Obserwatorzy
poniedziałek, 29 października 2012
Podróże,podróże,małe i duże
Jestem spakowana i jutro w południe-szczęśliwej drogi,już czas...
Jestem fanką Władka Rynkowskiego.Wiem,on jest Ryszard,ale w pewnych okolicznościach został Władkiem i niech już tak będzie.A ta piosenka jest szczególnie bliska memu sercu.A więc-Szczęśliwej drogi....
niedziela, 28 października 2012
Jadę w świat
Z biblioteki przyniosłam stertę książek,nie wyobrażam sobie dnia bez poczytania.Czytam najczęściej wieczorem umościwszy się wygodnie w pościeli z kocią,która grzeje jak mały piecyk i pomrukuje,czasem przez sen gryzie w palec albo nogę,pewnie śni się jej,że złapała mysz.I to jest najmilsza chwila kończąca pracowity dzień.Książkę lub dwie zabiorę ze sobą w drogę,bo we wtorek jadę do W-wy a potem do Krosna.
Tę książkę napisał A.Brauns dotknięty autyzmem. Autyzm.Czym jest?
Jak straszna jest to choroba mogą powiedzieć tylko rodzice i najbliżsi.To nieszczęście dopadło dziecko z mojej najbliższej rodziny.Książka,którą prezentuję jest dowodem na to,że przy ogromnym wysiłku czasem udaje się tak, jak temu autorowi pokonać chorobę w takim stopniu,że mógł zacząć studia prawnicze, które przerwał aby napisać przejmującą historię swego autystycznego życia,historię zmagań z chorobą.Takie przypadki są rzadkie ale są. Uważam tę książkę za lekturę obowiązkową dla rodziców .Dla tych,których dziecko jest autystykiem,bo pozwoli lepiej zrozumieć świat chorego dziecka i dla rodziców dzieci zdrowych aby zrozumieli jakie mają szczęście i potrafili to docenić.
Tę książkę napisał A.Brauns dotknięty autyzmem. Autyzm.Czym jest?
Jak straszna jest to choroba mogą powiedzieć tylko rodzice i najbliżsi.To nieszczęście dopadło dziecko z mojej najbliższej rodziny.Książka,którą prezentuję jest dowodem na to,że przy ogromnym wysiłku czasem udaje się tak, jak temu autorowi pokonać chorobę w takim stopniu,że mógł zacząć studia prawnicze, które przerwał aby napisać przejmującą historię swego autystycznego życia,historię zmagań z chorobą.Takie przypadki są rzadkie ale są. Uważam tę książkę za lekturę obowiązkową dla rodziców .Dla tych,których dziecko jest autystykiem,bo pozwoli lepiej zrozumieć świat chorego dziecka i dla rodziców dzieci zdrowych aby zrozumieli jakie mają szczęście i potrafili to docenić.
sobota, 27 października 2012
Kończy się pazdziernik,jesień coraz mniej kolorowa,dnie coraz krótsze i jesienne smuteczki zaglądają przez okna.Wczoraj zajrzałam do biblioteki,jak zwykle w pazdzierniku panie bibliotekarki nie zapomniały o braciach młodszych i wyeksponowały wystawkę zdjęc i plakaty. Do biblioteki przychodzą dzieci i bardzo to jest dobre,że są zachęcane do pomocy i opieki nad bezdomnymi stworzeniami.
Zdjęcia zwierzaków niewyrażne, bo w holu ciemnawo w ramach oszczędności energii.
W moim domu rodzinnym nie było zwierząt.Nie mówilo się o ich bezdomności czy potrzebie pomocy.Nigdy też jako dziecko nie marzyłam o własnym psie czy kocie.Pewnie dlatego,że miałam sporo obowiązków w domu ,opiekowałam się dwojgiem młodszego rodzeństwa no i szkoła,nielubiana ale konieczna.Zwierzaki znałam z literatury.Urzekły mnie opowiadania o zwierzętach W.Grabowskiego,potem przygody Lassie i wiele innych.Pierwszą próbą posiadania psa była Saba.Niestety,trzeba było ją oddać.Do dzis mam wyrzuty sumienia i żal do siebie ,że bezmyślnie podjęłam decyzję ,nauczyło mnie to wprawdzie czegoś,ale zdarzyć się nie powinno.Potem w Gibach- Buba.Był krótko,zginął tragicznie za co też winię siebie. Uznałam,że przynoszę pecha zwierzakom i postanowiłam,że nigdy więcej.
