Obserwatorzy

czwartek, 12 listopada 2015

Frania i Boguś w jednym

stali domu.
W niedzielę Bolesław został oficjalnie przez zgromadzenie rodzinne przemianowany na Bogusia.
Stosunki między nim a Frania kształtują się
 tak-w wersji łagodnej-:

Frania po trzech dniach wyszła z podziemia,chyba to dobry znak,że juz zasiedla kanapę a nie podłogę pod nią ale do zażyłości jeszcze daleka droga,jeśli w ogóle nastąpi..
We wtorek Bogus zaczął wymiotować  i przestał jeść. We środę święto,nie było na co czekać,kontenerek i do ulubionej wetki.
U wetki 3 kolejne podrzucone kocie sieroty czekające od kilku tygodni na dom.
Bodzio zachował się godnie przy badaniu. Okazało się,ze wymioty są od robaków,dostał więc wlew do paszczy i zastrzyk w chudy zadek. W uszkach zagnieżdził się świerzbowiec i tu godność Bogusia opuściła. Darł paszczę,ale uszy zostały wyczyszczone,zaaplikowany lek i dalsze leczenie świerzbowca po spacyfikowaniu robali. W tej sytuacji dobrze,że nie nastąpiły między Franią  a Bogusiem poufałości.
Na zakończenie oboje dostali tabletki odrobaczające do podania za dwa tygodnie. Za to wszystko wetka wystawiła rachunek ; nie wierzyłam- 27 zet. W stosunku do cennika pozostałych suwalskich wetów mogę uznać,że miałam dla kota świadczenie za darmo.
Po godzinie od wizyty Bodzio odzyskał apetyt i chęć do zycia. Powoli się aklimatyzuje.










Frania patrzy ze zgrozą z półki w szafie. Co ten intruz tu robi,czego chce????
Chwilami wątpię,czy kiedykolwiek podadzą sobie łapy. I co wtedy?

sobota, 7 listopada 2015

Kolory jesieni

Lubimy piękne,żywe, nieprawdopodobnie kolorowe jesienne krajobrazy. Cieszą oczy, przemawiają do wyobrażni, wprawiają w świetny nastrój.
 Gorzej, kiedy zaczyna się listopadowa szaruga,kolory znikają, nagie gałęzie drzew nie budzą zachwytu a zmuszają do myśli o przemijaniu. Memento mori!























piątek, 6 listopada 2015

Niespodzianka niespodziewana

Jakiś czas temu pisałam o Kazimierzu,którego chciałam przygarnąć ale ostatecznie nie zdecydowałam się ze względu na postępującą chorobę kogoś,z kim dzielę mieszkanie. Bardzo chciałam mieć Kazia.
Ale chyba tak musiało być. Po powrocie do domu czekała mnie niespodzianka:


Czekał na mnie Bolesław. Kociak,na oko 4-5 miesięczny,przywieziony z podsuwalskiej wsi.
W niezłej kondycji, ładne futerko bez pcheł, czyste oczka,uszy i nosek. Ale tak głodny,ze zjadłby miskę z zawartością. Podlascy gospodarze nie bawią się w sentymenty,zwierzę,które nie pracuje jest darmozjadem.
Nie wpuszcza się też go do domu. Są oczywiście chlubne wyjątki ,ale to rzadkość.
Żle się stało,że kociak zawitał pod moja nieobecność,bo podstawowe zasady wprowadzania nowego kota do kilkuletniego rezydenta nie zostały dotrzymane. Frania zareagowała strachem i ucieczką,potem warczała,syczała,usiłowała trzepnąć łapą,w końcu zaszyła się pod kanapą.
To było przedwczoraj,dziś jest znacznie lepiej,staram się korygować popełnione błędy w miarę swojej wiedzy na ten temat.
Ale kocię,ponoć na swoim podwórzu wesołe i żywiołowe jest smutne,dopiero dziś dało się sprowokować do zabawy. Nie wiem co mam zrobić,czy wykastrować i zawieść go na jego wieś,gdzie przez zimę niechybnie umrze z głodu,czy zostawić  i pozbawić kontaktu z naturą. Będzie miał u mnie wszystko,ale klatka,nawet złota,pozostaje klatką.Może to minie,kiedy już Franka przestanie się bzdyczyć i warczeć i pozwoli mu się zbliżyć. Ale czy to nastąpi? Boluś zachowuje się odważnie,chodzi po mieszkaniu,Wskakuje na meble,ale te niskie; stół,kanapa itp. na wysokie: półki,regały nie próbuje. Ale od Frani trzyma się na dystans. Dziś  obserwowały się :Frania z krzesła,Bolo z podłogi na odległość metra.Frania przychodzi do mnie spać ,ale je mało,w nocy nie chrupie suszu,po mieszkaniu porusza się z rzadka. Wylazła spod kanapy i leży na niej czujnie obserwując intruza. No i kwestia choroby pod wspólnym dachem,boję się,że kiedy ona się rozwinie zabraknie tolerancji na zwierzaki,chociaż to właśnie osoba chora przywiozła Bolusia.i bardzo się nim opiekuje.Po prostu nie wiem co mam robić,jak postąpić,żeby nie skrzywdzić małego,w którym już jestem zakochana a mam nadzieję,że i Frania,jeśli nie pokocha to polubi.W poniedziałek idę do wetki,może tam znajdę  jakąś sensowną radę.Dodam,że szanse na znalezienie dobrego domu są żadne, a córce nie podrzucę,bo u niej siedem w domu i drugie tyle na podwórzu.

Nabzdyczona Frania obserwuje teren bardzo złym okiem. Chociaż co chwila powtarzam jej,że jest królową i kocham ją nad życie,chyba nie do końca mi wierzy....


czwartek, 5 listopada 2015

A kiedy przyjdzie...

1 listopada w tym roku odwiedziłam groby w Krośnie i Żmigrodzie.
Była piękna pogoda,a że w Żmigrodzie byłam wiele lat temu postanowiłam przypomnieć znajome miejsca. zapaliłam znicze,ustawiłam kwiaty,zamyśliłam się,wspomniałam,spotkałam z dawno nie widzianą rodziną i poszłam zobaczyć co się zmieniło.



Piękny park z pomnikiem przyrody,dębem szypułkowym.


W parku ruiny XIV wiecznego zamku. Zamek Hatzfeldów zachował się w formie formie ruiny. wzniesiony na lewym brzegu Baryczy. Piwnice zamkowe zaadoptowano na restaurację ,wnętrze  wieży na sale klubowe. Zamek otoczony jest wielkim parkiem.