Obserwatorzy

piątek, 23 lutego 2018

Po sterylce

Przymierzałam się do tego od niemal roku. Zawsze  stało coś na przeszkodzie. ale kiedy Boguś(wykastrowany) zaczął napastować  Meliskę, zdecydowałam się niemal z marszu. Umówiłam się z wetką Eweliną  i wczoraj  Mela przeszła zabieg sterylizacji. Przywiozłam ją  mało przytomną, założyłam  kaftanik,który okazał się za mały  i starałam się namówić , żeby położyła się w leżaczku lub na tapczanie. ale Mela ,chwiejąc się  na rozstawionych szeroko łapkach  przemaszerowała całe mieszkanie, co chwila się przewracając,jakby sprawdzała,czy wszystko jest na swoim miejscu.







Noc  była  ciężka,  ranek zaczął się od  picia i  śniadania  potem zmajstrowałam prowizoryczny , większy kaftanik. Mela zachwycona nie była ale jakoś ją ustroiłam  ,dałam lek i po kilku próbach  wdrapywania  się  na meble  Mela odpuściła  ,pozwoliła się położyć,przykryć  i zapadła w sen.

To suwalska Fundacja
, która robi wiele dobrego dla zwierząt, szczególnie tych zapomnianych,z podsuwalskich wsi. Dla niej liczy się każdy grosz, więc  proszę, pomózcie!



sobota, 17 lutego 2018

To dziś?

Nie wiem czemu byłam pewna ,że święto naszych braci mniejszych  jest jutro.Umyka mi ostatnio sporo spraw tych małych i tych ważnych,ale żeby Dzień Kota??Nie uchodzi!
Luty mija błyskawicznie,niezbyt zimno,chociaż mój ulubiony pogodny prezenter twierdzi,że końcówka lutego i początek marca będą lute ,nawet może się trafić -18, co z pewnością zdarzy się tu,na polskiej Syberii.
Luty jest dla mnie ważnym miesiącem,w lutym stukają mi kolejne wiosny czy raczej zimy, w lutym zamieszkała u mnie Frania,w lutym zdarzyło się nieszczęście w mojej rodzinie  no i to ważne kocie święto też w lutym.
Kolejna zima stuknęła mi 7 ,nie powiem,żeby się cieszyła ale jakoś trzeba to przełknąć.
Pomocna w tym przełykaniu była karta urodzinowa ,dzieło mojej córki. Dodam,ze mam juz całą kolekcję tych niepowtarzalnych małych cudeniek.
Czyz nie piękna?
A skoro ten dzien jest dziś, to biegiem składam życzenia futerkom znajomym,mniej znajomym i tym anonimowym. Wszystkim życzę tego samego: ciepłego kąta,ciepłego serca, pełnej miseczki i tylu głasków ile zdoła unieść kocie futerko.
Zaraz też będę  ściskać swoją hultajską trójkę.











piątek, 16 lutego 2018

Konopia siewna


Nie mylić z konopiami indyjskimi! Te siewne lub inaczej przemysłowe hodowane są m.i. na Podlasiu. Jakiś czas temu zupełnie przypadkowo odkryłam zielarnię,która oferuje również produkty z tychże konopi. Byłam zaskoczona,bo obeszłam niemal wszystkie apteki suwalskie pytając o konopne herbatki i olej CBD. Wszędzie patrzono na mnie jak na narkomana, niemal ze zgrozą i tylko czekałam ,kiedy dopadnie mnie policja.
A tu niespodzianka, zielarnia,znakomicie zaopatrzona z profesjonalną obsługą, dobrymi cenami.





