W poniedziałek okazało się,że nie pojedziemy do Muzeum,bo R. nie był w stanie podnieść się z łóżka;kręgosłup odmówił współpracy.
Wobec tego wyruszyłam na Wolę,pogadać z Dziadkami.Nazbierało się trochę spraw do przedyskutowania.
Z Rembertowa to cała wyprawa: do Wiatracznej,potem przez pół W-wy.Oczywiście tramwajem.
Ale miałam szczęście,kiedy już nagadałam się z Dziadkami(oni ,jak zwykle,niezbyt rozmowni), w drodze powrotnej zajrzałam przez otwarte ale okratowane drzwi do cerkwi.Okazało się,że wewnątrz dyżuruje pani,która wpuściła mnie do środka. Ta mała cerkiewka jest przepiękna,mogłam do woli pogapić się, napodziwiać,zapalić świeczki za dusze Dziadków.
Udało mi się zrobić kilka fotek,nie są najlepsze bo mój aparacik taki sobie. Główny ołtarz,zdobiony złoceniami, ikonami,wielkimi obrazami najważniejszych świętych. Przed ołtarzem przygotowanie do smutnej uroczystości.: obłędnie pachnące białe kwiaty,ale nie lilie i nakryty złota kapą skromny katafalk. Ktoś wyruszył w drogę do lepszego świata.
Niezwykłej urody witrażowe okna.
Nabożeństwa prawosławne są zupełnie inne niż katolickie. bardzo ciepłe,takie blisko ludzi i dla ludzi. A śpiew diaków porównać można do chórów anielskich.
Niektóre grobowce to dzieła sztuki,niestety niszczejące.
Napis na jednym z pomników wzruszył mnie do łez, może kiedyś ktoś i mnie tak pożegna....
Jutro Muzeum!
Obserwatorzy
sobota, 6 września 2014
piątek, 5 września 2014
W Warszawie
Wczoraj wróciłam z Warszawy. Niechętnie i z obawami,gdyby nie czekała na mnie Frania długo bym jeszcze zwlekała z powrotem. Pojechałam ,żeby chwilę odpocząć, złapać oddech i połazić tak jak lubię-bez pośpiechu,zaglądając w różne zakamarki,podglądając,obserwując.
W niedzielę zrobiliśmy wycieczkę na Stare Miasto,dawno tam nie byłam.Rynek zrobił na mnie przygnębiające wrażenie. Ogródki piwne zdominowały przestrzeń,brudno, piękne kamieniczki proszą o renowację. przez rynek przelewają się tłumy hałaśliwych turystów i tubylców. Znikł gdzieś urok,klimat,niepowtarzalna atmosfera tego miejsca sprzed kilku lat.
To jedno z piękniejszych miejsc w Warszawie. Powinno być wypielęgnowane i zadbane.Nie jest.
Niedziela była słoneczna,ciepła no i pełna wrażeń,mimo wszystko. Jutro wybieramy się z R. w miejsce szczególne-do Muzeum Historii Żydów Polskich.
W niedzielę zrobiliśmy wycieczkę na Stare Miasto,dawno tam nie byłam.Rynek zrobił na mnie przygnębiające wrażenie. Ogródki piwne zdominowały przestrzeń,brudno, piękne kamieniczki proszą o renowację. przez rynek przelewają się tłumy hałaśliwych turystów i tubylców. Znikł gdzieś urok,klimat,niepowtarzalna atmosfera tego miejsca sprzed kilku lat.
To jedno z piękniejszych miejsc w Warszawie. Powinno być wypielęgnowane i zadbane.Nie jest.
Niedziela była słoneczna,ciepła no i pełna wrażeń,mimo wszystko. Jutro wybieramy się z R. w miejsce szczególne-do Muzeum Historii Żydów Polskich.
wtorek, 19 sierpnia 2014
Nic mi się nie chce....
Dni przeciekają przez palce a ja gapię się w sufit albo w okno i myślę o bólu,który towarzyszy mi od dawna,nie reaguje na zastrzyki,rehabilitacje, środki p/bólowe. Zdarza się taki dzień,kiedy trochę odpuszcza .