Aż do pierwszej zimy stanu wojennego.Wtedy doc.B wynalazł ogłoszenie z hodowli i uparł się,że musi być w domu dog.Zapierałam się jak mogłam ,wiedziałam ,że to obowiązek i nie miałam złudzeń czyj on będzie.Uległam wobec zmasowanego ataku i R.z ojcem w mrożny lutowy dzień ze specjalna przepustką pojechali do Sejn po sunię.Do dziś mam koszyk,w którym przyjechała. i do dziś mam w oczach to stworzenie: ni to mała sarenka,ni to żyrafka z najpiękniejszymi błękitnymi oczyma,jakie kiedykolwiek widziałam. Daliśmy jej na imię Norma i zaczęliśmy wspólne życie.Można by o tym napisać księgę,ale to już przy innej okazji.Normę zabił Czernobyl,jestem o tym przekonana.Umarła na nowotwór mózgu.
Nie chciałam już żadnego stworzenia ale nie doceniłam doc.B.Był więc epizod z przepięknym dobermanem Baronem.Był czekoladowy ,smukły,cudo i od razu przylgnął do mnie.Jego właściciele płakali żegnajac się z nim,ale dziecko było uczulone na sierść.Przywieżlismy go do domu ,wpadł do pokoju Normisi a potem ze zjeżoną sierścią ,dygocząc uciekł stamtąd.Chciałam go uspokoić,przytulić i wtedy mnie ugryzł-ostrzegawczo,tylko do pierwszej krwi ale juz wiedziałam,że musimy się rozstać.Oddalismy go następnego dnia.Znów powiedziałam dość i trwałam,dopóki nie zobaczyłam Misi,czyli rok.Był listopad,pierwsze przymrozki,Misia,szczenna pętała się wokół bloku,dobre panisko wystawiło ją za drzwi.
Najpierw ją dokarmiałam a potem zabrałam do domu.Z bólem serca musiałam uśpić 7 szczeniaków,co dnia prosiłam Misię o przebaczenie,inaczej być nie mogło.Misia była ze mną 17 lat.Była najwierniejszym,najspolegliwszym przyjacielem.Umarła na moich rękach .O niej też może zdąże napisać powieść. Była tez Sonia,uratowana od zamarznięcia,skrzywdzona przez jakiegoś łajdaka.Wzięli ją G.iM. Zginęła pod swoim domem,myślę,że nie przypadkiem.A G. i M. przygarniali kolejno Rufia,Orfika,Lucjusza ,Poleczkę i po dramatycznych przeżyciach Kojota.Do dziś są z nami Poleczka i Kojo.Oprócz tu wymienionych pamiętam o wszystkich spotkanych przypadkiem,na chwilę i o tych,którym usiłowałam pomóc.Gdziekolwiek są myślę o nich i wspominam mając nadzieję,że kiedyś spotkamy się gdzieś tam za Tęczowym Mostem.
Zdjęcia zwierzaków niewyrażne, bo w holu ciemnawo w ramach oszczędności energii.
W moim domu rodzinnym nie było zwierząt.Nie mówilo się o ich bezdomności czy potrzebie pomocy.Nigdy też jako dziecko nie marzyłam o własnym psie czy kocie.Pewnie dlatego,że miałam sporo obowiązków w domu ,opiekowałam się dwojgiem młodszego rodzeństwa no i szkoła,nielubiana ale konieczna.Zwierzaki znałam z literatury.Urzekły mnie opowiadania o zwierzętach W.Grabowskiego,potem przygody Lassie i wiele innych.Pierwszą próbą posiadania psa była Saba.Niestety,trzeba było ją oddać.Do dzis mam wyrzuty sumienia i żal do siebie ,że bezmyślnie podjęłam decyzję ,nauczyło mnie to wprawdzie czegoś,ale zdarzyć się nie powinno.Potem w Gibach- Buba.Był krótko,zginął tragicznie za co też winię siebie. Uznałam,że przynoszę pecha zwierzakom i postanowiłam,że nigdy więcej.
