KOT,KTÓRY PRZECZUWAŁ ŚMIERĆ
Książka napisana przez lekarza geriatrę,który pracował w domu opieki dla cierpiących na demencję.To opowieść o kocie i pacjentach tego domu spisana na podstawie własnych obserwacji i rozmów z ludżmi,których bliscy odchodzili w obecności Oskara.Bowiem Oskar posiadł umiejętność niezwykłą,wiedział,kiedy trzeba się żegnać i oznajmiał to przychodząc do pokoju chorego.Tam sadowił się na łóżku i łagodnie pomrukując przeprowadzał na drugi brzeg.
Historia poruszająca sprawy trudne,ostateczne, ale w sposób ciepły,serdeczny,nie pozbawiony odrobiny humoru i dystansu.Dla mnie najcenniejsze okazało się posłowie autora,ale najlepiej przeczytać je osobiście.Zacytuję też ostatnie zdanie autora (Podziękowania): "A tak przy Okazji: na końcu moich dni wolę kota niż OIOM"
Podpisuje się wszystkimi kończynami pod tym życzeniem!
P.S. Umiejętności Oskara D.Dosa opisał w eseju opublikowanym w "New England Journal of Medicine"
Obserwatorzy
wtorek, 26 listopada 2013
piątek, 22 listopada 2013
Pipi , Hela i sąsiedzi
Pipi lubi spać przykryta od ogonka po nos. Właśnie się obudziła i przez frędzle kocyka bacznie obserwuje teren. Może trzeba kogoś obszczekać lub przywołać do porządku Helenę!
Pipi uwielbia działkę,tutaj może kopać korytarze i szukać kreta.A że listopad na początku był ciepły,to i kopanie szło sprawnie.
Hela,czyli Piękna Helena nie ma oczka.Nie wiadomo jak je straciła.Zanim trafiła do M.i A. miała dom,ale łaska pańska na pstrym koniu jeżdzi i dobre państwo pewnego dnia zamknęło Heli drzwi przed nosem.Po sąsiedzku byli jednak ludzie,którzy zaofiarowali pełną miseczkę,miękką kanapę i otwarte drzwi,bo Helka jest kotką wolnożyjącą,wysterylizowaną ,zaprzyjażnioną z kotami z sąsiedniego podwórka.
Jest pełnoprawnym członkiem rodziny, co widać na fotkach. Jedynie Pipi czasem się buntuje i warczy,kiedy Hela próbuje ułożyć się do snu przy jej ukochanej opiekunce.
Coś dobrego bym zjadła!
Tu kotka spotkana w Czaczu. Grzała się na słońcu,nie była rozmowna i nie chciała pozować.
Sąsiedzi Heleny: Niestety jedna z kotek zaginęła,była piękna,więc wszyscy wierzymy,że ktoś ją przygarnął.
Kotka na gorącym,blaszanym dachu- piękna jak sama Liz Taylor kreująca główną rolę w tej sztuce.
Czarno-biały Feluś,włóczykij,który omal życiem nie przypłacił jednej eskapady.Na szczęście wyrwał się oprawcy,interweniował wet. i wszystko dobrze się skończyło.Teraz Felek pilnuje zagrody i swojej opiekunki.
No i najpiękniejsza z rodzeństwa,a wszystkie porosły dorodne,wypasły się na tych kurzych piersiach,którymi raczy je p.Danusia,emerytka o wielkim sercu i małej emeryturze.I chwała jej za to!
czwartek, 21 listopada 2013
Dzień życzliwości.
UŚMIECH PRZYDA SIĘ W DOMU I W PRACY,
I W TRAMWAJU, I W TŁOKU PRZED KASĄ,
A JEŻELI SIĘ NIEBO ZACHMURZY,
TO ZASTĄPI CI NAWET PARASOL,
BO WYSTARCZY POPATRZEĆ POGODNIE
I UŚMIECHNĄĆ SIĘ CHMUROM NA PRZEKÓR,
ŻEBY ŚWIATU CAŁEMU POKAZAĆ
ILE SŁOŃCA JEST W KAŻDYM CZŁOWIEKU.
Dzięki Sówko za życzliwą pamięć!
wtorek, 19 listopada 2013
Sposób na listopadową chandrę
Paskudna szara jesień zagościła na dobre.Długie wieczory nie zachęcają do aktywności fizycznej ale można
pooglądać i przypomnieć jak było jeszcze niedawno.Przy każdym wyjezdzie do Krosna staram się odwiedzić Zieloną Górę. Zielona Góra to moja młodość chmurna i durna(bardziej durna),mam wielki sentyment do miasta,które przez ostatnie lata wypiękniało i pięknieje nadal.
Dzień wycieczki był piękny,słoneczny ,wymarzony na włóczęgę po starych ale zupełnie nowych kątach.
Elegancki deptak z moją ulubioną pompą z której korzystają gołębie.Kiedyś była to zwykła ulica ,jezdnia z kocimi łbami a na końcu filarów,w prawo,trochę pod górkę jest Pl.Słowiański,gdzie mieściła się moja Alma Mater czyli Studium Nauczycielskie z kierunkiem Filologia polska,którego byłam bardzo nieuważnym słuchaczem.W efekcie SN ukończyłam we Wrocławiu na pedagogice opiekuńczej z nauczaniem początkowym.To był kierunek chyba jeden z dwu w kraju.Bardzo oblegany,przyjeżdżały dziewczyny z Mazur,gdzieś od Mrągowa.
SN polikwidowano,chociaż dawały rzetelnie przygotowaną kadrę nauczycielską.Miałyśmy(bo głównie dziewczyny) naprawdę pojęcie o pracy z dziećmi,metodyce,pedagogice.Kiedyś w podobnie bezmyślny sposób polikwidowano Licea Pedagogiczne .Reforma oświaty trwa odkąd pamiętam a jej efekty są coraz bardziej opłakane.Quo vadis,oświato?
