W piątek rano,2 września ruszyłyśmy w kierunku Starego Rynku.Patrzyłam na miejsca znane mi a przecież zupełnie dziś inne.Jak bardzo zmieniło się miasto po którym kiedyś swobodnie się poruszałam!
Jatki są dziś zadaszonym pasażem,miejscem ,gdzie mieszczą się pracownie artystów i galerie malarstwa,tkactwa i wszelkich ozdób.
Kiedyś były tu prawdziwe jatki gdzie dzielono i sprzedawano mięso.Dawne tradycje tego miejsca przypomina Pomnik ku Czci Zwierząt Rzeżnych.Odlane z mosiądzu zwierzęta ustawione są na bruku.
Wielki kogut ustawiony po lewej stronie wejścia wita gości.Jatki podziwiają turyści z Japonii,Anglii,Niemiec....
Mnie najbardziej podobały się ozdoby i przedmioty z topionego szkła.Piękne!
Obserwatorzy
piątek, 7 października 2011
środa, 5 października 2011
I już po lecie....
W tym roku kawałek lata miałam spędzić w Chorwacji z Joasią,Robertem i Ulą.Niestety nie wyszło i wszystko wskazywalo na to,że spędzę je na Nowomiejskiej z Kocią .Nie byłoby to takie złe,gdyby nie nieustająca obecność ....
Co prawda 13 sierpnia zostałyśmy same i te miłe chwile miały potrwać co najmniej 10 dni ale już 17 zupełnie niespodziewanie ...Hannibal ante portas.Zaskoczenie no i koniec tak mile zapowiadającego się urlopu.
Z Sylwią umawiałam sie kilka razy na przyjazd do Wroclawia ale zawsze coś stawało na przeszkodzie.
Najczęściej było to spowodowane brakiem opieki nad Kocią.Przerażała mnie także podróż ,12 godzin w pociągu lub autobusie- to już nie na możliwości starszej pani.
Ale w sytuacji jaka zaistniała podjęłam męską decyzję i 31 sierpnia wyruszyłam do Warszawy .Następnego dnia R.odwiózł mnie na pociąg no i po kilku godzinach wysiadłam na Nadodrzu. To piękny stary dworzec z czerwonej cegły.Ogromny i trochę zaniedbany.
Sylwia czekała na mnie.Tak zaczął się mój pobyt we Wrocławiu.
Lubiłam zawsze to miasto ale nie byłam tam od b. wielu lat.Nie liczę szybkich wizyt kiedy jechałyśmy do Przesieki z Gosią i Zuzią,czy do Panoramy i Ogrodu Botanicznego w czasie pobytu u Ireny w Kobierzycach.
Nie sądziłam,że jeszcze kiedykolwiek będę mogła powłóczyć się po nim jak za starych,dobrych czasów.
Składam więc w tym miejscu głęboki ukłon Sylwii-to dzięki niej spędziłam tydzień pełen wrażeń i wspomnień,dziękuję serdecznie,moja internetowa przyjaciółko!
Co prawda 13 sierpnia zostałyśmy same i te miłe chwile miały potrwać co najmniej 10 dni ale już 17 zupełnie niespodziewanie ...Hannibal ante portas.Zaskoczenie no i koniec tak mile zapowiadającego się urlopu.
Z Sylwią umawiałam sie kilka razy na przyjazd do Wroclawia ale zawsze coś stawało na przeszkodzie.
Najczęściej było to spowodowane brakiem opieki nad Kocią.Przerażała mnie także podróż ,12 godzin w pociągu lub autobusie- to już nie na możliwości starszej pani.
Ale w sytuacji jaka zaistniała podjęłam męską decyzję i 31 sierpnia wyruszyłam do Warszawy .Następnego dnia R.odwiózł mnie na pociąg no i po kilku godzinach wysiadłam na Nadodrzu. To piękny stary dworzec z czerwonej cegły.Ogromny i trochę zaniedbany.
![]() |
WROCŁAW NADODRZE |
Sylwia czekała na mnie.Tak zaczął się mój pobyt we Wrocławiu.