Aż do pierwszej zimy stanu wojennego.Wtedy doc.B wynalazł ogłoszenie z hodowli i uparł się,że musi być w domu dog.Zapierałam się jak mogłam ,wiedziałam ,że to obowiązek i nie miałam złudzeń czyj on będzie.Uległam wobec zmasowanego ataku i R.z ojcem w mrożny lutowy dzień ze specjalna przepustką pojechali do Sejn po sunię.Do dziś mam koszyk,w którym przyjechała. i do dziś mam w oczach to stworzenie: ni to mała sarenka,ni to żyrafka z najpiękniejszymi błękitnymi oczyma,jakie kiedykolwiek widziałam. Daliśmy jej na imię Norma i zaczęliśmy wspólne życie.Można by o tym napisać księgę,ale to już przy innej okazji.Normę zabił Czernobyl,jestem o tym przekonana.Umarła na nowotwór mózgu.
Nie chciałam już żadnego stworzenia ale nie doceniłam doc.B.Był więc epizod z przepięknym dobermanem Baronem.Był czekoladowy ,smukły,cudo i od razu przylgnął do mnie.Jego właściciele płakali żegnajac się z nim,ale dziecko było uczulone na sierść.Przywieżlismy go do domu ,wpadł do pokoju Normisi a potem ze zjeżoną sierścią ,dygocząc uciekł stamtąd.Chciałam go uspokoić,przytulić i wtedy mnie ugryzł-ostrzegawczo,tylko do pierwszej krwi ale juz wiedziałam,że musimy się rozstać.Oddalismy go następnego dnia.Znów powiedziałam dość i trwałam,dopóki nie zobaczyłam Misi,czyli rok.Był listopad,pierwsze przymrozki,Misia,szczenna pętała się wokół bloku,dobre panisko wystawiło ją za drzwi.
Najpierw ją dokarmiałam a potem zabrałam do domu.Z bólem serca musiałam uśpić 7 szczeniaków,co dnia prosiłam Misię o przebaczenie,inaczej być nie mogło.Misia była ze mną 17 lat.Była najwierniejszym,najspolegliwszym przyjacielem.Umarła na moich rękach .O niej też może zdąże napisać powieść. Była tez Sonia,uratowana od zamarznięcia,skrzywdzona przez jakiegoś łajdaka.Wzięli ją G.iM. Zginęła pod swoim domem,myślę,że nie przypadkiem.A G. i M. przygarniali kolejno Rufia,Orfika,Lucjusza ,Poleczkę i po dramatycznych przeżyciach Kojota.Do dziś są z nami Poleczka i Kojo.Oprócz tu wymienionych pamiętam o wszystkich spotkanych przypadkiem,na chwilę i o tych,którym usiłowałam pomóc.Gdziekolwiek są myślę o nich i wspominam mając nadzieję,że kiedyś spotkamy się gdzieś tam za Tęczowym Mostem.
piątek, 26 października 2012
Uwaga,nadchodzi!
Żarty się skończyły,w nocy przyszła zima a rano było tak:
Potem trochę sie przejaśnilo ale cały dzień był raczej pochmurny a wietrzysko urywało głowy.
No i teraz będzie
jak u ruskich-9 miesięcy zimy a patom wsio leto i leto!
Zuzia,lalka nieduża....
Zuzia miała dziś bardzo ciężki dzień.Teraz myślę,że ktoś z nas powinien pojechać do W-wy,żeby być przy niej.Może da radę przyjechać jutro do domu. Zuziu,jesteśmy z Tobą ,będzie dobrze!
środa, 24 października 2012
Pyszna i zdrowa
PAPRYKA! Pamiętam czasy,kiedy to warzywo przyjeżdżało z Bułgarii w ograniczonych ilościach,ustawiały się po nie kolejki ale ambicją każdej nowoczesnej pani domu było zdobycie onej,przetworzenie na leczo,marynatę lub inne smakołyki. Dziś stragany pełne są paprykowych strąków w róznych kolorach i gatunkach.
Bardzo dobra jest papryka nadziewana ryżem z warzywami pieczona w piekarniku podawana z ostrym sosem pomidorowo- warzywnym.Kiedy miałam działkę i świeże jarzyny,robiłam taki sos sama.Teraz jest mnóstwo sosów gotowych ,więc można przetwórstwo sobie odpuścić.
