
Wielkanocny poranek wstał nachmurzony,wietrzny, nieprzyjazny. Jedna Frania miała w nosie wyskubując zawzięcie świąteczną dekorację.
Przywitaliśmy i serdecznie ugościlismy gościa z dalekiego kraju,
ucieszyliśmy się z jego upominku: ikonki świętych prawosławnych na utoczonych z drewna jajach. Nie Faberge,ale było miło!
Śniadanie minęło w serdecznej atmosferze,trójjęzycznych pogwarkach i mimo paskudnej aury -cieplutko.
Żeby nie gnuśnieć cały dzień przy stole i jedzeniu postanowiliśmy zrobić wycieczkę.
Trasę ustalił R. I on i ja kochamy włóczenie się po świecie,zaglądamy w kazdą dziurę ,trzaskamy fotki: on profesjonalno-amatorskie a ja chałturzę jak potrafię. Ula nie była zachwycona,bo woli rozrywki stacjonarne,ale mus,to mus. zabraliśmy tez doc.B.
Zaczęlismy od Jeleniewa. Powstałe w latach 1773-1782 miasteczko dziś jest małą wioską z zachowanym małomiasteczkowym układem przestrzennym,rynkiem i rogatkami. drewniany kościółek parafialny z 1878 roku jest nie tylko zabytkiem. (fot. z zasobów intern.)
W wyremontowanym kościółku znalazły mieszkanie na specjalnie przystosowanym strychu nietoperze.
Nietoperze łydkowłose,objęte programem Natura 2000,w Polsce są tylko dwie takie kolonie. Wnętrze kościołka jest barokowo- rokokowe,ale obejrzeć je można w ściśle określonych godzinach,nie załapalismy się.
Przed wojną połowę ludności stanowili Żydzi. W czasie wojny zostali wymordowani ,część na miejscu, część w Treblince. Zachował się kirkut z XVII w.
Piękne Pro Memoriam...
Niewiele zostało macew,gdyby dokładniej przeszukać miejscowe zabudowania niejedna znalazłaby się w budynkach gospodarskich,lub jako płyta chodnikowa. Nie wszyscy szanujemy religie inne niż nasza.
Zaczął kropić deszcz,trzeba było wracać do auta. Po drodze kilka rodzynków:
Może są chętni?
Następne były Wodziłki. Wieś podlaska w dolinie Szeszupy,teren Suwalskiego Parku Krajobrazowego.
Osada założona przez starowierów w 1788r. Przywitał nas bocian,pierwszy widziany przeze mnie tej wiosny.
W 1667 r0ku nastąpiła reforma w kosciele prawosławnym. Część duchowieństwa i wiernych nie nie zgodziła sie na zmiany,co spowodowało rozłam w cerkwi prawosławnej. Pozostających przy starej liturgii spotkały prześladowania,musieli opuścić Rosję. Nazwano ich starowierami,filiponami lub raskolnikami(raskoł- rozłam). Wodziłki przed wojną zamieszkiwało 100 rodzin,dziś pozostało 5,w sumie 70 osób. Są t o ludzie starzy ale wierni zasadom swojej wiary. Nie gola bród,nie piją,nie palą. Niestety,młodzi żyją zupełnie już inaczej.
Starowierzy z Wodziłek należą do odłamu bezpopowców,ich światynie to molenny a odprawiający nabożeństwa-nastawnicy. Molenna w Wodziłkach powstała w 1928 roku .
Trzy pokolenia przed molenną. Pra-pra byli prawosławni ,chociaż nie starowierzy więc nie byliśmy tu całkiem obcy i przypadkowi.
W pobliżu molenny znajduje się łażnia. Stary obyczaj nakazuje kąpać się tam przed uczestnictwem w nabożeństwie. Działała jeszcze w 2010 roku. Łażnia to priedbannik i bania.
W taki sposób wodę nosi się tu do dziś. (fot. z intern.)
Niszczeją zabudowania,stary świat pogrąża się w niebycie. Kto za lat 20 będzie pamiętał o Wodziłkach i starowierach. Dlatego staram się uwieczniać to wszystko na fotkach,może kiedyś będą jedynym świadectwem ,że coś było,istniało,było piękne lub paskudne.
No i teraz szukamy młyna wodnego w Udziejkach.
Udziejki,podlaska wioseczka Młyn we wsi na spiętrzeniu wody Szeszupy.Powstał na przełomie XIX-XX.
Należał do osiedlonych tu Niemców,potem bezpański,po wojnie przekazany inwalidzie wojennemu,od 1999 obiekt starostwa w Suwałkach.Nieliczny z zachowanych młynów wodnych na suwalszczyznie. Taki był w czasie świetności:
A taki w czasie upadku:
Taki jest dziś. Ale otoczenie.......
No tak! Nasi tu byli....
Zmarzliśmy, na fotce jest wczesne popołudnie, to nie księżyc,tylko słońce usiłuje przedostać się przez chmury. Obiecaliśmy sobie z R.,ze wrócimy tu latem.
Wieczór spędzilismy na Ogrodowej. Byłam tam pierwszy raz od śmierci Poluni. Na przywitanie wyszła Kojo,smutna ,bez niegdysiejszej radości,szczekania,pisku. I jej brakuje Poli. Boli serce....
Dwa hultaje Figiel i Wenek w oczekiwaniu,że może coś wpadnie do pyszczka:
FIGIELEK
WENEK,syn Rudego Henrysia
W miłym towarzystwie dobiegł końca pierwszy dzień świat. Jutro,w lany poniedziałek jadę na chwilę do Warszawy.