Lubiłam zawsze to miasto ale nie byłam tam od b. wielu lat.Nie liczę szybkich wizyt kiedy jechałyśmy do Przesieki z Gosią i Zuzią,czy do Panoramy i Ogrodu Botanicznego w czasie pobytu u Ireny w Kobierzycach.
Nie sądziłam,że jeszcze kiedykolwiek będę mogła powłóczyć się po nim jak za starych,dobrych czasów.
Składam więc w tym miejscu głęboki ukłon Sylwii-to dzięki niej spędziłam tydzień pełen wrażeń i wspomnień,dziękuję serdecznie,moja internetowa przyjaciółko!
sobota, 27 sierpnia 2011
Zuzia,lalka nieduża .....
Niewiele jest zdjęć Zuzi z wczesnego dzieciństwa a te ,które mam są nienajlepszej jakości.
W tamtym czasie aparaty fotograficzne dla amatorów były niezbyt skomplikowane i zdjęcia nimi wykonywane również.
Zuzia w sukni w kwiatuszki,już nie pamiętam czy odziedziczonej po córce Zosi B.,czy zdobytej u wschodnich sąsiadów, w piaskownicy przy domu na Ogrodowej.Wtedy jeszcze nie chodziła do przedszkola.Jej tato M. skorzystał z możliwości i urlopu-teraz mówi się -tacierzyńskiego.Z wielu względów nie był to szczęśliwy pomysł,bo tato był nerwowy i nie miał cierpliwości do małej dziewczynki.A Zuzia od początku była charakterna .....
W tamtym czasie aparaty fotograficzne dla amatorów były niezbyt skomplikowane i zdjęcia nimi wykonywane również.
Zuzia w sukni w kwiatuszki,już nie pamiętam czy odziedziczonej po córce Zosi B.,czy zdobytej u wschodnich sąsiadów, w piaskownicy przy domu na Ogrodowej.Wtedy jeszcze nie chodziła do przedszkola.Jej tato M. skorzystał z możliwości i urlopu-teraz mówi się -tacierzyńskiego.Z wielu względów nie był to szczęśliwy pomysł,bo tato był nerwowy i nie miał cierpliwości do małej dziewczynki.A Zuzia od początku była charakterna .....
piątek, 26 sierpnia 2011
Strzelanie do bezdomnych psów....
też jest polską tradycją.W Rudzie Malenieckiej w Świętokrzyskim na oczach niepełnosprawnego radny tego miasteczka zastrzelił bezdomnego psa.Pomagał mu kierowca autobusu szkolnego.Radny,chociaż nie wetrynarz autorytatywnie stwierdził,że pies jest na pewno wściekły i był agresywny.Zaprzeczyli temu ludzie,którzy tym psem się opiekowali:karmili,poili, załatwili schronisko.Radny zobowiązał sie psa tam odwieżć.No i odwiózł.Serdecznie życzę aby stało mu się zgodnie z porzekadłem;nosił wilk razy kilka.... A swoja drogą kto taką bestię wybierał na radnego?????/
sobota, 6 sierpnia 2011
Zuzia rośnie...
Żałuję,że kiedy urodziła sie Zuzia nie pomyślałam,aby zacząć prowadzić dziennik ,dokumentować dzień po dniu jej życie.
Kiedy staram sie odtworzyć teraz jej dzieciństwo brakuje mi płynności zdarzeń.
Umknęło też wiele zabawnych powiedzonek,zachowań,reakcji.
Zuzia dosyć długo "mazurzyła",po swojemu nazywała różne przedmioty i czynności.Do dziś posługuję się jej powiedzeniem:muniam ciebie-co znaczyło mówię ci.Niestety jest to jedno z nielicznych,które utkwiły mi w pamięci.
Kiedy staram sie odtworzyć teraz jej dzieciństwo brakuje mi płynności zdarzeń.
Umknęło też wiele zabawnych powiedzonek,zachowań,reakcji.