Mam też wypróbowany przepis na paprykę w sosie.
Paprykę układam na wyłożonej folią aluminiową
foremce.Piekę w piekarniku z nawiewem,ale można i bez,aż skórka będzie mocno przypieczona,miejscami aż czarna.
Wkładam dopojemnika z przykrywką lub nakrywam całość torebką foliową.Kiedy stygnie pod przykryciem skórka daje się ściągnąć bez problemu.
Z ostudzonej zdejmuję skórkę i czyszczę z gniazd nasiennych.Dzielę na kawałki i każdy osuszam papierowym ręcznikiem. Przeładam do naczynia,dodaję sprasowane dwa-trzy ząbki czosnku i posiekaną zieleninę-koper lub pietruszkę. Wymieszać z papryką.
Robię sos:
Potrzebny jest olej-zawsze używam rzepakowego,musztarda-tylko rosyjska,,zielenina,cukier-0,5łyżeczki,ocet jabłkowy1-2 łyżki.Olej i musztarda muszą mieć pokojową temp. 2-3 łyżeczki musztardy ucierać z olejem aż powstanie sos o konsystencji śmietany.Musztarda rosyjska jest b.ostra,więc prócz cukru i octu nie wymaga innych przypraw.Oleju tyle ile da się "wkręcić".Sos czasem lubi się zwarzyć,ale to nie szkodzi,smak pozostaje,jedynie robi się "niewyględny".
Sosem zalać paprykę,przykryć i postawić w chłodnym miejscu (nie w lodówce) musi się trochę "poprzegryzać".
A tu jeszcze trochę lata w słoikach.Buraczki działkowe ,bez nawozowych ulepszaczy ,w zimie smakują wybornie w zupie lub jarzynce.Te są w zalewie octowej z koperkiem,natką i czosnkiem.Pyszne i pachnące latem i słońcem.
Bardzo dobra jest papryka nadziewana ryżem z warzywami pieczona w piekarniku podawana z ostrym sosem pomidorowo- warzywnym.Kiedy miałam działkę i świeże jarzyny,robiłam taki sos sama.Teraz jest mnóstwo sosów gotowych ,więc można przetwórstwo sobie odpuścić.
Mam też wypróbowany przepis na paprykę w sosie.
Paprykę układam na wyłożonej folią aluminiową
foremce.Piekę w piekarniku z nawiewem,ale można i bez,aż skórka będzie mocno przypieczona,miejscami aż czarna.
Wkładam dopojemnika z przykrywką lub nakrywam całość torebką foliową.Kiedy stygnie pod przykryciem skórka daje się ściągnąć bez problemu.
Z ostudzonej zdejmuję skórkę i czyszczę z gniazd nasiennych.Dzielę na kawałki i każdy osuszam papierowym ręcznikiem. Przeładam do naczynia,dodaję sprasowane dwa-trzy ząbki czosnku i posiekaną zieleninę-koper lub pietruszkę. Wymieszać z papryką.
Robię sos:
Sosem zalać paprykę,przykryć i postawić w chłodnym miejscu (nie w lodówce) musi się trochę "poprzegryzać".
A tu jeszcze trochę lata w słoikach.Buraczki działkowe ,bez nawozowych ulepszaczy ,w zimie smakują wybornie w zupie lub jarzynce.Te są w zalewie octowej z koperkiem,natką i czosnkiem.Pyszne i pachnące latem i słońcem.
poniedziałek, 22 października 2012
Ciasto z jabłkami
.Dostałam oto ekologicznych jabłuszek miseczkę ,a właściwie michę!
Ekologiczne,bo gdzie-niegdzie siedzi robalek,bo niewyrośnięte do wielkości średniej dyni i pachną!prawdziwym jabłkowym zapachem! trochę zjem,trochę usmażę i zrobię ciasto z jabłkami.Takie ciasto jest dobre na smutki,na lato za krótkie,na jesienną szarugę.
