Wróciłam z kina. Wołyń. dziś wszedł na ekrany. Film Smarzowskiego,zrobiony po mistrzowsku,wstrząsający,straszny.
To opowiesć o losach Ukraińców,Żydów, Polaków zamieszkujących niewielką wieś na Wołyniu.
To w miarę spokojne i zwykłe życie zmienia okupacja niemiecka,potem atak Niemców na ZSRR .
Ten atak dał sygnał ukraińskim nacjonalistom do próby utworzenia niepodległej Ukrainy. Zbrojne ataki nacjonalistów przeradzają się w 1943 r. w rzeż Polaków. Sceny są tak okrutnie realistyczne,że człowieka przerażenie wbija w fotel. Bo najpierw zdradzani i wydawani są Żydzi Niemcom,którzy dokonują masakry a potem ta rzeż,dzieci,kobiet, wszystkich Polaków. Dziesiątki zmasakrowanych ciał, w okrutny sposób okaleczonych. To zrobili ludzie ludziom.
Smarzowski,reżyser Wesela, Drogówki, Domu złego podkreśla,ze film,który zrobił jest nie tylko o złych Ukraińcach.To także film przeciwko nacjonalizmowi i pokazuje do czego zdolny jest człowiek zainspirowany jakąś ideą i mający przyzwolenie na zabijanie. On nie oskarża i nie ocenia,przedstawia tą straszną zbrodnię,to niewypowiedziane zło zgodnie z prawdą ,jakby chciał powiedzieć,zobaczcie i pamiętajcie.
Chcę dodać, że główną role kobiecą zagrała studentka szkoły teatralnej,Suwalczanka, maturzystka .LO im. M. Konopnickiej w Suwałkach , Michalina Łabacz. Ta rola pozostanie na długo w pamięci. Wspaniale zagrana.
Obserwatorzy
piątek, 7 października 2016
wtorek, 27 września 2016
Smaki jesieni
http://piatapopoludniu.blogspot.com/2016/08/kruche-z-pianka-i-sliwkami-przysmak.html
Pod tym linkiem kryje się pyszne ciasto. Warto wykorzystać ostatnie węgierki,przepis łatwy ,niedrogi a pyyyszny! Blog należy do zwycięzczyni konkursu na kulinarny blog roku zorganizowany przez serwis Gotujmy.p. Na blogu mozna znależć świetne przepisy i piękne zdjęcia. warto tam zajrzeć.
Wspomniane ciasto robiłam kilka razy,wychodzi zawsze i postanowiłam zrobić je z innymi owocami,bo przecież węgierki zaraz się skończą.
Zrobiłam tez próbna partię dżemu dyniowo gruszkowego z cynamonem i imbirem. Moim zdaniem bardzo dobry. Z działkowych warzyw zrobiłam sporo zapasów,bo urodzaj w tym roku był wielki.
Na działce miałam przemiłe towarzystwo :
Przychodzą na obiad a potem towarzyszą mi w pracach . Wystawiają do słońca brzuszki, łapią jakieś żuczki , czają się w trawie, w końcu najedzone zasypiają pod krzaczkami. lubię na nie patrzeć, podziwiam wdzięk i grację małych ciałek i cieszę się,że maja takie miejsce,gdzie mogą czuć się bezpiecznie. Zawsze pamiętam,żeby przynieść im coś dobrego!


Jeszcze kwitną kwiaty, zieleni się trawa ale w powietrzu czuć zapach jesieni, szybko minęło to lato,takie kapryśne i w sumie króciutkie. Szkoda.....
Pod tym linkiem kryje się pyszne ciasto. Warto wykorzystać ostatnie węgierki,przepis łatwy ,niedrogi a pyyyszny! Blog należy do zwycięzczyni konkursu na kulinarny blog roku zorganizowany przez serwis Gotujmy.p. Na blogu mozna znależć świetne przepisy i piękne zdjęcia. warto tam zajrzeć.
Wspomniane ciasto robiłam kilka razy,wychodzi zawsze i postanowiłam zrobić je z innymi owocami,bo przecież węgierki zaraz się skończą.