Zuzia dosyć długo "mazurzyła",po swojemu nazywała różne przedmioty i czynności.Do dziś posługuję się jej powiedzeniem:muniam ciebie-co znaczyło mówię ci.Niestety jest to jedno z nielicznych,które utkwiły mi w pamięci.
wtorek, 2 sierpnia 2011
Anna German
26 sierpnia minie 29 lat od śmierci tej wspaniałej piosenkarki.
Cudowny głos,skromna,poważna dziewczyna.Mialam szczęście
słuchać Jej niezapomnianej interpretacji Ave Maria w Warszawie na Torwarze w latach 60-tych.Wysoka,smukła,o pięknych jasnych włosach kojarzyła mi się z brzozą poruszaną łagodnie wiatrem.
Szkoda,że w zalewie bylejakości,blichtru, tandety rzadko można usłyszeć ten niepowtarzalny,urokliwy głos.Kiedy słyszę Jej wielki przebój La mamma to jakby kropla miodu spadała w serce,chociaż to smutna i jakby prorocza dla Anny piosenka.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Zuzia z babcią Dusią.
Na cześć
Zuzi napisałam jedyny w moim życiu wiersz.
Oto on:
Kim byłaś zanim stałas się małym ptaszkiem
świergocacym w mej dloni?
Skąd przyszłaś dając mi radość tak wielką,
że jej ogrom unosi mnie jak skrzydła?
Kim będziesz?
Trzymasz świat w małych piąstkach
uśmiechając sie słodko przez sen.
Moja zielonooka księzniczko,moja wnuczko!
Nie jest to poezja powalająca na kolana ale nie o to przecież chodzi.
Wiedziałam już wtedy,że Zuzia będzie kimś wyjatkowym i czyż tak nie jest?
środa, 13 lipca 2011
C.d
Z dziadkiem S.
Zuzia była urodziwym niemowlakiem:czarna czupryna,zielone oczy,zdecydowane rysy małej buzi .Jak kiedyś jej pradziadek mówił o jej mamie:oczy sokole,brwi sobole......
Zuzia była urodziwym niemowlakiem:czarna czupryna,zielone oczy,zdecydowane rysy małej buzi .Jak kiedyś jej pradziadek mówił o jej mamie:oczy sokole,brwi sobole......
Ciąg dalszy sesji
Zuzia była i jest nieustającym żródłem mojej radości , dumy i podziwu .Była niemowlęciem z charakterem.Jadła i spała kiedy chciała,niezadowolenie obwieszczała donosnym rykiem ale generalnie była z życia raczej kontenta.
Tu z mamą M.
Tu z mamą M.
poniedziałek, 11 lipca 2011
Zuzia,lalka nieduża
Zuzia była małą kluseczką i nikomu do głowy nie przyszło,że oto rośnie miss Ziemi Łódzkiej,pretendentka do korony miss Polonia i czwarta modelka w Dusseldorfie na Top World.W noc jej urodzenia szalała burza,może był to znak,że słodkie maleństwo będzie miało charakterek z piekła rodem.Wraz z babcią Basią piekłysmy u mnie karpatkę,która wraz z kawą z NRD miała być łapówką dla lekarza za szczęśliwe urodziny.Do szpitala dotarłyśmy mokre i ubadziane błotem tuż przed północą.Wręczyłyśmy łapówkę położnej i pięc minut potem okazało się,że oto jest!Nasza wnuczka!taksówką dotarłyśmy do Brzezińskich,gdzie wychyliłysmy po kielonku na dobry początek i pojechałam do domu.Był,jak się nie mylę(z datami mam kłopot) 19 wrzesień 1987rok.
Tak zaczęło się nasze życie Zuzią.
niedziela, 10 lipca 2011
Rezygnuję...
Zdecydowałam,że to co mam do powiedzenia o sobie i nie tylko umieszczę na innym blogu,którego adres w stosownym czasie przekaże stosownej osobie lub osobom.Blog Kociafrania pozostawiam,aby umieszczać w nim bieżące wydarzenia a także te minione, ważne dla mnie ale niezbyt odległe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