Konopie to jedna z najwcześniej uprawianych przez człowieka  roślin (Cannalis sativa).Jednoroczna roślina zielna z rodziny konopiowatych rodzaju cannabis.W celach leczniczych wykorzystuje się pędy,kwiaty,liście i owoce konopi siewnych(przemysłowych) Są niemal całkowicie pozbawione składników odurzających THC-poniżej 1%.Najważniejsza substancją z pośród wielu występujących w konopiach siewnych jest kannabidiol,w skrócie CBD. Olej nie uzależnia ,nie odurza, nie powoduje skutków ubocznych. Spectrum działania ma bardzo szerokie. A to:  pomocny jest w bólach różnego rodzaju,stanach zapalnych,wspomaga układ odpornościowy, pomaga  w stresie,bezsenności, w astmie, chorobie Alzheimera i Parkinsona,zaburzeniach lękowych,chorobach jelit,bólach reumatycznych, neuropatycznych,migrenowych.
Olejku CBD nie można przedawkować, trzeba jednak zażywać systematycznie- 1-2 krople pod język. Aktualnie testuję herbatkę konopną.Stres ,w którym  żyję od miesięcy powoduje,że mam kłopoty ze snem,bólem głowy uporczywym i częstym,stanami lękowymi. Pije tę herbatkę ok. miesiąca i są pierwsze efekty- przesypiam niemal każdą noc bez wybudzania ,jestem spokojniejsza, nabieram dystansu do sytuacji w której tkwię. Teraz myślę o olejku CBD.Nie namawiam nikogo na konopne kuracje,ale warto poczytać,zastanowić się,odstawić może część farmakologii.

wtorek, 23 stycznia 2018

Pierwsze koty za płoty

Dziś,o godzinie 20 minie rok od pamiętnego wieczoru,kiedy to pod moimi drzwiami spała,zwinięta w kłębuszek malutka koteczka. Zabrałam ją do domu z myślą  ,że znajdę jej dobrych,kochających ludzi. Tak się nie stało,choroba  w jednej chwili zniweczyła wszystkie plany. Nie było czasu ani chęci na szukanie Meli domu i tak została ze mną ,Franką i Bogusiem.
Mała czarno-biała koteczka, z wyrazistym pyszczkiem,bursztynowymi oczkami,obwieś i rozrabiaka.
Meliska  w jednej chwili potrafi byc w kilku miejscach. Muszę uważać na szuflady,szafki, pudła i zakamarki,bo nigdy nie ma pewności gdzie przyjdzie jej fantazja się schować. Nie boi się odkurzacza,ciągle próbuje wyjść na zewnątrz na klatkę schodową,kontroluje każda torbę z zakupami,prowokuje do szaleństw Bogusia i nęka Franię.W ciągu dnia nie ma  czasu na głaski,gilania czy kolana. Ale wieczorem,kiedy już leżę w łóżku,przychodzi,wślizguje się pod kołdrę, przytula ,grzeje jak mały termoforek, mrucząc kocie songi  ,a kiedy śni się coś ekscytującego  w bija mi pazurki w bok,nogę albo brzuch.Czasami przychodzi,siada na przeciwko i patrzy w oczy spojrzeniem tak mądrym i pięknym,ze rozpływam się w zachwycie.Nasza Mela, moja kocia rodzina.




















niedziela, 21 stycznia 2018

Dzień Babci

Kochane Babcie,wnuki to nasza największa miłość,pewnie dlatego,że ostatnia.Kochajmy te nasze wnusie i wnuki bo szybko rosną,dojrzewają ,wyfruwają.
Czego mogę Wam życzyć? banalnie-zdrowia, częstych spotkań  z wnukami i odwzajemnionej miłości.


środa, 3 stycznia 2018

O tempora, o mores.....


Pouczająca
 opowieśc,bardzo mnie rozbawiła ,ale czyż tak własnie nie było?I czy nie szkoda,ze już nie jest?


Jak ten świat się zmienia i dobrze !!!

AMM

Świat, droga młodzieży, wyglądał kiedyś nieco inaczej. Nie budziła nas, dzisiejszych sześćdziesięciolatków i siedemdziesięciolatków, telewizja śniadaniowa, przez co nie wiedzieliśmy o istnieniu otyłych karlic akrobatek, Chippendelsów i kotów, które mówią brajlem.

Budził nas radziecki budzik, który za nic w świecie nie chciał chodzić tak, jak mu hejnał z wieży mariackiej kazał. A jednak zdążaliśmy do szkoły. Na śniadanie jedliśmy kanapki z pasztetową, na święta szynkę, która nie psuła się po dwóch dniach. Sery były jeśli były dwa: żółty i biały. Nazwy były równie umowne, jak ich ceny i kolory.