Zrobiłam tez próbna partię dżemu dyniowo gruszkowego z cynamonem i imbirem. Moim zdaniem bardzo dobry. Z działkowych warzyw zrobiłam sporo zapasów,bo urodzaj w tym roku był wielki.
Na działce miałam przemiłe towarzystwo :
Przychodzą na obiad a potem towarzyszą mi w pracach . Wystawiają do słońca brzuszki, łapią jakieś żuczki , czają się w trawie, w końcu najedzone zasypiają pod krzaczkami. lubię na nie patrzeć, podziwiam wdzięk i grację małych ciałek i cieszę się,że maja takie miejsce,gdzie mogą czuć się bezpiecznie. Zawsze pamiętam,żeby przynieść im coś dobrego!
Jeszcze kwitną kwiaty, zieleni się trawa ale w powietrzu czuć zapach jesieni, szybko minęło to lato,takie kapryśne i w sumie króciutkie. Szkoda.....
poniedziałek, 19 września 2016
Gata italiani
Koty przywędrowały do Włoch z Egiptu. To częsty obrazek we włoskich miastach- kot wylegujący się przy fontannie,siedzący między stolikami w restauracyjnym ogródku, na progu małego sklepiku czy eleganckiego butiku. Widziałam porozstawiane miseczki z wodą,nikomu to nie przeszkadza, ani tubylcom ani turystom.
Podobno rodziny włoskie bez zwierząt domowych są rzadkością. Rzeczywiście, widziałam sporo spacerujących z psami,najczęściej były to psy podobne do rasy berneńskiej, czarno białe,chociaż to rasa pasterska,ale może jakieś mieszańce. Nie widziałam ras uznanych u nas za agresywne.Sporo niedużych brązowo-biszkoptowych kundelków. Ale mnie zachwyciły koty, obojętne na przelewający się tłum czy aparaty fotograficzne.






Podobno rodziny włoskie bez zwierząt domowych są rzadkością. Rzeczywiście, widziałam sporo spacerujących z psami,najczęściej były to psy podobne do rasy berneńskiej, czarno białe,chociaż to rasa pasterska,ale może jakieś mieszańce. Nie widziałam ras uznanych u nas za agresywne.Sporo niedużych brązowo-biszkoptowych kundelków. Ale mnie zachwyciły koty, obojętne na przelewający się tłum czy aparaty fotograficzne.
piątek, 16 września 2016
Bez tytułu.
Już mija trzeci tydzień,kiedy pełna wrażen i zachwytu wróciłam z Toskanii. Niedługo po tym przyszła wiadomość o trzęsieniu ziemi w jednym z miasteczek,które miałam szczęście zobaczyć. Zatrzęsło się dwa dni po moim powrocie. Szok !Ludzie,którzy zginęli ,zwierzęta, przepiękne miasteczko- brak słów,żeby wyrazić grozę i żal..
I niedługo potem nasze prywatne trzęsienie- niespodziewana śmierć naszej Kojo.
Życie pisze takie scenariusze o jakich człowiekowi nawet się nie śni i tak być musi. Zaczynam wierzyć ,ze los każdego z nas zapisany jest w gwiazdach i nie ma odwołania ani amnestii. Patrzyłam dziś na miseczkę mojej zmarłej 9 lat temu Misiuni- plastyk przetrwał i będzie trwał nadal- Misi nie ma.
Chciałam pochwalić się wrażeniami z wycieczki,fotkami ale chyba trochę to jeszcze musi poczekać.
Bolońska uliczka i unoszące się kolorowe parasole. Kiedy w Polsce padało i wiało,ja pławiłam się w słońcu i nieprzytomnie cieszyłam się pięknymi widokami ,wspaniałymi zabytkami, które przetrwały wieki po to,żebym ja,mała mrówka z niewielkich Suwałk mogła się nimi zachwycać.!
I niedługo potem nasze prywatne trzęsienie- niespodziewana śmierć naszej Kojo.
Życie pisze takie scenariusze o jakich człowiekowi nawet się nie śni i tak być musi. Zaczynam wierzyć ,ze los każdego z nas zapisany jest w gwiazdach i nie ma odwołania ani amnestii. Patrzyłam dziś na miseczkę mojej zmarłej 9 lat temu Misiuni- plastyk przetrwał i będzie trwał nadal- Misi nie ma.
