trudno się dziwić,że w grudniu pada śnieg,ale ciągle miałam nadzieję,że wtym roku zdarzy się cud i będzie dłuuuuuuuga jesień a potem wiosna.Bo nie lubię, nie cierpię zimy!
Obserwatorzy
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Zima?
W nocy zaczął padać śnieg,niewiele i z malutkim mrozem ale im dalej w las...
trudno się dziwić,że w grudniu pada śnieg,ale ciągle miałam nadzieję,że wtym roku zdarzy się cud i będzie dłuuuuuuuga jesień a potem wiosna.Bo nie lubię, nie cierpię zimy!
Nadal nie mogę wstawiać zdjęc i nie bardzo wiem co zrobić z tym fantem.Wiem,że niektórzy blogowicze tez maja ten kłopot ,nie miałam pojęcia zakładając blog o limicie miejsca na fotki,w regulaminie nie było o tym mowy .Są jakieś mozliwości ominięcia tego problemu ale ja za mało wiem o internecie,żebym sama coś z tym zrobiła.
trudno się dziwić,że w grudniu pada śnieg,ale ciągle miałam nadzieję,że wtym roku zdarzy się cud i będzie dłuuuuuuuga jesień a potem wiosna.Bo nie lubię, nie cierpię zimy!
niedziela, 2 grudnia 2012
Za chwilę święta.
Kiedy patrzy się na jesienno-szary krajobraz trudno uwierzyć,że już za 22 dni wigilia.
A jednak! Pora pomyśleć o ulubionych potrawach i prezentach.W tym roku będzie pełny skład mojej drużyny: G.i R. oczywiście ich małżonkowie i latorośle. Każdy ma jakąś potrawę bez której wigilia się nie będzie liczyć. Dla wszystkich karp po żydowsku mego autorstwa. Dla mnie będzie to wyzwanie, bo ryb nie lubię, wręcz brzydzę się ich sprawiania,dlatego jeśli już muszę-kupuję filety. Ale z filetów karpia nie będzie.Nie będzie też "sprawiacza " karpia,więc czarno to widzę.
Ale najpierw trzeba załatwić trochę porządków,chociaż przy dzisiejszych środkach do sprzątania,to drobna kosmetyka,przestawienie mebla,czy przewieszenie obrazka, dodanie świątecznego akcentu.
W końcu co dnia coś tam sie porządkuje,odkurza,ściera.Poza tym,jak mówiła moja znajoma Zenka, jak węże nie pełzają,to jeszcze nie brudno.
w tym rozpoczynającym się gorączkowym czasie przedświątecznym denerwuje mnie nadgorliwośc handlowców.Ledwo wyjdziemy z cmentarza w Dzień Zaduszny a juz atakują nas bożonarodzeniowe dekoracje,propozycje,oferty.Nie cierpię tego,święta tracą swój urok, tajemnicę oczekiwania,magiczny czas skupiania się na sprawach ducha.Ludzie pędzą od okazji do okazji,żeby nakupować,nastawiać zastawiając się a potem paść przy stole,nieprzytomnie się najeśc,napić-i po świętach.
A chyba lepiej być niż mieć?
Niespodziewany kłopot
Parę dni temu,kiedy chciałam zamieścic na blogu fotkę pojawił się komunikat:- " Nie masz już miejsca.Wykorzystujesz 100% miejsca na zdjęcia-1GB.Kup więcej miejsca." Komunikat przyszedł od Google.Nie sądziłam,że miejsca fotek na blogach są limitowane. Czy ktoś z miłych zaglądających na mój blożek spotkał się z taka sytuacją? Nie jestem wytrawnym internautą,moja wiedza jest zupełnie malutka i nie wiem czy powinnam to miejsce dokupić,czy może jest inne rozwiązanie,?
Gdyby ktokolwiek dysponował wiedzą na ten temat,to proszę o podzielenie się nią.
piątek, 30 listopada 2012
Urodziny
Na fotce kilkumiesięczny jubilat ze swoją Prababcią Julitą
zabrało pogotowie..Był już mróz i śnieg,było tak ślisko,że kierowca nie mógł ruszyć z miejsca i karetkę
pchali wszyscy panowie z zakładu wychowawczego wSzklarskiej Porę
W zakładzie przebywały dzieci z
lekkim i średnim stopniem upośledzenia umysłowego a my,czyli kadra pracowaliśmy i mieszkaliśmy na terenie zakładu.
Obecnie Cieplice są dzielnicą Jeleniej Góry w związku z czym syn zmienił miejsce urodzenia i dokumenty.