Wtedy coś tam robię. Trochę przetworów,bo juz czas, tartę z gruszkami ,myję okno czy kuwetę Koci.
Wracając z kolejnego zastrzyku podsłuchałam panią,która opowiadała jak robi przecier pomidorowy. Czasem dobrze "wytrzeszczyć" ucho. przepis wydał się sensowny,przy tym nieskomplikowany,więc zrobiłam.
Pomidory -1kg, jabłka kwaśne antonówka najlepiej- wzięłam 2 szt. partia przecieru próbna,więc tylko 2-3słoiki.. pomidory obrałam ze skórki,jabłka też, podzieliłam na cząstki i rozdrobniłam na pulpę blenderem.
Dodałam czosnek-posiekany lub przez praskę,sól,pieprz, cukier,do każdego słoika gałązkę pietruszki i kopru. Zagotowałam i do słoików. Słoiki do suchej pasteryzacji w piekarniku i po 10 min. gotowe.
Przecier bardzo smaczny, wyrazisty,zupa pomidorowa lub sos będą znakomite. Będę robić kolejne.
Próba konfitur z węgierki dąbrowickiej. Owszem,niezła konfitura ale zaczekam na tę prawdziwą węgierkę,jest nie do podrobienia. Robiłam wypróbowaną metodą dla leniwych. Śliwki wypestkowane, zasypane cukrem-1kg. śliwek ,45 dag. cukru. Do piekarnika i tam się prażą, dzien lub dwa w niewielkiej temperaturze. Kiedy zgęstnieją - do słoików i w zimie jak znalazł. w tym roku mam zamówienie od G. i R.,więc będzie większa ilosć,chyba,że węgierki nie obrodzą.
Zrobiłam też tartę zachęcona pysznym zdjęciem i przepisem na blogu Wrzosowa Polana.
Prosta, szybka i nadspodziewanie dobra.
Płat gotowego francuskiego ciasta wyłożyć na wysmarowana masłem blachę. na to obrane i pokrojone dosć cienko plasterki gruszki, na to pokrojony w kostkę ser gorgonzola,wszystko zalane sosem z 2 jaj i 100 g śmietany. Tarta przed pieczeniem
Po upieczeniu(30-35 min.)
Ostatnio rzadko coś gotuję,więc przegłodzona pożarłam całą w jedno popołudnie.
Nie poprawiło mi to nastroju, bo powody do zmartwienia mam liczne ale lepiej się martwic z pełnym brzuchem.
Wtedy coś tam robię. Trochę przetworów,bo juz czas, tartę z gruszkami ,myję okno czy kuwetę Koci.
Wracając z kolejnego zastrzyku podsłuchałam panią,która opowiadała jak robi przecier pomidorowy. Czasem dobrze "wytrzeszczyć" ucho. przepis wydał się sensowny,przy tym nieskomplikowany,więc zrobiłam.
Pomidory -1kg, jabłka kwaśne antonówka najlepiej- wzięłam 2 szt. partia przecieru próbna,więc tylko 2-3słoiki.. pomidory obrałam ze skórki,jabłka też, podzieliłam na cząstki i rozdrobniłam na pulpę blenderem.
Dodałam czosnek-posiekany lub przez praskę,sól,pieprz, cukier,do każdego słoika gałązkę pietruszki i kopru. Zagotowałam i do słoików. Słoiki do suchej pasteryzacji w piekarniku i po 10 min. gotowe.
Przecier bardzo smaczny, wyrazisty,zupa pomidorowa lub sos będą znakomite. Będę robić kolejne.
Próba konfitur z węgierki dąbrowickiej. Owszem,niezła konfitura ale zaczekam na tę prawdziwą węgierkę,jest nie do podrobienia. Robiłam wypróbowaną metodą dla leniwych. Śliwki wypestkowane, zasypane cukrem-1kg. śliwek ,45 dag. cukru. Do piekarnika i tam się prażą, dzien lub dwa w niewielkiej temperaturze. Kiedy zgęstnieją - do słoików i w zimie jak znalazł. w tym roku mam zamówienie od G. i R.,więc będzie większa ilosć,chyba,że węgierki nie obrodzą.