Chciałam pochwalić się wrażeniami z wycieczki,fotkami ale chyba trochę to jeszcze musi poczekać.
Bolońska uliczka i unoszące się kolorowe parasole. Kiedy w Polsce padało i wiało,ja pławiłam się w słońcu i nieprzytomnie cieszyłam się pięknymi widokami ,wspaniałymi zabytkami, które przetrwały wieki po to,żebym ja,mała mrówka z niewielkich Suwałk mogła się nimi zachwycać.!
niedziela, 11 września 2016
Żegnamy Cię Kojo
Dzisiaj,dwie godziny temu niespodziewanie umarła Kojo. Są teraz razem za Tęczowym Mostem ; Pola i Kojo.
Tak się nie robi Kojotku, nie odchodzi się w piękny,wrześniowy,niedzielny poranek bez słowa.....
Kojo była drugą sunią ,która po traumatycznych przejściach znalazła dom na Ogrodowej. Starsza od niej Pola wspaniale jej matkowała,Kojo była szałaput i trzpiot. Od Poli otrzymała prawdziwą psią kinder-sztubę.
Pełna życia,radosna, przeżyła z Polą wiele szczęśliwych lat. Nie doszła do siebie po śmierci Poli. Smutna,osowiała,jakby przestała cieszyć się życiem. Po niedawnej operacji długo dochodziła do zdrowia. W końcu rana się zablizniła,wydawało się,ze już wszystko będzie dobrze....
Dziś jak co dnia wyszła na poranny spacer,wróciła na śniadanie,którego nie zjadła. Upadła,żałośnie zapiszczała i w ciągu 15 sekund już jej nie było....
Żegnam Cię Kojotku najpiękniej jak potrafię....
Moje ulubione zdjęcie Kojo.
To był dobry, szczęśliwy czas...
Ostatnie fotki Koja, widziałam ją tydzień temu. Nic nie zapowiadało katastrofy. Obiecałam jej spacer na nasze ulubione pola,nie zdążyłyśmy.....
wtorek, 9 sierpnia 2016
Apel o pomoc dla Amelki
http://handmadebyjo2013.blogspot.com/2016/07/post-nr-100-i-apel-o-pomoc-dla-amelki.html
Dziś wysłalam kartki ze zwierzątkami dla Amelki. Źyczę serdecznie temu dziecku aby zmagania z chorobą zakończyły się sukcesem. Wysłanie kartki to naprawdę niewielka fatyga a dla chorego dziecka radość i świadomość,że ma przyjaciół.
Dziś wysłalam kartki ze zwierzątkami dla Amelki. Źyczę serdecznie temu dziecku aby zmagania z chorobą zakończyły się sukcesem. Wysłanie kartki to naprawdę niewielka fatyga a dla chorego dziecka radość i świadomość,że ma przyjaciół.
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
Przed podróżą
Za dwa dni ruszam w drogę. Jeszcze tylko we środę dentysta,ostatnie sprawy do załatwienia i jadę. Z duszą na ramieniu. Boję się o te moje futerka,wyobrażnia podsuwa mi scenariusze i dziwne i straszne ale odwołać wyjazdu już nie mogę. Będzie co dnia zaglądała córka i kontrolowała sytuację. Koty nie będą same,jest ktoś,kto mieszka z nami, lubi zwierzaki,zresztą Boguś to 'dzieło" tego kogoś,ale.....
I własnie dzisiaj przyszła do nas paczka z Zooplusa. Zamówiłam worek karmy dla kocińca córki w rewanżu za opiekę i starania nad moją ferajną. Oprócz wora karmy zamówiłam kolejną próbkę bezzbożowej dla Bogusia. Boguś na próbkę wypiął się ogonem i poszedł drzemać na balkonie.
Po jakimś czasie doszły mnie jakieś dziwne chroboty. Idę,patrzę a mój Boguś dobiera się do wora karmy,już zrobił otwór i łapczywie wyciąga chrupki ,zajada z lubością przymykając ślepka.
No wreszcie jest karma,którą będzie jadł i sam ja sobie wybrał.