Nikt nie jadał lunchu. Były drugie śniadania - kanapki starannie zapakowane przez mamy w papier śniadaniowy, który poddawano domowemu recyklingowi i jeśli się nie ubrudził, wykorzystywano ponownie. Jadano też obiady: ziemniaki, tłuste sosy, kotlety. Mało warzyw i ryb. Na kluski mówiliśmy "makaron", nie pasta, bo pastą smarowaliśmy chleb lub czyściliśmy buty.

Nikt nie znał słowa "cholesterol" i jadł tyle jajek, ile chciał, a jednak nie umieraliśmy masowo na serce. Nauczyciel, który potrafił przylać linijką lub połamać wskaźnik na niejednej pupie, kazał nam wkuwać mnóstwo definicji i wzorów, nękał klasówkami i straszył widmem powtarzania klasy. Mimo to nie mieliśmy jakiejś nadzwyczajnej traumy. Szczerze mówiąc nie znaliśmy tego słowa ani nie byliśmy pod opieką terapeuty.

Nie uczyliśmy się angielskiego i nie chodziliśmy na balet. Żeby umówić się z kumplami na piłkę, nie dzwoniliśmy do nich wcześniej, tylko wpadaliśmy po nich do mieszkania albo darliśmy się pod oknami, żeby wyszli. Nie zabraniał nam tego nikt z TVN Style. W owych czasach papier toaletowy występował głównie w parówkach i mortadeli, a proszek do prania prał ciuchy białe i kolorowe. Jeśli prał.

Nie było kremów na dzień, na noc, na zimę i lato. Była Nivea. Mimo to nie cuchnęliśmy ani nie padaliśmy na dyzenterię. Byliśmy niemodnie ubrani, a jednak udawało nam się umówić z dziewczynami, które nie wymawiając, też nie wiedziały, kto to Jaga Hupało.

Nasi starzy nie dzwonili do nas na komórkę i nigdy nie wiedzieli, gdzie naprawdę jesteśmy. Nie odwozili ani nie doprowadzali nas do szkół, odkąd skończyliśmy siedem lat. Jakimś cudem oni nie zeszli na serce, a my nie padliśmy ofiarą pedofilii ani seryjnych morderców, a na źle oznakowanych przejściach dla pieszych nie rozjechały nas samochody. A przecież jakieś jednak jeździły.

Nie robiliśmy sobie zdjęć do Naszej Klasy spod opery w Sydney ani spod piramid. Jeździliśmy na kolonie i obozy, zrzucaliśmy się na oranżadę w woreczku i ciastka. Nie wiedzieliśmy, co to: taniec z gwiazdami, Tusk, Kaczyński, emancypacja kobiet, prawa zwierząt czy multi-kulti. My, sześćdziesięciolatki i siedemdziesięciolatki, przeżyliśmy piekło.

Dlatego żądamy dla nas wszystkich po 1 milionie EURO odszkodowań za poniesione przez te wszystkie lata krzywdy moralne!!! Występujemy również o wysokie renty inwalidzkie i wcześniejsze emerytury. Zbiorowy pozew skierujemy do unijnego Trybunału Praw Człowieka.

Pozdrawiam

icon-envelope-tick-round-orange-animatedWolny od wirusów. www.avast.com

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Co nam przyniesie 2018??

Spokój? Ład?Porządek? Zdrowie? Spełnienie marzeń? Nowych przyjaciół? Przygody?
A może zwykłą normalność,ciepły uśmiech,życzliwego sąsiada,trochę szczęścia i wiarę,że będzie dobrze,że życie ma sens  a  cieszyć się trzeba   każdym dniem i tym co juz mamy.Zyczenia serdeczne, noworoczne  i moją ulubioną piosenkę przesyłam w pierwszym dniu Nowego Roku wszystkim tu zaglądającym.

sobota, 23 grudnia 2017

Czas życzeń serdecznych



Jest w moim kraju zwyczaj,że w dzień wigilijny
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie......

Wszystkim moim przyjaciołom i wrogom w tym szczególnym,jedynym dniu w roku przekazuję życzenia najlepsze,najszczersze aby spełniły się wszystkie marzenia i zamierzenia,aby szczęście i zdrowie gościły w Waszych domach,abyście kochali i byli kochani!