Zrobiłam też tartę zachęcona pysznym zdjęciem i przepisem na blogu Wrzosowa Polana.
Prosta, szybka i nadspodziewanie dobra.
Płat gotowego francuskiego ciasta wyłożyć na wysmarowana masłem blachę. na to obrane i pokrojone dosć cienko plasterki gruszki, na to pokrojony w kostkę ser gorgonzola,wszystko zalane sosem z 2 jaj i 100 g śmietany. Tarta przed pieczeniem
Po upieczeniu(30-35 min.)
Ostatnio rzadko coś gotuję,więc przegłodzona pożarłam całą w jedno popołudnie.
Nie poprawiło mi to nastroju, bo powody do zmartwienia mam liczne ale lepiej się martwic z pełnym brzuchem.
sobota, 16 sierpnia 2014
Zaginął.....
Zaginął kot Ani.Bardzo Jej współczuję,wiem co przeżywa.Serdecznie życzę,aby Kajtuś odnalazł się cały i zdrowy.


sobota, 9 sierpnia 2014
Wielki dzień Figla
Wczoraj był szczególny dzień.Figiel przeszedł w końcu długo odkładaną kastrację. Nie obyło się bez protestów,że to okaleczenie i ingerencja w naturę. Tak uważają przede wszystkim ludzie starsi i tacy,którym nie starcza wyobrażni.Śmierć z głodu i chorób jest przypisana większości niekontrolowanych miotów.I jakoś ci przeciwnicy kastracji nie kwapią się do pomocy,kiedy małe kociaki już są i potrzebują opieki. ,że to niby selekcja naturalna, przetrwają najsilniejsze i temu podobne bzdury. Kiedy coś takiego słyszę aż mnie trzęsie z gniewu.
Figielek dochodzi do siebie,mam nadzieję,że pozostanie psotnym ciekawskim hultajem i w zdrowiu dożyje póznej starości!
Figielek dochodzi do siebie,mam nadzieję,że pozostanie psotnym ciekawskim hultajem i w zdrowiu dożyje póznej starości!
piątek, 8 sierpnia 2014
Tribunj
To docelowa miejscowość w Chorwacji do której pędziliśmy na przełaj przez Niemcy,Austrię,Słowację.
Niewielka rybacka miejscowość-letnisko w Środkowej Dalmacji. Najstarsza częśc miasta znajduje się na wysepce,z lądem łączy je stary,kamienny most. Malownicza marina z dziesiątkami jachtów,stateczków,łódek.nad miasteczkiem wzgórze z kościołem Św. Mikołaja (1452r.),otaczający go cmentarz i ruiny zamku Jurjevgrad. No i Adriatyk, bardzo słony,bardzo szmaragdowo-granatowy,piękny.
Dotarliśmy na miejsce pod wieczór,przywitał nas Dario,znakomicie mówiący po polsku i zakwaterował u Andżeli.Mielismy do dyspozycji dwa pokoje,dwie nieduże łazienki i wielki salon z małym aneksem kuchennym oraz malutkie patio.
Nasze mieszkanie dwa okna z prawej strony,nad konobą(knajpka).
Po zwaleniu bagaży i podziale pomieszczeń ruszylismy na rekonesans.
Z lewej strony okno od naszego mieszkania.
Za tym murkiem,na wprost naszej kwatery mieszkało stare małzeństwo chorwackie u którego kupowaliśmy trawaricę,czyli tamtejszy bimber. Nie znaczy to,że czas spędzaliśmy tylko i wyłącznie na degustacji tego wyszukanego trunku.