Przez całą noc "balowałam" na porodówce a kiedy już jako tako oprzytomniałam przyszła p.doktor pediatra o nazwisku Grzelak i bez ogródek oświadczyła,że dziecko jest kaleką i nigdy nie będzie normalnie chodziło.
Potem przyszła inna p. doktor i bardzo delikatnie i taktownie wytłumaczyła o co chodzi.Dziecko urodziłosiz końsko -szpotawą stopą co nie przekreślało szans na powrót do sprawności. Dlaczego lekarz-pediatra zachował sie tak podle -nie wiem,ale jeszcze dziś czuję gniew i żal,kiedy prztpominam ten moment.Okres leczenia i rehabilitacji był bardzo trudny dla mnie,bo musiałam pogodzić opiekę nad synem z opieką nad córką i pracą w różnych godzinach z dziećmi upośledzonymi.
.Syn był operowany w Poznaniu,w klinice Prof. Degi.Załatwiła tę klinikę nieżyjąca już moja ciocia Sonia.Będę jej zawsze wdzięczna.Cały proces leczenia i rehabilitacji trwał ponad dwa lata.Syn zaczął normalnie chodzić a jego sprawnośc fizyczna przerastała mozliwości rówieśników.Był jak mała małpka,ruchliwy i zręczny.Niestety ze względu na komplikacje ze ścięgnem Achillesa nie mógł studiować na AWF-ie. Jutro kończy ..... lat.Wszystkiego,co najlepsze,synku.
wtorek, 27 listopada 2012
Listopadowe smuteczki
Miniona niedziela była mokra i szara.Nie chcialo mi sie wyłazić z betów,trochę czytałam,trochę drzemałam,trochę rozmyślałam,niewesoło.Z łóżka wygryzła mnie-dosłownie- Frania,polując na palce u nóg.
Wieczorem obejrzałam film "Oskar i pani Róża."Wiedziałam o czym jest film. Ale sposób w jaki został zrealizowany, niezwykły mały aktor w roli Oskara , rewelacyjna p. Róża oraz znakomite dzieciaki -to zrobiło na mnie wielkie wrażenie.Przechlipałam rzetelnie cały seans. Przemyślałam treść i przesłanie tego obrazu i z ciężkim sercem zapadłam w pełen koszmarów sen.
A poniedziałek-nie do wiary-toć to 26 listopad obudził się słoneczny i radosny.I to chyba był ostatni taki piękny dzień,bo wtorek znów szary i zapłakany.
Wieczorem obejrzałam film "Oskar i pani Róża."Wiedziałam o czym jest film. Ale sposób w jaki został zrealizowany, niezwykły mały aktor w roli Oskara , rewelacyjna p. Róża oraz znakomite dzieciaki -to zrobiło na mnie wielkie wrażenie.Przechlipałam rzetelnie cały seans. Przemyślałam treść i przesłanie tego obrazu i z ciężkim sercem zapadłam w pełen koszmarów sen.
A poniedziałek-nie do wiary-toć to 26 listopad obudził się słoneczny i radosny.I to chyba był ostatni taki piękny dzień,bo wtorek znów szary i zapłakany.
środa, 21 listopada 2012
Kto pomoże Kuleczkom?
Pięc malutkich Kuleczek zabranych z gospodarstwa na Pomorzu,gdzie zwierzęta traktowane są jak
bezwartościowe przedmioty prosi o pomoc.Uszły smierci ale są chore,niedożywione,zarobaczone.Szczegóły na stronie www.psy.centaurus.org.pl
Czy jest lekarstwo na ludzkie okrucieństwo i serca z kamienia?
poniedziałek, 19 listopada 2012
Pamięć
Anna German zawsze była dla mnie największą,najjaśniejszą gwiazdą na firmamencie piosenki.Nadal podziawiam jej wielki głos,urodę,skromność.Dlatego,kiedy została wydana książka M. Pryzwan "Anna German o sobie" kupiłam ją bez namysłu. No i bardzo się rozczarowałam
Twarda oprawa,piękne wyrażne zdjęcie A.German (ze względów technicznych nie mogę wstawic fotki)i koniec zachwytów.Treść ksiązki to zlepek fragmentów wywiadów róznych pism z piosenkarką.Wyrwane z kontekstu nie wnoszą niczego nowego,zdjęcia bardzo kiepskiej jakośći,szare,rozmazane,jednym słowem szkoda pieniędzy,bo "dzieło" to kosztuje 44,90.
