Obserwatorzy

środa, 13 listopada 2013

Już listopad...

....listek opadł? a tu niespodzianka;wypatrzyłam w przyblokowym ogródku.


Chyba faktycznie coś się tej przyrodzie poplątało ,jeśli 13 listopada : Kwitną irysy i jakieś drobne kwiatki. a wokół całkiem świeża zieleń.Zaraz rażniej,bo może jednak pozostaniemy przy jesieni,zima nas przeskoczy?
 Na wszelki wypadek i poprawę listopadowego samopoczucia zamówiłam jednakowoż  prezent przedświąteczny-dla siebie :
Kot Filip-klamkowy,był Klucznik Gerwazy może być Filip Klamkowy. Do kota dołączony gratisik:
Miła para! Zbliża się sezon prezentów,warto zajrzeć na bloga i do sklepiku alicji 11.Na pasku bocznym jest banerek do Jej rozdania.


wtorek, 12 listopada 2013

Smutne rocznice

Wczoraj minęła kolejna rocznica śmierci mego Ojca .11 listopada odeszła też Normisia, moja najmilsza sunia.A listopad pomału staje się coraz bardziej listopadowy-zapłakany ,smutny,szary.


sobota, 9 listopada 2013

Dzień zadumy

Święto zmarłych- Bechler H.

Na cmentarzu płomyki złote
i groby w chryzantemach
Ludzie przyszli tu z myślą o tych,
których już nie ma.
                    Wspominają drogie imiona
                     zasłaniają lampki od wiatru,
                    dla tych bliskich wieńce zielone
                     i bukiety jesienne pełne kwiatów.


Rano 1 XI. zawieżliśmy   kwiaty i lampki aby po południu je zapalić,odwiedzić groby znajomych i zapalić znicze na tych zapomnianych.


 Moja bratowa M. zrobiła piękne stroiki. To ona dba o groby swoich teściów a moich rodziców.

Ja przyjeżdżam raz,góra dwa razy w roku.To odległość 700 km z fatalnym połączeniem .Jestem bardzo Jej wdzięczna,przy wielu obowiązkach i sparaliżowanej jamniczce Pipi,,kłopotach ze zdrowiem to czasem bywa nie lada wysiłek
Przy cmentarzu pogotowie dla zabieganych.

Na skraju cmentarza grób rodziny muzułmańskiej.Nikomu nie przeszkadza,jest zadbany chociaż bliskich już nie ma,to jest pamięć znajomych i dalekich krewnych.tu również zapaliliśmy lampkę.
Syndrom smoleńskiej brzozy nie ominął i Krosna.Komentarz zbędny.Niechaj Ci,których unicestwiła brzoza smoleńska spoczną wreszcie w spokoju.
Było ciemno,kiedy opuszczaliśmy cmentarz.Piękny widok płonących lampek,jakby dusze zmarłych unosiły się w kolorowych ognikach zniczy i dawały znaki,że są i czuwają nad nami.
"Kładziemy kamień na grobie aby zauważył go Anioł Pamięci" /Talmud/
My kładziemy kwiaty i palimy lampki.Ale przecież  sens jest ten sam-dopóki pamiętamy o naszych zmarłych Oni pozostają z nami.
Od wielu lat w te pełne refleksji dni towarzyszy mi niezwykła piosenka  Bułata Okudżawy- Fransois Villon.
Śpiewa ją także G. Lutkiewicz w niezwykłym tłumaczeniu A.Mandaliana. Znam język rosyjski na tyle,że wolę ją w wykonaniu Okudżawy.Jej treść jest ponadczasowa,warto posłuchać.














piątek, 8 listopada 2013

C.d...

Jak się rzekło rano ruszyliśmy do Czaczu.Dzień zapowiadał się piękny,słoneczny.

 Przystanek w jesiennym lesie- A.i R.  mieli nadzieję na jakieś zapomniane zielonki lub podgrzybki.

