ruszam w świat,na cały tydzień.Zanim jednak to nastąpi pochwalę się moim ogrodniczym sukcesem-dwoma kwiatem kobei,mego ulubionego pnącza.Niestety jest ciepłolubny i nawet jeden kwiat w naszym klimacie to sukces.
Jeszcze zielono choć zaraz listopad.Kobea rozrosła się pięknie ale za mało ma czasu ,żeby obsypać sie kwiatem.Dobre więc chociaż dwa rodzyneczki:
Obserwatorzy
poniedziałek, 28 października 2013
niedziela, 27 października 2013
Zabawy Frani
Co dnia robię przegląd "kocich blogów" ,kocie psoty i zabawy przyprawiają czasem o zawrót głowy.Zazdroszczę też tym dziewczynom,które mają po kilka kocich ogonków.Bardzo bym chciała też, ale z pewnych względów to niemożliwe.Nie wiem jak reagowałaby Kocia na towarzystwo ,jest absolutną faworytą i potrafi to wykorzystać.Kiedy przyniosłam ją maleńką po kilku dniach oswoiła się na tyle,że nie zagospodarowany był jedynie sufit. Nie było szafy na która by się nie wdrapała,kwiatów,których nie załatwiła,szalała z zabawkami.Niedługo minie 5 lat jak jest ze mną i widać zmiany:
Zmężniała,przytyła,spoważniała i już nie ugania się za wszystkim co się rusza.,gardzi zabawkami,których jest spory koszyczek:
Ulubione aktualnie: mysz prosto ze sklepu.Ważna jest tylko taka z piórami.Potem piór robi się jakby mniej.Najbardziej pożądana to ta brzuchem do góry i flakami na wierzchu. Zanim stracą pióra(potem zresztą też) są zaganiane w różne zakamarki z których wyciąga te zewłoczki personel,czyli ja.

Przyjął się też tunel.Obowiązkowy jest zestaw sznurków z poprzyczepianymi różnymi drobiazgami.Do zabawy trzeba dwojga,najlepiej o 5 rano.Pytanie za 100zet-kto jest tym drugim?
Czasem trzeba coś przeczytać,
sprawdzić działanie ładowarki,
oraz świeżość jajka.
Obowiązkowe jest szczotkowanie.Szczotka jest wiekowa,ma z 50 lat.Szczotkować można tylko na tym parapecie,czasem w trakcie zaliczana jest konsumpcja.Na koniec obowiązkowy gryz w szczotkującą rękę.
A kiedy dopada znużenie i dość mamy rozrywek czas na azyl.Azyl mieści się w szufladzie łóżka.Kiedy Frania zamieszkała u mnie była zima.Któregoś dnia zorientowałam się,że nigdzie jej nie widać.Zaniepokojona przeszukałam kąty i zakamarki-i nie ma! Okna pozamykane,balkon też,a Koci nie ma.Zrozpaczona kazałam B.udać się pod balkon i okna,bo może jakimś cudem.... a to 3 piętro.
I nagle jakiś impuls kazał mi iść,podnieść materac łóżka.I tam w szufladzie siedziała moja Kocia.Aż się popłakałam! B. natychmiast wziął szufladę,zaniósł do stolarza,który wyciął zgrabne okienko do azylu.Tam Frania chowa się do dziś,kiedy ma dosyć wszystkich i wszystkiego.
Kocia jest pierwszym moim kocim dzieckiem,musiałam mozolnie uczyć się wszystkiego a i tak mam braki w tym wykształceniu!
Zmężniała,przytyła,spoważniała i już nie ugania się za wszystkim co się rusza.,gardzi zabawkami,których jest spory koszyczek:
Ulubione aktualnie: mysz prosto ze sklepu.Ważna jest tylko taka z piórami.Potem piór robi się jakby mniej.Najbardziej pożądana to ta brzuchem do góry i flakami na wierzchu. Zanim stracą pióra(potem zresztą też) są zaganiane w różne zakamarki z których wyciąga te zewłoczki personel,czyli ja.

