Tydzień temu byłam w Warszawie,to była ostatnia sobota maja. Dziś 11 czerwiec, już w Suwałkach.
zanim wyjechałam trochę się działo,ale wszystkich nas zmartwiła przygoda Kazia. Kazio to kociak,którego prawie rok temu przygarnęła córka. Był malutką,śliczna kuleczką,mieścił się w dłoni,zjawił się nie wiadomo skąd i błąkał się wokół budynku. Nie miał więcej jak 4-5 tygodni. Od momentu,kiedy przekroczył próg do maja tego roku nie wychodził na zewnątrz,panicznie bał się,kiedy próbowaliśmy go oswajać z podwórzem-przytulonego na ręku. Az tu nagle,wyszedł na parapet za którymś z kotów,zachłysnął się słońcem ,powietrzem,przestrzenią i....już co dnia domagał się wyjścia.Nie było rady,wył jak opętany- i wychodził. Któregoś razu nie było go długo a kiedy się pojawił nie był w stanie wejść do mieszkania. Jak się wdrapał po drabince,Bóg jeden wie. Chyba instynktownie zdążał do swego azylu. Było wczesne rano,sobota, trzeba było czekać na weta do 9 . Był wyziębiony i nie mógł stanąć na tylnej nóżce.
Opatulony, przytulony ,wydawało się,że po prostu umiera.Ale na szczęście dotrwał do 9.Nasza p. wetka Ewelina stwierdziła,że urazowi uległa miednica,ale nie uraz jest najgrożniejszy a szok,na skutek którego kot może umrzeć,nawet jeśli obrażenie nie jest zbyt poważne. Stwierdziła też, że taki uraz powstaje najczęściej z powodu niekontrolowanego upadku lub kopnięcia. Zrobione prześwietlenie potwierdziło uraz miednicy,Kazio dostał zastrzyk łagodzący szok, przeciwbólowy i zastrzyki do domu.Dochodzi do siebie powoli ale jeszcze kuleje i oczywiście ma szlaban na wyjściówki,chociaż donośnie się ich domaga.
A my snujemy domysły co się stało. Kazio jest małym szatanem,mógł wleżć na drzewo i spaść. Ale nie wykluczamy kopnięcia,bo jest taki palant,który nienawidzi zwierząt a przydomowych kotów szczególnie. Często wraca z pracy świtem i wtedy,kiedy nikt nie widzi ma okazję,żeby kopnąć czy rzucić kamieniem. Taki bohater,.koci bokser. Jeśli to faktycznie on, to chyba nie muszę mówić,czego mu życzę .
Malutki Kazio,fotka z lipca ub. roku
Kazio smutny i obolały .Miednica może się zrastać 6-7 tygodni. Może tez pozostać lekkie chromanie. Mam nadzieję,ze malec wróci do pełnej sprawności.
Do Warszawy tym razem jechałam samochodem z synem, Komfort jazdy nieporównywalny z niegdysiejszą jazdą wąską szosą z powyrywanymi dziurami ,rozklekotanymi PKS-ami,z prędkością ekspresowego ślimaka.
Wśród atrakcji,które mnie czekały w stolicy bezkonkurencyjnym był marsz KOD-u.
Od Pl. Bankowego szła fala ludzi zgarniając po drodze niezdecydowanych. Policja twierdzi,ze było ok. 10.000 tysięcy. Kto był,ten wie,że było znacznie więcej, morze ludzi,głowa przy głowie, Przyjażni, usmiechnięci,serdeczni,jak nie rodacy wiecznie skwaszeni i niezadowoleni. Beż politykowania, po to,żeby wyrazić swój obywatelski sprzeciw przeciwko łamaniu prawa, poniewieraniu konstytucji, przeciw dyktaturze sfrustrowanego człowieczka chorego na władzę absolutną.
Marsz zdążał w kierunku Pl. Konstytucji,gdzie odbył się wiec i rozwiązanie marszu. pięknie mówił W. Frasyniuk, uczestniczyli w wiecu m.i. Kwaśniewski, Michnik,oczywiście Kijowski. Była młodzież,emeryci i w tzw. w sile wieku. To nie była garstka sfrustrowanych,niezadowolonych ludzi,którzy zostali odcięci od koryta. To byli zwykli obywatele zaniepokojeni tym co się dzieje. Jeśli tylko sytuacja domowa mi pozwoli wezmę udział w każdej następnej manifestacji!