Ciasto z jabłkami -przepis ze zbioru p. Ewy Wachowicz
Produkty:
5jaj
1,5szklanki mąki
2 budynie śmietankowe
1,5 szklanki cukru
1,5łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 szklanki oleju
olejek śmietankowy
4jabłka,ale ja dałam 6 bo lubię kiedy jabłek jest więcej niz ciasta
Jaja ubić z cukrem.Mąkę zmieszać z budyniem i proszkiem do pieczenia. Dodawać na przemian z olejem i ubijać aż ciasto będzie jednolite i gładkie.Dodać olejek i pokrojone jabłka,wymieszać.
Robocik imienia Cioci Gieni spisuje się znakomicie,co z pewnością cieszy poprzednią właścicielkę.Może zerka gdzieś tam z góry,z chmurki i sprawdza,czy dobrze go traktuję!
Jabłka wrzucone,teraz wymieszać i na blachę.
Piec ciasto trzeba 55min.w temp.180 stopni uprzednio nagrzawszy piekarnik.Bez nawiewu.
Oto i on ,już gotowy.Teraz posypać cukrem pudrem,można tez zrobić polewę jak do murzynka ale,że miałam na plecach lenia to nawet cukrem nie posypałam. I tak był dobry.
Ekologiczne,bo gdzie-niegdzie siedzi robalek,bo niewyrośnięte do wielkości średniej dyni i pachną!prawdziwym jabłkowym zapachem! trochę zjem,trochę usmażę i zrobię ciasto z jabłkami.Takie ciasto jest dobre na smutki,na lato za krótkie,na jesienną szarugę.
Ciasto z jabłkami -przepis ze zbioru p. Ewy Wachowicz
Produkty:
5jaj
1,5szklanki mąki
2 budynie śmietankowe
1,5 szklanki cukru
1,5łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 szklanki oleju
olejek śmietankowy
4jabłka,ale ja dałam 6 bo lubię kiedy jabłek jest więcej niz ciasta
Jaja ubić z cukrem.Mąkę zmieszać z budyniem i proszkiem do pieczenia. Dodawać na przemian z olejem i ubijać aż ciasto będzie jednolite i gładkie.Dodać olejek i pokrojone jabłka,wymieszać.
Robocik imienia Cioci Gieni spisuje się znakomicie,co z pewnością cieszy poprzednią właścicielkę.Może zerka gdzieś tam z góry,z chmurki i sprawdza,czy dobrze go traktuję!
Jabłka wrzucone,teraz wymieszać i na blachę.
Piec ciasto trzeba 55min.w temp.180 stopni uprzednio nagrzawszy piekarnik.Bez nawiewu.
Oto i on ,już gotowy.Teraz posypać cukrem pudrem,można tez zrobić polewę jak do murzynka ale,że miałam na plecach lenia to nawet cukrem nie posypałam. I tak był dobry.
niedziela, 21 października 2012
Rano mgła w pole szła....
Jeszcze wczoraj było tak:
Bezchmurne,niebieskie niebo,ciepło,lekki wiaterek,no po prostu lato. To był ostatni moment żeby posadzić
cebulki tulipanów,żonkili,krokusów i anemonów co tez skrzętnie uczyniłam,bo to moje ulubione wiosenne kwiaty.
Moje osiedle tonie w złoto-brązowo -rudych liściach.
Jesień to przepiękna pora roku pod warunkiem,że jest słonecznie i bezwietrznie.
A dzisiaj :
-Rano mgła w pole szła
Wiatr ja rwał i ziębił,
Opadały cięzkie grona
Kalin i jarzębin.-
To juz naprawdę koniec pięknej pogody,której tego lata było tak niewiele.Zaczynają się szarugi,niedługo listopad a z nim depresje i depresyjki. Znów zima,będzie sie ciagnęła i wlokła bez końca,jak to na suwalszczyżnie.
Tak bardzo nie lubię zimna,ciepłych ubrań,że perspektywa kilku miesięcy "sybiru"przyprawia mnie o ból glowy i nie tylko.
W taki smutny,zimny dzień dobrze jest posilić przynajmniej ciało,najlepiej czymś słodkim.
Dziś więc z tej racji wypróbowałam przepis p.Ewy Wachowicz na szarlotkę. Jest nie tylko b. smaczna ale i łatwa do zrobienia.Nic dziwnego,że niektórym przyrasta tu i ówdzie kiedy tak zajada słodkim jesienno-zimowe smuteczki małe i duże.
Uliczki osiedla posmutniały i opustoszały.