Najrzetelniejsze jest Kalendarium, Żródła tekstów i Indeks nazwisk.Ale to za mało,żeby nazwać to coś biografią. Znacznie więcej mozna się dowiedzieć o piosenkarce z jej książeczki napisanej po wypadku we Włoszech-"Wróć do Sorrento?"W sierpniu tego roku minęło 30 lat od śmierci A.German.Zapomniana zupełnie w swojej ojczyżnie,uwielbiana i pamiętana w Rosji .Listopad to miesiąc wspomnień o tych ,których już nie ma. Wspomnijmy i tę piękną postać,prawdziwą,wielką damę piosenki,pieśni ,arii.
niedziela, 18 listopada 2012
Listopadowe nastroje
Szara jesień już idzie
z cichym szeptem w nich brodzi......
M.Kowalewska
z szlochem deszczu w las wchodzi.
Zwiewa z brzóz złote liściez cichym szeptem w nich brodzi......
M.Kowalewska
Listopad od bardzo wielu lat jest dla mnie miesiącem nieprzyjaznym,smutnym,nostalgicznym.Krótki dzień, mało słońca,najczęczęściej deszcze i szarugi. Ograniczona możliwość spacerów,długie wieczory sprzyjające rozmyślaniom nie zawsze wesołym.Listopad nieodmiennie kojarzy mi się ze śmiercią,cmentarzem,taki dłuuuuugi Dzień Zaduszny.Może dlatego,że w listopadzie umarł mój ojciec i spotkały mnie inne smutne zdarzenia -nie lubię tego miesiąca.Tegoroczny jest ciepły i niezbyt mokry a mimo to czuję się kiepsko,cóz analogia pór roku do życia człowieka nasuwa sie sama,tyle,że pory roku kołem sie toczą a moja wiosna i lato minęły bezpowrotnie.
Odwiedziłam ,jak co roku dziadków na Woli,to miejsce jest dla mnie niezwykle ważne.R.zrobił kolejne fotki,bardzo piękne,dziadek Janek może patrzy gdzieś z góry-chmury i cieszy się,że zostawił wnukowi kawałek siebie,czyli zamiłowanie do pstrykania .bo dziadek był artystą -amatorem w dziedzinie fotografiki.
sobota, 17 listopada 2012
Pomysł na czerwonego kota jest Marzenki .Pięknie wygląda na owocowym torciku.
Ten zegar jest do wygrania na blogu maskotka i pieska.Bardzo polecam kocim przyjaciołom ten blog.
A plakat dostępny jest w Empikach.Kupię go sobie pod choinkę.Może zmobilizuje mnie do gimnastyki,porannej.
Na blogu Efka i koty można obejrzeć prawdziwe cudeńka.
Zbliżaja sie świeta,więc jest to też pomysł na nietuzinkowy prezent pod choinkę,bo te poduszki,obrazki,torby mozna kupić.
Ten zegar jest do wygrania na blogu maskotka i pieska.Bardzo polecam kocim przyjaciołom ten blog.
Na blogu Efka i koty można obejrzeć prawdziwe cudeńka.
Zbliżaja sie świeta,więc jest to też pomysł na nietuzinkowy prezent pod choinkę,bo te poduszki,obrazki,torby mozna kupić.
17 listopada -Dzień Czarnego Kota-
Czarny kot .Sylwetka graficznie wyodrębnia się w każdej przestrzeni dnia.Niezakłócone malaturą futerko,gracja i wdzięk miniaturowej czarnej pantery.W nocy rozpływa się w otaczającej czerni i tylko oczy jak dwie latarki sygnalizują zielono,srebrzysto,bursztynowo gdzie jest. Zwinność graniczy z akrobatyką,lekkość ruchów godna primabaleriny.
Ponoć to właśnie czarne koty są najbardziej inteligentne spośród inaczej wybarwionych przedstawicieli gatunku. Czarny Kot był ulubieńcem i świętym kotem faraonów,podejrzewany był o konszachty z czarownicami a nawet z samym szatanem.Coś z tych insynuacji pozostało do dziś,bo trudno jest znależć dom dla czarnego kota.
Kociu Franiu,na Twoje czarne łapki składam życzenia wszystkim Czarnym Kotom.Aby każdy z nich miał dobry dom,kochające serce,pełną miseczkę,aby był dla kogoś szczęściem tak jak ty jesteś dla mnie.
Ponoć to właśnie czarne koty są najbardziej inteligentne spośród inaczej wybarwionych przedstawicieli gatunku. Czarny Kot był ulubieńcem i świętym kotem faraonów,podejrzewany był o konszachty z czarownicami a nawet z samym szatanem.Coś z tych insynuacji pozostało do dziś,bo trudno jest znależć dom dla czarnego kota.