Piękny kamienny mostek
Widoki z naszych okien:
Pierwsza kąpiel w Adriatyku,niesamowite wrażenie! Słona i przezroczysta woda,dno tak kamieniste,że bez gumowych butów nie sposób się poruszać po dnie no i jeżowce,zwłaszcza przy brzegach mocno kamienistych.
Pierwszy dzień minął nam na odpoczynku,lenistwie i podziwianiu przyrody,planowaniu wycieczek.
Chłopcy,czyli R.i A. badali zasobność Adriatyku w ryby. Nie obeszło się bez wypadku. Postanowili złowić żywca na ewentualną WIELKĄ rybę i ten jeden mały żywczyk pokąsał dwóch wielkich chłopów.
Rany były niewielkie ale głębokie. Potem okazało się,że trafili na niebezpieczną rybkę,której ukąszenie może spowodować w skrajnych przypadkach nawet śmierć. Nie odstraszyło to dzielnych wędkarzy od kolejnych prób złowienia wielkiej ryby,szczęśliwie bez sukcesów.
Niewielka rybacka miejscowość-letnisko w Środkowej Dalmacji. Najstarsza częśc miasta znajduje się na wysepce,z lądem łączy je stary,kamienny most. Malownicza marina z dziesiątkami jachtów,stateczków,łódek.nad miasteczkiem wzgórze z kościołem Św. Mikołaja (1452r.),otaczający go cmentarz i ruiny zamku Jurjevgrad. No i Adriatyk, bardzo słony,bardzo szmaragdowo-granatowy,piękny.
Dotarliśmy na miejsce pod wieczór,przywitał nas Dario,znakomicie mówiący po polsku i zakwaterował u Andżeli.Mielismy do dyspozycji dwa pokoje,dwie nieduże łazienki i wielki salon z małym aneksem kuchennym oraz malutkie patio.
Po zwaleniu bagaży i podziale pomieszczeń ruszylismy na rekonesans.
Z lewej strony okno od naszego mieszkania.
Za tym murkiem,na wprost naszej kwatery mieszkało stare małzeństwo chorwackie u którego kupowaliśmy trawaricę,czyli tamtejszy bimber. Nie znaczy to,że czas spędzaliśmy tylko i wyłącznie na degustacji tego wyszukanego trunku.

Chłopcy,czyli R.i A. badali zasobność Adriatyku w ryby. Nie obeszło się bez wypadku. Postanowili złowić żywca na ewentualną WIELKĄ rybę i ten jeden mały żywczyk pokąsał dwóch wielkich chłopów.
Rany były niewielkie ale głębokie. Potem okazało się,że trafili na niebezpieczną rybkę,której ukąszenie może spowodować w skrajnych przypadkach nawet śmierć. Nie odstraszyło to dzielnych wędkarzy od kolejnych prób złowienia wielkiej ryby,szczęśliwie bez sukcesów.
piątek, 1 sierpnia 2014
Chwila z Zuzią
Zuzia do Suwałk przyjeżdża rzadko i na chwilę. Pochłania ją praca,którą lubi ,z którą związane są liczne wyjazdy za granicę,Zuzia wie czego chce i konsekwentnie realizuje swoje zamierzenia i marzenia.
Teraz,kiedy ma auto będzie może częściej zaglądać.
Teraz,kiedy ma auto będzie może częściej zaglądać.
środa, 30 lipca 2014
Kocia Testująca Grupa Blogowa
https://www.facebook.com/ pages/Kocia-Testująca-Grupa- Blogerowa/530548283738873
Zaprasza zainteresowanych Grażyna Maria z blogu Retro Koty i Pies. Inicjatywa godna ze wszech miar polecenia. Karmy do testowania to poważny zastrzyk dla dokarmiających koty wolnożyjące.
Zaprasza zainteresowanych Grażyna Maria z blogu Retro Koty i Pies. Inicjatywa godna ze wszech miar polecenia. Karmy do testowania to poważny zastrzyk dla dokarmiających koty wolnożyjące.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































.jpg)




.jpg)