środa, 22 listopada 2017

Rzecz o mych czarnych kotach

W codziennej gonitwie ,zmartwieniach,zmęczeniu umyka mi ostatnio sporo spraw ważnych i nie ważnych. W ten sposób zgubił mi się Dzień Czarnego Kota,a mam  takich  trójkę. Pierwsza w moim domu i życiu była Frania.Przyniesiona 29 lutego 2099 r. z piwnicy szybko się zadomowiła  i równie szybko okazało się kto szefem jest a kto personelem.Była moja królewną-jedynaczką 7 lat. Królewną jest nadal.

Frania po sterylce
Pierwszy sezon balkonowy.Latem Frania uwielbiała spędzać  na balkonie nie tylko dnie.Wieczorem można było zapolować na ćmy,odpocząć od upału,podrzemać.
Frania musi mieć wszystko pod kontrolą,tak jest do dziś,chociaz nie skacze już po najwyższych szafkach czy półkach. Dziś obserwuje krytycznym i czujnym okiem dobierając dogodne miejsce i pozycję.
3 listopada minęły dwa lata ,kiedy to stanął w progu Boguś. A raczej wjechał w koszyku.Tego dnia wróciłam z Warszawy -i niespodzianka Wiedziałam,że przybędzie domownik,ale chciałam to zrobić tak jak radzą doświadczeni kociarze. Wyszło inaczej.Boguś od razu poczuł się u siebie, co bardzo nie spodobało się Frani.Do dziś demonstruje swoje niezadowolenie i niechęć.Było różnie: raz Frania siedziała pod tapczanem,bo Bogus pogonił jej kota,raz siedział tam Boguś. Teraz miłości gorącej nie ma ,tolerują się czasem powarczą na siebie.Boguś jest niesłychanie żywiołowym,psotnym stworzeniem.Załatwił mi kwiaty, sporo naczyń,kiedy  zaczyna szalona gonitwę przez mieszkanie lepiej zejść mu z drogi.Uwielbia mielone mięso wieprzowe,i ,chociaż wiem,że nie powinien go jeśc,to jednak..Wieczorem i rano Bogusiowi zmienia się charakter,staje się przylepką ,domaga się miziania,głaskania drapania. a potem znów wstępuje w niego demon szaleństwa .



Mela pojawiła się niespodziewanie,wieczorem,23 stycznia tego roku. Spała skulona na schodach tuż pod moimi drzwiami.Znalazł ją tam mój mąż,miesiąc przed nieszczęściem,ktore dotknęło mnie i moją rodzinę. Uratował jej życie,nie wiem,dlaczego własnie w tym momencie uchylił drzwi na klatkę.Gdyby tego nie zrobił,ktoś, prawdopodobnie schodząc na dół wyniósłby ją na zewnątrz,był mróz,ona malutka,nie przeżyłaby.Miałam znależć jej dom po sterylce,odrobaczeniu i innych koniecznych zabiegach.Zaczęłam starania ale 23 lutego mąz doznał rozległego udaru krwotocznego i wszystko się posypało. Nie było głowy do czegokolwiek poza szpitalem ,strach,fatalna opieka lekarsko-pielęgniarska,kolejny udar.No i Mela jest. Mała koteczka z ADHD,szaleństwo to jej drugie imię.Z Bogusiem pokochali się natychmiast,to co wyprawiają to materiał na film o bogatym życiu i jeszcze bogatszych pomysłach tego tandemu Mela jest szybsza niż myśl.Otwarta szuflada,szafka,lodówka i ona juz tam jest.Wyrasta pod nogami,,siedzi w torbie,jest wszędzie.Patrzy bursztynowymi ślepkami tak,że czujesz w sercu wielka kroplę miodu. Ale  bywają tez chwile,kiedy śpią czule się obejmując,myją sobie uszka,pyszczki,łapki.Meliska nie jest skłonna w ciągu dnia do miziania,ale wieczorem wsuwa mi się pod kołdrę,mocno wtula,mruczy jak mały traktorek i tak sobie śpimy.Moje koty dają mi motywację,żeby wstać,ogarnąć się ,stanąć do pionu.Ich obecność jest zbawienna, kiedy dochodzę do ściany..