Kociu Franiu,na Twoje czarne łapki składam życzenia wszystkim Czarnym Kotom.Aby każdy z nich miał dobry dom,kochające serce,pełną miseczkę,aby był dla kogoś szczęściem tak jak ty jesteś dla mnie.
poniedziałek, 12 listopada 2012
Do Czaczu
W sobotę wystartowaliśmy do Czaczu. Przyświecało nawet trochę słonka i jak na listopad całkiem niezła pogoda.Tylko dzień taki krótki...
Zatrzymalismy siie na chwilę w Wolsztynie.Śliczne,stare miasteczko ale nie było czasu,żeby połazić.Parę fotek i w drogę.
Skromniutki ten wolsztyński halloween....
Ja ograniczyłam sie do jednego zakupu:
Fabrycznie nowe łóżko za 1/4 ceny sklepowej-miałam powód do zadowolenia.Bardzo potrzebowałam takiego mebla i dopiero potem przyszlo mi do głowy,że pewnie kradzione.Ale kiedy o tym pomyślałam,byliśmy w połowie drogi do Krosna.Chłopaki obłowiły się w tysiące POTRZEBNYCH,absolutnie NIEZBĘDNYCH rzeczy.Było ciemno,kiedy dotarlismy cali szczęśliwi na spóżniony obiad.
W niedzielę,po tzw.kościele (ale nie po mszy) odwiedziliśmy w Zielonej Górze Zuzię.
Zuzia jest wnuczką mego brata.Dotknęła ją choroba,której wyleczyć nie można. Zuzia ma wspaniałą,kochającą mamę Izę ,Babcię i Dziadka.Dzięki nim wszystkim Zuzia uczestniczy w różnych terapiach,chodzi do specjalnego przedszkola,otoczona jest wielką troską i miłością.
Staramy się równiez pomagać,odpisując chociażby procent podatku na konto Zuzi,bo rehabilitacja jest niezwykle kosztowna a w naszym państwie zapomina się o dzieciach przewlekle lub nieuleczalnie chorych.Smutna to prawda.Zuzia robi wielkie postępy,może kiedyś będzie tak samodzielna jak Axel Brauns,autystyk,który rozpoczął studia i napisał książkę o swoich zmaganiach z autyzmem.
Zuzia na wakacjach
No i czas sie pakować,bo w poniedziałek wracamy do W-wy.
Za Torzymiem wjechaliśmy na autstradę i muszę powiedzieć,że chociaż ta autostrada nie tania,to warta wydatku.Komfortowo,bez korków i przepychanek dotarliśmy do W-wy.
Z samochodu zrobiłam zdjęcie kładki dla zwierząt nad autostradą.Szalenie mi się spodobały te przejścia chroniące i zwierzęta i podróżnych.
Zatrzymalismy siie na chwilę w Wolsztynie.Śliczne,stare miasteczko ale nie było czasu,żeby połazić.Parę fotek i w drogę.
.....za to Urząd okazały
i śliczne kamieniczki
Główny powód postoju-bankomat
W Czaczu szaleliśmy do zamknięcia kramów.rzetelnie i starannie obeszliśmy wszystko gdzie bylo cos do kupienia.Ja ograniczyłam sie do jednego zakupu:
Fabrycznie nowe łóżko za 1/4 ceny sklepowej-miałam powód do zadowolenia.Bardzo potrzebowałam takiego mebla i dopiero potem przyszlo mi do głowy,że pewnie kradzione.Ale kiedy o tym pomyślałam,byliśmy w połowie drogi do Krosna.Chłopaki obłowiły się w tysiące POTRZEBNYCH,absolutnie NIEZBĘDNYCH rzeczy.Było ciemno,kiedy dotarlismy cali szczęśliwi na spóżniony obiad.
W niedzielę,po tzw.kościele (ale nie po mszy) odwiedziliśmy w Zielonej Górze Zuzię.
Zuzia jest wnuczką mego brata.Dotknęła ją choroba,której wyleczyć nie można. Zuzia ma wspaniałą,kochającą mamę Izę ,Babcię i Dziadka.Dzięki nim wszystkim Zuzia uczestniczy w różnych terapiach,chodzi do specjalnego przedszkola,otoczona jest wielką troską i miłością.
Staramy się równiez pomagać,odpisując chociażby procent podatku na konto Zuzi,bo rehabilitacja jest niezwykle kosztowna a w naszym państwie zapomina się o dzieciach przewlekle lub nieuleczalnie chorych.Smutna to prawda.Zuzia robi wielkie postępy,może kiedyś będzie tak samodzielna jak Axel Brauns,autystyk,który rozpoczął studia i napisał książkę o swoich zmaganiach z autyzmem.
