Jakiś czas temu odeszła Lola,świnka morska.Chorowała biedaczka,syn karmił ją pipetą,bo miała problemy z ząbkami. Potem dłuższy czas czuła się dobrze,umarła niespodziewanie.
Któregoś dnia syn trafił w internecie na dom tymczasowy dla świnek w Sztumie. I od razu znalazł rodzeństwo,które przypadło do serca wszystkim. Po załatwieniu formalności przez internet wyruszyli do Sztumu,to z Warszawy spora odległość. W taki sposób dwaj bracia ; Gordon i Mons znależli swoich ludzi.
poznałam rodzeństwo kiedy juz od dwu tygodni byli w nowym domu. Z przerażeniem słuchałam opowieści,jak zabrano ich od hodowcy węża, dla którego mieli być posiłkiem.
Fotka jest niewyrażna,bo chłopcy są bardzo jeszcze nieufni i płochliwi. Tu na co wieczornym wybiegu gdzie zaczynają już po trochu hasać. Przykryte stołeczki są azylem,kiedy coś je przepłoszy. W ciągu dnia przebywają w wielkiej klatce,gdzie maja swoje leżaczki. Są piękne i takie bezbronne. Hodowcę węża zamknęłabym w klatce z lwem. Może zdążyłby zrozumieć,co czułyby te maluchy w paszczy węża.
Obserwatorzy
piątek, 22 kwietnia 2016
środa, 20 kwietnia 2016
Trochę Warszawy
Dawno mnie tu nie było.Zaglądałam na znajome blogi ale nie zawsze zostawiałam ślad a pisać po prostu nie
mogłam. Kompletna blokada. Moja codzienność przytłacza mnie coraz mocniej, beznadzieja z każdego kąta szczerzy się głupawym uśmiechem a ja, mając świadomość,że lepiej już było przestaję ogarniać przestrzeń wokół siebie.
Żeby złapać oddech z duszą na ramieniu( bo dwa futerka zostawiam) 14. .IV pojechałam do Warszawy.
Następnego dnia ruszyłam na włóczęgę. Pogoda idealna,słońce,ciepło.
Tradycyjnie Stare Miasto. To miejsce w Warszawie jest mi najbardziej bliskie.


Widok na Trasę
Tablice upamiętniające ofiary katastrofy.
Tablica pamięci Lecha Kaczyńskiego

Na Woli
Pomnik poświęcony ofiarom wielkiego głodu na Ukrainie, bo oczywiście odwiedziłam Dziadków na Wolskim cmentarzu.
Za dwa dni muszę wracać do domu. Niechętnie i z lękiem ale futerka czekają,mam nadzieję,w zdrowiu.
mogłam. Kompletna blokada. Moja codzienność przytłacza mnie coraz mocniej, beznadzieja z każdego kąta szczerzy się głupawym uśmiechem a ja, mając świadomość,że lepiej już było przestaję ogarniać przestrzeń wokół siebie.
Żeby złapać oddech z duszą na ramieniu( bo dwa futerka zostawiam) 14. .IV pojechałam do Warszawy.
Następnego dnia ruszyłam na włóczęgę. Pogoda idealna,słońce,ciepło.
Widok na Trasę
Tablice upamiętniające ofiary katastrofy.
Tablica pamięci Lecha Kaczyńskiego
Pomnik poświęcony ofiarom wielkiego głodu na Ukrainie, bo oczywiście odwiedziłam Dziadków na Wolskim cmentarzu.
Za dwa dni muszę wracać do domu. Niechętnie i z lękiem ale futerka czekają,mam nadzieję,w zdrowiu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)