Komu się chce w taki mglisto-mokrawy dzień
spacerować.Chociaż,jak mówią Szwedzi- nie ma złej pogody,jest tylko złe ubranie....
Bezchmurne,niebieskie niebo,ciepło,lekki wiaterek,no po prostu lato. To był ostatni moment żeby posadzić
cebulki tulipanów,żonkili,krokusów i anemonów co tez skrzętnie uczyniłam,bo to moje ulubione wiosenne kwiaty.
Moje osiedle tonie w złoto-brązowo -rudych liściach.
Jesień to przepiękna pora roku pod warunkiem,że jest słonecznie i bezwietrznie.
A dzisiaj :
-Rano mgła w pole szła
Wiatr ja rwał i ziębił,
Opadały cięzkie grona
Kalin i jarzębin.-
To juz naprawdę koniec pięknej pogody,której tego lata było tak niewiele.Zaczynają się szarugi,niedługo listopad a z nim depresje i depresyjki. Znów zima,będzie sie ciagnęła i wlokła bez końca,jak to na suwalszczyżnie.
Tak bardzo nie lubię zimna,ciepłych ubrań,że perspektywa kilku miesięcy "sybiru"przyprawia mnie o ból glowy i nie tylko.
W taki smutny,zimny dzień dobrze jest posilić przynajmniej ciało,najlepiej czymś słodkim.
Dziś więc z tej racji wypróbowałam przepis p.Ewy Wachowicz na szarlotkę. Jest nie tylko b. smaczna ale i łatwa do zrobienia.Nic dziwnego,że niektórym przyrasta tu i ówdzie kiedy tak zajada słodkim jesienno-zimowe smuteczki małe i duże.
Uliczki osiedla posmutniały i opustoszały.
Komu się chce w taki mglisto-mokrawy dzień
spacerować.Chociaż,jak mówią Szwedzi- nie ma złej pogody,jest tylko złe ubranie....
Jeszcze trochę kotów
Śliczna koteczka,widuję ją jak biega samopas,aż dziw,że nikt jej jeszcze nie ukradł,bo jest naprawdę wyjątkowa.Pogratulować właścicielowi beztroski i braku odpowiedzialnośći!
Wypisz-wymaluj-moja Frania.W identyczny sposób testuje moją cierpliwość
kiedy tak siedzi przy drzwiach balkonu i patrzy zimnym,zielonym okiem.
Do tych dwojga los się usmiechnął: mają pełną miseczkę i schronienie,gdy jest zimno i mokro.
Helenka z Krosna Odrz. nie ma jednego oczka.Jest kotem wolnożyjącym,wysterylizowana,ma przystań w zaprzyjaznionym domu,gdzie zawsze jest coś do zjedzenia i fotel do drzemki.
Kot NN,spotkany na trasie wycieczki.
Kotek wolnożyjący,dawno go nie widziałam.Może ktoś go przygarnął,bo sliczny i bardzo towarzyski. Aby bylo sprawiedliwie,bo pażdziernik to miesiąc zwierząt,niedługo parę słów także o pieskach.
środa, 17 października 2012
Jest taki poeta,który pisze najpiękniejsze wiersze o kotach: Pan Franciszek Klimek.
-Bo koty są dobre na wszystko,
na wszystko,co życie nam niesie,
Bo koty to czułośc i bliskość
na wiosnę,na lato ,na jesień.
A zimą-gdy dzień już zbyt krótki
i chłodnym ogarnia nas cieniem,
to KOT-Twój przyjaciel malutki
otuli Cię ciepłym mruczeniem.
Koty to niezwykłe zwierzęta. Jak powiedział Leonardo da Vinci- Każdy kot to arcydzieło.
Kociarze mogą godzinami snuć opowieści o mądrości i niezwykłości swoich futrzaków. Ja również.
Moja kocia Frania ma najpiękniejsze,ogromne ,zielone oczy,sylwetkę miniaturowej czarnej pantery i charakterek jak ten czarny z ogonem i widłami.
Frania na fotelu ktorego właściciel został przesadzony na krzesło.Bez prawa odwołania.
Ulubiony parapet Frani .Czasami w nocy siada na parapecie i wpatruje sie w ciemność za oknem.
W nocy podjada też karmę z miseczki.