Zuzia na wakacjach
No i czas sie pakować,bo w poniedziałek wracamy do W-wy.
Za Torzymiem wjechaliśmy na autstradę i muszę powiedzieć,że chociaż ta autostrada nie tania,to warta wydatku.Komfortowo,bez korków i przepychanek dotarliśmy do W-wy.
Z samochodu zrobiłam zdjęcie kładki dla zwierząt nad autostradą.Szalenie mi się spodobały te przejścia chroniące i zwierzęta i podróżnych.
niedziela, 11 listopada 2012
Lista nieobecnych
Coraz bardziej wydłuża się lista znajomych,kolegów,przyjaciół ,którzy zapłaciwszy obola przeprawili się na drugi brzeg. Andrzej Gerwatowski,Rudek Bywalec,Teresa Hruboń, Danusia Smykowska,dwie najbliższe sąsiadki,nikt sie nie wymknie,kiedy zapuka do drzwi dama z kosą.
Nie umiemy rozmawiać o sprawach ostatecznych,zaklinamy rzeczywistość,robimy wszystko aby odsunąć śmierć.Diety,modły,przysiady, odsysanie,botoksowanie,terapie,homeopatie-festiwal młodości trwa. Być babcią ze zmarszczkami,przygarbioną,czasem z laseczką-cóz za nietakt, po prostu passe!
Zmarli już nie czekają na pożegnanie w domu,wśród bliskich a w bardziej lub mniej "wypasionych" domach pogrzebowych,sam pogrzeb musi być taki aby sąsiadom opadła z zazdrości szczęka. Zadziwiają mnie wystawiane już za życia bogate pomniki ,marmury,złocenia,niemal katakumby.Czyż nie jest to brakiem pokory i skromności ? przecież ciało jest tylko marną powłoką,najlepiej byloby je spopielić a prochy rozsypać w ulubionym miejscu zmarłego.I takie właśnie mam życzenie.Bo przecież: " Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz"
Nie umiemy rozmawiać o sprawach ostatecznych,zaklinamy rzeczywistość,robimy wszystko aby odsunąć śmierć.Diety,modły,przysiady, odsysanie,botoksowanie,terapie,homeopatie-festiwal młodości trwa. Być babcią ze zmarszczkami,przygarbioną,czasem z laseczką-cóz za nietakt, po prostu passe!
sobota, 10 listopada 2012
Listopad
O szyby deszcz dzwoni,deszcz dzwoni jesienny
i pluszcze jednaki,miarowy,niezmienny.
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno,
jęk szklany,płacz szklany a szyby w mgle mokną.
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni,deszcz dzwoni jesienny...
Wyjechaliśmy z W-wy o świcie 1 listopada .Krosno przywitało nas skąpane w deszczu i szarościach.Nie było sensu iść na cmentarz. Przy szlachetnym trunku popłynęły wspomnienia o tych,których już nie ma z nami. Bo najważniejsza jest pamięć. "Nie umiera ten ,kto trwa w pamięci żywych".
Następny dzień przyniósł piękną pogodę.
Wnuczek R.przy grobie dziadka Jana
Zaduszki.Krośnieński cmentarz .
i pluszcze jednaki,miarowy,niezmienny.
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno,
jęk szklany,płacz szklany a szyby w mgle mokną.
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni,deszcz dzwoni jesienny...
Wyjechaliśmy z W-wy o świcie 1 listopada .Krosno przywitało nas skąpane w deszczu i szarościach.Nie było sensu iść na cmentarz. Przy szlachetnym trunku popłynęły wspomnienia o tych,których już nie ma z nami. Bo najważniejsza jest pamięć. "Nie umiera ten ,kto trwa w pamięci żywych".
Następny dzień przyniósł piękną pogodę.
Wnuczek R.przy grobie dziadka Jana
Zaduszki.Krośnieński cmentarz .
czwartek, 8 listopada 2012
Smutna wiadomośc
poniedziałek, 5 listopada 2012
Znowu w drodze
Wyjechaliśmy dziś z Krosna.Autostradą szybko i bez niespodzianek.Ale nie tanio.Już w Warszawie połapałam się,że coś na moim koncie bankowym nie tak.Szybko doszłam co-no i gapowe,niestety jest coraz droższe.Całe szczęście,że da się odkręcić.Ale to już pojutrze w Suwałkach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