Na balkonie moje futrzaczki spędzają sporo czasu. Mają do dyspozycji leżak,transporterek i dwupoziomowe schowanko. Jest tez letnia kuweta. Boguś lubi spać w nocy na leżaku,ma tam kołdrę i czatuje na ćmy.
Paweł i Gaweł w jednym stali domu.....
Pofrunęłoby się za ptaszkiem.....
A z Ogrodowej niezbyt dobre wieści. Kojo dwa tygodnie po operacji,część rany ładnie się zabliznia ale kawałek 3-4 centymetrowy paprze się, paskudnie wygląda. Wet nie wyklucza,ze mogą się tworzyć przeżuty. Kojo ma dobry apetyt, chodzi na spacery, nic nie wskazuje na to,ze ją boli. Ale po śmierci Poluni b. się zmieniła,jest przygaszona,nie tak radosna jak kiedyś. Skończyła 14 lat,więc i wiek juz poważny.
Kociaki natomiasy maja sie dobrze. Kazio doszedł już do siebie po złamaniu,bardzo chciałby szaleć na dworze,ale wyjścia ma ograniczone,bo po wypadku córka się boi o niego.
Piękny nasz Kaziczek!
Grafen,strasznie mizialski, mógłby z kolan nie schodzić.
Beksia,introwertyczka,przybycie kolejnych kotów przypłaciła depresją. po lekach i kroplówkach wrócila do zdrowia ale stosunków towarzyskich z resztą kociej bandy nie utrzymuje.
Misio,wpada na jedzonka i zaraz wychodzi.
Wenek,odsypia nocne wyprawy.
Józio i Kojo.
Pozdrawiam serdecznie odwiedzających i dziękuję za odwiedziny na moim blogu.
mam nadzieję,ze wrócę szczęśliwie i opiszę wszystkie cudeńka,które które zobaczę!
I własnie dzisiaj przyszła do nas paczka z Zooplusa. Zamówiłam worek karmy dla kocińca córki w rewanżu za opiekę i starania nad moją ferajną. Oprócz wora karmy zamówiłam kolejną próbkę bezzbożowej dla Bogusia. Boguś na próbkę wypiął się ogonem i poszedł drzemać na balkonie.
Po jakimś czasie doszły mnie jakieś dziwne chroboty. Idę,patrzę a mój Boguś dobiera się do wora karmy,już zrobił otwór i łapczywie wyciąga chrupki ,zajada z lubością przymykając ślepka.
No wreszcie jest karma,którą będzie jadł i sam ja sobie wybrał.
Na balkonie moje futrzaczki spędzają sporo czasu. Mają do dyspozycji leżak,transporterek i dwupoziomowe schowanko. Jest tez letnia kuweta. Boguś lubi spać w nocy na leżaku,ma tam kołdrę i czatuje na ćmy.
Paweł i Gaweł w jednym stali domu.....
Pofrunęłoby się za ptaszkiem.....
A z Ogrodowej niezbyt dobre wieści. Kojo dwa tygodnie po operacji,część rany ładnie się zabliznia ale kawałek 3-4 centymetrowy paprze się, paskudnie wygląda. Wet nie wyklucza,ze mogą się tworzyć przeżuty. Kojo ma dobry apetyt, chodzi na spacery, nic nie wskazuje na to,ze ją boli. Ale po śmierci Poluni b. się zmieniła,jest przygaszona,nie tak radosna jak kiedyś. Skończyła 14 lat,więc i wiek juz poważny.
Kociaki natomiasy maja sie dobrze. Kazio doszedł już do siebie po złamaniu,bardzo chciałby szaleć na dworze,ale wyjścia ma ograniczone,bo po wypadku córka się boi o niego.
Grafen,strasznie mizialski, mógłby z kolan nie schodzić.
Misio,wpada na jedzonka i zaraz wychodzi.
Wenek,odsypia nocne wyprawy.
Józio i Kojo.
Pozdrawiam serdecznie odwiedzających i dziękuję za odwiedziny na moim blogu.
mam nadzieję,ze wrócę szczęśliwie i opiszę wszystkie cudeńka,które które zobaczę!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