Frania musi mieć wszystko pod kontrolą .Najlepszy widok ma z szafy pod sufitem.
Frania podrózna.
Frania ciekawska.
Frania praczka.
Frania-badaczka.
Chwila zasłużonego odpoczynku.
-Bo koty są dobre na wszystko,
na wszystko,co życie nam niesie,
Bo koty to czułośc i bliskość
na wiosnę,na lato ,na jesień.
A zimą-gdy dzień już zbyt krótki
i chłodnym ogarnia nas cieniem,
to KOT-Twój przyjaciel malutki
otuli Cię ciepłym mruczeniem.
Koty to niezwykłe zwierzęta. Jak powiedział Leonardo da Vinci- Każdy kot to arcydzieło.
Kociarze mogą godzinami snuć opowieści o mądrości i niezwykłości swoich futrzaków. Ja również.
Moja kocia Frania ma najpiękniejsze,ogromne ,zielone oczy,sylwetkę miniaturowej czarnej pantery i charakterek jak ten czarny z ogonem i widłami.
Frania na fotelu ktorego właściciel został przesadzony na krzesło.Bez prawa odwołania.
Ulubiony parapet Frani .Czasami w nocy siada na parapecie i wpatruje sie w ciemność za oknem.
W nocy podjada też karmę z miseczki.
Frania podrózna.
Frania praczka.
Frania-badaczka.
Chwila zasłużonego odpoczynku.
wtorek, 16 października 2012
Światowy Miesiąc Zwierząt
Kocie Sprawy-jedyny,znany mi ,profesjonalny miesięcznik o wyłącznie kociej tematyce.
Organizuje i współorganizuje akcje mające na celu poprawę warunków bytowania kotów wolnożyjących i bezdomnych.Piętnuje okrucieństwo wobec tych zwierząt,zachęca do adopcji,sterylizacji,dokarmiania.
Pażdziernikowy numer jest szczególny.W pierwszą niedzielę pażdziernika obchodzone są zwierzęce Zaduszki i właśnie pożegnaniom z kocimi przyjaciółmi poświęcony jest ten numer. Jak pięknie ludzie potrafią pisać o przyjażni,uczuciu i tęsknocie za zwierzakami,które powędrowały za Tęczowy Most.
Światowy Miesiąc Zwierząt to okazja,żeby pomyśleć cieplej o braciach młodszych,może jakoś pomóc,może przygarnąć,a przynajmniej nie krzywdzić.
Wczoraj otrzymałam podziękowanie z Centaurusa za wsparcie akcji ratowania kolejnego konia i jednocześnie kolejną prośbę o pomoc dla Miśka.
Misiek to mały,bezdomny kundelek.Został skatowany .Ktoś,kto mógł się dopuścić takiego czynu nie jest człowiekiem.To bestia ubrana w ludzką skórę i aby z piekła nie wyszła.Misiek jest w schronisku,zaopatrzony,ma nadzieję na dom ale wymaga leczenia a to wymaga pieniędzy. Wesprę Miśka, przez 17 lat miałam Misię,też wyrzuconą i sponiewieraną.Była mi najwierniejszym przyjacielem,może i Misiek będzie takim dla kogoś.Szczegóły można znależć na Fundacja Centaurus.
Organizuje i współorganizuje akcje mające na celu poprawę warunków bytowania kotów wolnożyjących i bezdomnych.Piętnuje okrucieństwo wobec tych zwierząt,zachęca do adopcji,sterylizacji,dokarmiania.
Pażdziernikowy numer jest szczególny.W pierwszą niedzielę pażdziernika obchodzone są zwierzęce Zaduszki i właśnie pożegnaniom z kocimi przyjaciółmi poświęcony jest ten numer. Jak pięknie ludzie potrafią pisać o przyjażni,uczuciu i tęsknocie za zwierzakami,które powędrowały za Tęczowy Most.
Światowy Miesiąc Zwierząt to okazja,żeby pomyśleć cieplej o braciach młodszych,może jakoś pomóc,może przygarnąć,a przynajmniej nie krzywdzić.
Wczoraj otrzymałam podziękowanie z Centaurusa za wsparcie akcji ratowania kolejnego konia i jednocześnie kolejną prośbę o pomoc dla Miśka.

Subskrybuj:
Posty (Atom)