Obserwatorzy

czwartek, 11 maja 2017

Włoskie klimaty

Dzisiejszy ranek  w moim mieście wyglądał tak:




Zważywszy,ze to 11 maj prognozy na tegoroczny urodzaj warzyw i owoców są  mizerne. W minioną sobotę obsiałam parę grządek warzywami,dziś straciłam chęć do dalszych działkowych prac. Tutaj zanim coś wzejdzie i wyrośnie nadejdą kolejne ,jesienne chłody .
Zdołowana sytuacją pogodową i osobistą pobiegłam myślami do słonecznej Toscanii. Na tę podróż w sierpniu ub. roku  namówił mnie syn,domem,zwierzakami,chorym ojcem zajęła się córka umożliwiając mi tę niezapomnianą, pełną niezwykłych wrażeń podróż.
Dobrze jest móc  gdzie wrócić ,chociaż wspomnieniami,kiedy życie bezlitośnie kopie cię i autuje,kiedy masz ochotę walić głową w mur albo zniknąć ,rozpłynąć się i mieć w końcu
 święty spokój.Toscania to miejsce, do którego chce się wracać,gdzie historia otacza cię zewsząd,gdzie mówią budowle, kościoły, uliczki,kamienie. Gdzie ludzie są pogodni,uśmiechnięci życzliwi dla siebie zwierząt, turystów.
Byłam w Sienie, Florencji, Padwie ,Asyżu. Ale największe wrażenie,poza Asyżem, Padwą , Sieną i Pizzą zrobiły na mnie małe miasteczka:Orvieto,San Gimignnano, Lucca, Perugia,Chianti, Volterra...
To tam wąskie,kamienne uliczki ,domy,podwórza tworzyły niezapomniany klimat tajemniczości,kazały mysleć o ludziach tu żyjących, ich pracy,zajęciach. O tym jak budowali wspaniałą kulturę,która przetrwała do dziś i my,współcześni  możemy oglądać te wszystkie cuda.
























poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Co komu pisane...

Poniedziałek wielkanocny zimny i wietrzny ale już bez śniegu. Wróciłam ze szpitala jak zwykle zdołowana, pełna obaw i lęku. Co dalej. Opowiem w skrócie. 23 luty, S. trafia zupełnie niespodziewanie do szpitala. Diagnoza zwala z nóg- rozległy udar krwotoczny. Stan poważny, powoli mija zagrożenie ale chory jest nielogiczny,brak kontaktu,nie poznaje, nie wie gdzie jest.
Ze względu na bezpieczeństwo ma krępowane ręce. Po jakimś czasie nogi. Protestujemy,krępowanie chorego na oddziale neurologicznym i każdym innym jest prawnie zabronione. Ręce jednak muszą pozostać unieruchomione,bo chory uporczywie usiłuje wyjść z łózka. 17 marca po próbie pionowania łóżko zostaje niezabezpieczone barierkami, chory pozostawiony sam sobie usiłuje  stanąć na podłodze. Pada, łamie główkę kości udowej. Winnych zaniedbania nie ma,szafuje się argumentem,że i w domu zdarzają się wypadki. Nie pada  słowo przepraszam ani od pielęgniarek ani od lekarza. Chory przeniesiony na ortopedię jest operowany,ma endoprotezę. Ale ponieważ nadal jest niekomunikatywny nie przysługuje mu rehabilitacja neurologiczna. Raz dziennie przychodzi rehabilitant i uczy chodzić przez parę minut. Na razie S. jest w szpitalu,chodzimy co dnia,,ordynator nie robi wielkich nadziei w kwestii chodzenia. Oddział jest zdewastowany,łóżka sponiewierane, podłogi z plackami łysin w linoleum,szafki zdezelowane.  Opieka pielęgniarska adekwatna do stanu technicznego. Nie uogólniam, są panie które  traktują swoje obowiązki rzetelnie,są miłe,przyjazne. Generalnie taki skomplikowany chory,bo udar i złamanie jest persona non grata. Zderzenie ze szpitalnymi realiami, jego codziennością okazało się bolesne i szokujące. Znieczulica , obojętność, niechęć. .Wracam po tych odwiedzinach obolała psychicznie,spanikowana,co dalej . A na progu,tuż pod drzwiami czeka mnie moja hultajska trójka. Zgodnym chórem domagają się głasków i zainteresowania.  Nie miałam czasu ani głowy,żeby szukać domu Meli,wszystko wskazuje na to,że będzie z nami. Nie wiem jak poradzę z trójką zwierzaków i inwalidą. Ale gdyby ich nie było zwariowałabym od niewesołych myśli w pustym domu. Mela jest malutka,ale nieprawdopodobnie skoczna,żywa, odważna. Próbuje podporządkować Franię,wyjada  z miseczek,wchodzi dosłownie w kazdą mysią dziurę. A wieczorem przychodzi,układa się blisko mnie i mruczy jak mały traktorek. Z Bogusiem wyprawiają szaleństwa, czasem nawet Frania ruszy swój dostojny ogon .Dobrze,że są.