W Czaczu  było mizernie,może dlatego,że dzień powszedni do tego przed świętem a może dlatego,że ta Mekka już spowszedniała i coraz mniej chętnych po obu stronach: : i sprzedających i kupujących.
Jedyna konkretna rzecz jaką stamtąd wywieżliśmy ,a właściwie wywiózł A.to mandat za parkowanie w złym miejscu.Opiewał na 300zet. Zgodnie doszliśmy do wniosku,że suma nieadekwatna do przewinienia i ruszyliśmy  "na Wołmontowicze",czyli posterunek .
 Posterunek  w dawnym budynku PKP prezentował się zacnie,wraz z muzealną już lokomotywą.
A.poszedł  układać się ze stróżami porządku i utargował 200zet.Do zapłaty było teraz 100+1p. karny.
Dobre i tyle!






czwartek, 7 listopada 2013

Kartki z podróży

Kocia mamka zaakceptowała Kropeczkę i jest nadzieja,że koci nie grozi już niebezpieczeństwo.Piękne fotki zastępczej mamy i jej przybranego dziecka można zobaczyć na blogu Za moimi drzwiami.
Moja,nasza podróż zaczęła się 29.X .Pędziliśmy wstęgą szos:
 Miedzą pól zielonych,

 Kretą ścieżką poprzez las.... nie po ten kwiat czerwony ,co prawda,ale pędziliśmy! Złoty medal dla tego co wymyślił autostrady,temu,kto ustala opłaty za nie - dożywotnia jazda po wybojach.
Pogoda była piękna ,słoneczna,jechało się świetnie z jednym przystankiem za Koninem

Nie pamiętamy już chyba czasów,kiedy w taką podróż brało się torbę kanapek,picie w butelkach po alkoholu lub piwie(takich zamykanych na porcelanowe kapsle),obowiązkowo jajka na twardo i pomidory.
Jakim środkiem komunikacji by się nie jechało,to był to zestaw obowiązkowy. Nie wspomnę już o mało wytwornych wychodkach ,możliwości palenia papierosów w pociągach i wielu innych dziwnych rzeczach.Zmieniło się chociaż nie wszystko i nie wszędzie.



Pomału zachodziło słońce,zbliżaliśmy się do celu,
w dali majaczyła figura karykaturalnie wielkiego Chrystusa. Nie potrafię zrozumieć co powoduje,że wznoszone są takie gigantyczne pomniki wiary?,pokory?,miłości? a może wyrzuty sumienia ,że nie przestrzega się nauk i przykazań każą wznosić takie bałwochwalcze dziwadła.Wzrusza mnie przydrożna kapliczka,świątek,polne kwiatki przy nich,bo to jest szczere,z potrzeby serca ,proste i naturalne .Dotarliśmy do Krosna z pierwszym zmierzchem,przywitała jazgotem Pipi i Helena donośnym miaukiem!
Na następny dzień zaplanowaliśmy wycieczkę do Czaczu,bo to już stało się tradycją ,tak jak być w Rzymie i papieża nie widzieć!

środa, 6 listopada 2013

Po strachu

Najpierw jednak o Kropeczce,o którą walczy Ania.Jest kocia mamka,o 19 maleństwo miało być do niej zawiezione. Tak bardzo bym chciała,żeby kociaczek przeżył..Aniu, nie mogę pomóc ale jestem myślami z Tobą. Czekam na kolejne wiadomości i chciałabym bardzo,żeby były pomyślne.
Jestem po badaniu,którego się bałam .Nie bolało ale nie chciałabym po raz drugi. Pozbywszy się wszystkiego co metalowe ,odziana w galabiję  z zielonej flizeliny ulokowana zostałam na tym oto urządzeniu:
Na głowę założono mi klatkę z której wystawały uszy,na uszy słuchawki skąd dobywało się wściekłe disco,w rękę włożono alarm ,zabroniono się ruszać i z tym dobrodziejstwem inwentarza wjechałam do pasa w wielką cembrowinę. Tuż nade mną widniała ściana tej cembrowiny,zabrakło mi powietrza,rozległ się łomot,wycie stukanie i tak przez 20 min.w czasie których leżałam ogłuszona sztywna,żeby nie drgnąć i bałam się głębiej odetchnąć,bo ta piekielna maszyna przy najmniejszym ruchu zaczyna cykl od początku.
Teraz czekam na wynik.