Czasem trzeba coś przeczytać,
sprawdzić działanie ładowarki,
oraz świeżość jajka.
Obowiązkowe jest szczotkowanie.Szczotka jest wiekowa,ma z 50 lat.Szczotkować można tylko na tym parapecie,czasem w trakcie zaliczana jest konsumpcja.Na koniec obowiązkowy gryz w szczotkującą rękę.
A kiedy dopada znużenie i dość mamy rozrywek czas na azyl.Azyl mieści się w szufladzie łóżka.Kiedy Frania zamieszkała u mnie była zima.Któregoś dnia zorientowałam się,że nigdzie jej nie widać.Zaniepokojona przeszukałam kąty i zakamarki-i nie ma! Okna pozamykane,balkon też,a Koci nie ma.Zrozpaczona kazałam B.udać się pod balkon i okna,bo może jakimś cudem.... a to 3 piętro.
I nagle jakiś impuls kazał mi iść,podnieść materac łóżka.I tam w szufladzie siedziała moja Kocia.Aż się popłakałam! B. natychmiast wziął szufladę,zaniósł do stolarza,który wyciął zgrabne okienko do azylu.Tam Frania chowa się do dziś,kiedy ma dosyć wszystkich i wszystkiego.
Kocia jest pierwszym moim kocim dzieckiem,musiałam mozolnie uczyć się wszystkiego a i tak mam braki w tym wykształceniu!
sobota, 26 października 2013
Przygotowania do podróży
W poniedziałek jadę do W-wy skąd wraz z R.jego autem do Krosna. Pomna tego co zdarzyło mi się 24 sierpnia (kilkugodzinna amnezja),cała w dygotach ruszyłam na dworzec po bilet,bo zawsze kupuje kilka dni przed wyjazdem.
Dworzec bardzo piękny,zabytkowy ma być przeniesiony z całym dobrodziejstwem inwentarza w inne miejsce.Na szczęście nie można go zburzyć,bo konserwator zabytków jest czujny. Ale na razie dworzec jest wraz z kasą,co nie do końca okazało się prawdziwe.
Weszłam-żywego ducha w poczekalni,kasy na głucho:
No i wszystko jasne. Albo czekać na kolejny pociąg i otwarcie kasy na 30min.przed jego odjazdem albo wracać z tzw.kwitkiem.Jako,że godz.była 10.00 a następny pociąg po 15-tej,odpuściłam.
Wychodząc nie mogłam się powstrzymać od zrobienia fotek świadczących,iż suwalczanie nie gęsi,pociąg do języków i kultury mają,tyle ,że bardzo opóżniony.

Pocałowawszy kratę w kasie wyszłam,a że dzień był znów słoneczny ruszyłam w teren należący do dworca.
TU kończą się tory.Koniec świata?
Mijałam stare zabudowania,zaniedbane obejścia,zarośnięte ogródki.Stare Suwałki.
Magazyn mebli używanych?
W tej drewnianej chałupce,kiedyś, kiedy pociagi kursowały do pobliskich miejscowości często była świetlica dla dojeżdżających uczniów.Bez luksusów ale ogrzewana zimą,z dyżurującym pracownikiem,były chyba nawet jakieś gry planszowe.Stare dzieje. Dziś,jeśli nawet ktoś do szkoły dojeżdża to na transport czeka przy piwku albo innych godnych rozrywkach.Długo chałupa stała pusta,gdybym miała kasę kupiłabym, ale z tym całe życie u mnie krucho więc zasiedlił ja Euro Ciuch,nie na długo zresztą!
Jakie Euro,taki Ciuch.A może jaki ciuch takie Euro?
Do Warszawy jadę autobusem.
Dworzec bardzo piękny,zabytkowy ma być przeniesiony z całym dobrodziejstwem inwentarza w inne miejsce.Na szczęście nie można go zburzyć,bo konserwator zabytków jest czujny. Ale na razie dworzec jest wraz z kasą,co nie do końca okazało się prawdziwe.
Weszłam-żywego ducha w poczekalni,kasy na głucho:
No i wszystko jasne. Albo czekać na kolejny pociąg i otwarcie kasy na 30min.przed jego odjazdem albo wracać z tzw.kwitkiem.Jako,że godz.była 10.00 a następny pociąg po 15-tej,odpuściłam.


Pocałowawszy kratę w kasie wyszłam,a że dzień był znów słoneczny ruszyłam w teren należący do dworca.
TU kończą się tory.Koniec świata?
Mijałam stare zabudowania,zaniedbane obejścia,zarośnięte ogródki.Stare Suwałki.
Magazyn mebli używanych?
Do Warszawy jadę autobusem.
środa, 23 października 2013
Dynie
W tym roku po raz pierwszy posadziłam dynie.Efekty okazały się mizerne,ale zupa dyniowa z własnej hodowli była pyszna.
Przy dyni wyhodowanej przez miłośnika tego warzywa z USA (600kg!) moje dynie są jak winogrona.
Ale moje dynie zdobią kuchnię i cieszą oczy. Małe jest piękne!!
Po namyśle doszłam do wniosku,że na dżem dyniowy(to będzie debiut!) kupie dynię na bazarze.
Przy dyni wyhodowanej przez miłośnika tego warzywa z USA (600kg!) moje dynie są jak winogrona.
Ale moje dynie zdobią kuchnię i cieszą oczy. Małe jest piękne!!
Po namyśle doszłam do wniosku,że na dżem dyniowy(to będzie debiut!) kupie dynię na bazarze.
No i jest!jakość warzywa bada i zatwierdza biegły dyniowy!
poniedziałek, 21 października 2013
Widok z okna i nie tylko
Zanim jednak widoki,to najpierw podzielę się niespodzianką od Ani-Pantery
Dziękuję Ani serdecznie za miły gest,bo przecież w tym konkursie nawsadzałam aresztantów-to takie lokalne określenie głupot ,które się mówi lub pisze-a tu nagroda! Pięknie oprawiona fotka ,czekoladka na osłodę mego gapiostwa i przemiłych parę słów.!
Widok z mego okna dwa dni temu:
Osiedlowe uliczki w kolorach:
A dziś:
Dziękuję Ani serdecznie za miły gest,bo przecież w tym konkursie nawsadzałam aresztantów-to takie lokalne określenie głupot ,które się mówi lub pisze-a tu nagroda! Pięknie oprawiona fotka ,czekoladka na osłodę mego gapiostwa i przemiłych parę słów.!
Widok z mego okna dwa dni temu:
A dziś:
Subskrybuj:
Posty (Atom)