sobota, 15 kwietnia 2017

Składamy życzenia


 Ciepłych,rodzinnych, serdecznych, przepełnionych spokojem i radością ,magicznych Świąt Wielkanocnych życzą:
Frania
Boguś i Mela.
I ja.
 







piątek, 17 lutego 2017

Dzień braci mniejszych

Chciałabym,ze by ten dzień zamienił się w lata. Żeby wszystkie miały dobry dom,przyjaciół,dużo serca,pełne miseczki i piękne,spokojne sny na kanapie,fotelu czy w wybranym azylu. Żeby znikło okrucieństwo i obojętność, żeby ręka głaskała,nie znęcała się,żeby dom był na zawsze a nie do wakacji,czy końca zainteresowania. Najmilsze futerka,te czyjeś i te niczyje - wraz z gilaniem-najlepsze życzenia!








Koty spotkane przypadkowo,nie znam ich losów.
 Meliska
Boguś

Frania

poniedziałek, 13 lutego 2017

Żegnamy

Krystynę Sienkiewicz,  wspaniałą aktorkę o wielu innych talentach, dobrego człowieka,wielką przyjaciółkę zwierząt,którymi opiekowała się całe życie ,zawsze uśmiechniętą,piękną kobietę.

 Książka,którą warto przeczytać.
 Odeszła w przeddzień 82 urodzin.


środa, 1 lutego 2017

Armagedon

Mela zadomowiła się bez problemów,zawarła znajomość z Bogusiem i zaczęły się szaleństwa. Boguś  wyrażnie ucieszony tarmosił się z Melą do utraty tchu. Tak było do czwartku. We czwartek wróciłam z zakupów, Mela i Frania czatowały już pod drzwiami. Zorientowałam się,ze nie ma Bogusia. Rzuciłam się na poszukiwania. Przetrząsnęłam wszystkie Bogusiowe kryjówki. Nie było go. Wpadłam w panikę, chociaż biorąc na rozum nie mógł nigdzie wyjść. Ale może gdzieś się zaklinował,wepchnął w jakiś kącik,może,może może...
W końcu po wielu nawoływaniach  na chwile wynurzył łebek spod tapczanu. Był przerażony ,zaraz się schował,musiało coś zajść. Mała szalała jak gdyby nic.Kiedy Boguś  wyszedł z kryjówki przybiegła Frania i grożnie zasyczała.Moja łagodna,introwertyczna Frania stała się postrachem Bogusia. Ten, przerazony wychodził ukradkiem coś zjeść, skorzystać z kuwety,wszystko na ugiętych łapkach,rozglądając się z trwogą, gotowy do ucieczki przy każdym szmerze.Nie wiedziałam co robić,starałam sie łagodzić  sytuację walerianą i lawendą,bez skutku. Tak było do soboty. W międzyczasie zauważyłam,że Frania interweniuje ,kiedy Mela w zabawie z Bogusiem zaczyna popiskiwać,wtedy jak Bicz Boży,Atylla, zjawia się Frania i wrzeszcząc goni Bogusia.
Tak było do niedzieli. W niedzielę nastąpił rozejm,Bogus zaczął śmielej kręcić się po mieszkaniu a w poniedziałek nastąpił przełom w bulwie. Franię zaczął gonić Boguś i to bardzo ostro. Sypnęłą się sierść. Kupiłam więc kapsułki Vetacalm, dziś trzeci dzień jak je zażywają. Trochę się uspokoiło,ale incydenty nadal się zdarzają, z Bogusiem w roli głównej. Wczoraj Mela była u wetki Eweliny, świerzbowca coraz mniej przybyło jej 15 dag. Dostała zastrzyk,przy którym bardzo  rozpaczała.Za tydzień drugi. Reaguje na swoje imię,wyjada z miseczek,śpi przy mnie,co dodatkowa frustruje Franię.Cięzko będzie mi się z nią rozstać.
 Frania pod stołem czujnie obserwuje Bogusia
Boguś rozdygotany w pobliżu kryjówki.
Mela odważnie stawia czoła,co nie podoba się Frani.
Trójkąt Bermudzki.
Frania zestresowana ale czujna!



Boguś i Mela tarmoszą się z upodobaniem!
 Odpoczynek wojownika.