ewangelicki, cmentarz żydowski ,pałac Hatzfeldów  , niestety  ruiny  a  nade  wszystko  nadbarycki  park  z pięknym, niezwykłym starodrzewem.













Park jest niezwykle zadbany, czysty,  są miejsca wyznaczone do zabawy dla dzieci,  spacerują ludzie z czworonogami.  Miejsca  edukacyjne,  tablice z   historią  miasta  i  parku, domki   dla ptaków .Wokół ruin zamku rosarium, które  latem  cieszy oczy .  To perełka, a jej  twórcy powinni być przykładem dla innych włodarzy, jak można dbać o swoje dobra, jak zachęcać ludzi do ich szanowania i doceniania.
Kończąc te swoje żmigrodzkie refleksje chciałabym podziękować moim  najmilszym gościom za odwiedziny, za wsparcie w trudnym  dla mnie  czasie, za morze empatii i dobrej energii. Dziewczyny kochane, dziękuję!