wtorek, 5 listopada 2013

Powrót

Niechętnie zbierałam się do powrotu ale czekała i tęskniła Kocia oraz  rezonans magnetyczny,któremu to badaniu muszę poddać się jutro.Nie ukrywam,że wolałabym unikać i badań i kontaktów ze służbą zdrowia.Robię to rzadko i z absolutnej konieczności.
W domu czekała niespodzianka:
Dziękuje zacnej parze A&A a przede wszystkim Kasi Nurmi.
Niestety, znalazłam tez bardzo złą wiadomość: koteczka Anki Wrocławianki,Zoya,urodziła dwójkę kociąt i jedno z nich nie przeżyło a drugie walczy o życie.Bardzo,bardzo współczuję i Ani i kociej rodzinie.
Wrażenia z podróży następnym razem,trochę nazbierało się fotek i refleksji.

poniedziałek, 28 października 2013

Za chwilę..

ruszam w świat,na cały tydzień.Zanim jednak to nastąpi pochwalę się moim ogrodniczym sukcesem-dwoma kwiatem kobei,mego ulubionego pnącza.Niestety jest ciepłolubny i nawet jeden kwiat w naszym klimacie to sukces.
Jeszcze zielono choć zaraz listopad.Kobea rozrosła się pięknie ale za mało ma czasu ,żeby obsypać sie kwiatem.Dobre więc chociaż  dwa  rodzyneczki:






niedziela, 27 października 2013

Zabawy Frani

Co dnia robię przegląd "kocich blogów" ,kocie psoty i zabawy przyprawiają czasem o zawrót głowy.Zazdroszczę też tym dziewczynom,które mają po kilka kocich ogonków.Bardzo bym chciała  też, ale z pewnych względów to niemożliwe.Nie wiem jak reagowałaby Kocia na towarzystwo ,jest absolutną faworytą i potrafi to wykorzystać.Kiedy przyniosłam ją maleńką po kilku dniach oswoiła się na tyle,że nie zagospodarowany był jedynie sufit. Nie było szafy na która by się nie wdrapała,kwiatów,których nie załatwiła,szalała z zabawkami.Niedługo minie 5 lat jak jest ze mną i widać zmiany:
Zmężniała,przytyła,spoważniała i już nie ugania się za wszystkim co się rusza.,gardzi zabawkami,których jest spory koszyczek:
Ulubione aktualnie: mysz prosto ze sklepu.Ważna jest tylko taka z piórami.Potem piór robi się jakby mniej.Najbardziej pożądana to ta brzuchem do góry i flakami na wierzchu. Zanim stracą pióra(potem zresztą też) są zaganiane w różne zakamarki z których wyciąga te zewłoczki    personel,czyli ja.




 Przyjął się też tunel.Obowiązkowy jest zestaw sznurków z poprzyczepianymi różnymi drobiazgami.Do zabawy trzeba dwojga,najlepiej o 5 rano.Pytanie za 100zet-kto jest tym drugim?



 Czasem trzeba coś przeczytać,
 sprawdzić działanie ładowarki,
 oraz świeżość jajka.
 Obowiązkowe jest szczotkowanie.Szczotka jest wiekowa,ma z 50 lat.Szczotkować można tylko na tym parapecie,czasem w trakcie zaliczana jest konsumpcja.Na koniec obowiązkowy gryz w szczotkującą rękę.

A kiedy dopada znużenie i dość mamy rozrywek czas na azyl.Azyl mieści się w szufladzie łóżka.Kiedy Frania zamieszkała u mnie była zima.Któregoś dnia zorientowałam się,że nigdzie jej nie widać.Zaniepokojona przeszukałam kąty i zakamarki-i nie ma! Okna pozamykane,balkon też,a Koci nie ma.Zrozpaczona  kazałam B.udać się pod balkon i okna,bo może jakimś cudem.... a to 3 piętro.
I nagle jakiś impuls kazał mi iść,podnieść materac łóżka.I tam w szufladzie siedziała moja Kocia.Aż się popłakałam! B. natychmiast wziął szufladę,zaniósł do stolarza,który wyciął zgrabne okienko do azylu.Tam Frania chowa się do dziś,kiedy ma dosyć wszystkich i wszystkiego.
Kocia jest pierwszym moim kocim dzieckiem,musiałam mozolnie uczyć się wszystkiego a i tak mam braki w tym wykształceniu!