Mini bazarek kwiatowy,troszkę mi przypomina ten wrocławski.
Urząd miasta Z.G.,gdzie pracuje mama Zuzanki

Harmonia z cicha na 3/4 rżnie.....każdy sposób jest dobry,żeby wpadł jakiś dodatkowy grosz.
W pobliżu Bachusa,patrona Winobrania i miasta , stoi młodziutka,niewidoma dziewczyna i śpiewa.
Wspaniały,czysty głos niesie się daleko,ludzie się zatrzymują w podziwie,wrzucają monety,gratulują niezwykłego talentu.Dziewczyna śpiewa repertuar Anny German,barwa głosu odrobinę podobna, lekko bez wysiłku unoszą się Tańczące Eurydyki ......
Takie chwile chciałoby się zatrzymać i przywoływać ,kiedy za oknami płacze listopad.
Znak firmowy Zielonej Góry.Małe figurki Bachusikowe można znależć w różnych miejscach,tak jak wrocławskie krasnale zdobią miasto i są jedną z atrakcji.
Stare,zabytkowe kamieniczki przeżywają swój renesans. Zielona Góra. Monte Verde.
pooglądać i przypomnieć jak było jeszcze niedawno.Przy każdym wyjezdzie do Krosna staram się odwiedzić Zieloną Górę. Zielona Góra to moja młodość chmurna i durna(bardziej durna),mam wielki sentyment do miasta,które przez ostatnie lata wypiękniało i pięknieje nadal.
Dzień wycieczki był piękny,słoneczny ,wymarzony na włóczęgę po starych ale zupełnie nowych kątach.
Elegancki deptak z moją ulubioną pompą z której korzystają gołębie.Kiedyś była to zwykła ulica ,jezdnia z kocimi łbami a na końcu filarów,w prawo,trochę pod górkę jest Pl.Słowiański,gdzie mieściła się moja Alma Mater czyli Studium Nauczycielskie z kierunkiem Filologia polska,którego byłam bardzo nieuważnym słuchaczem.W efekcie SN ukończyłam we Wrocławiu na pedagogice opiekuńczej z nauczaniem początkowym.To był kierunek chyba jeden z dwu w kraju.Bardzo oblegany,przyjeżdżały dziewczyny z Mazur,gdzieś od Mrągowa.
SN polikwidowano,chociaż dawały rzetelnie przygotowaną kadrę nauczycielską.Miałyśmy(bo głównie dziewczyny) naprawdę pojęcie o pracy z dziećmi,metodyce,pedagogice.Kiedyś w podobnie bezmyślny sposób polikwidowano Licea Pedagogiczne .Reforma oświaty trwa odkąd pamiętam a jej efekty są coraz bardziej opłakane.Quo vadis,oświato?
Mini bazarek kwiatowy,troszkę mi przypomina ten wrocławski.
![]() |
ZUZIA Z MAMĄ IZĄ |


W pobliżu Bachusa,patrona Winobrania i miasta , stoi młodziutka,niewidoma dziewczyna i śpiewa.
Wspaniały,czysty głos niesie się daleko,ludzie się zatrzymują w podziwie,wrzucają monety,gratulują niezwykłego talentu.Dziewczyna śpiewa repertuar Anny German,barwa głosu odrobinę podobna, lekko bez wysiłku unoszą się Tańczące Eurydyki ......
Takie chwile chciałoby się zatrzymać i przywoływać ,kiedy za oknami płacze listopad.
Znak firmowy Zielonej Góry.Małe figurki Bachusikowe można znależć w różnych miejscach,tak jak wrocławskie krasnale zdobią miasto i są jedną z atrakcji.
Stare,zabytkowe kamieniczki przeżywają swój renesans. Zielona Góra. Monte Verde.
sobota, 16 listopada 2013
Pracowita sobota
Czasem nachodzi mnie niespotykany zapał do działania i tak tez zupełnie niespodziewanie stało się dzisiaj.
Ponieważ zalegała mi kupiona jakiś czas temu dynia,,zdecydowałam,że trzeba coś z nią zrobić i że będzie to dzisiaj oraz,że będzie to dżem.
DŻEM:
1kg.obranej,pokrojonej w kostkę dyni 1-1,5 kg.jabłek szara reneta
0,5 kg.cukru
2 galaretki,najlepiej pomarańczowe.
Pokrojoną dynię zasypać cukrem i smażyć na małym ogniu mieszając aż puści sok.
Teraz trzeba dodać obrane i rozdrobnione jabłka:
Wymieszać i smażyć aż dynia i jabłka rozgotują się na jednolitą masę.
Jeśli będą grudki,trzeba użyć blendera. po czym jeszcze chwilkę podgotować.Na minute przed zdjęciem z ognia wsypać galaretki i dokładnie rozmieszać,gorący dżem wkładać do wyparzonych słoików ,ustawić dnem do góry do wystygnięcia.Można też chwilkę pasteryzować w piekarniku lub na mokro
A oto i gotowy produkt:
Z pozostałej części dyni zrobiłam pulpę na pyszną dyniową zupę a w planie jest jeszcze dynia marynowana.
Dżem wyszedł bardzo smaczny,galaretka i jabłka nadały zdecydowany smak i zapach.
Ponieważ zalegała mi kupiona jakiś czas temu dynia,,zdecydowałam,że trzeba coś z nią zrobić i że będzie to dzisiaj oraz,że będzie to dżem.
DŻEM:
1kg.obranej,pokrojonej w kostkę dyni 1-1,5 kg.jabłek szara reneta
0,5 kg.cukru
2 galaretki,najlepiej pomarańczowe.
Pokrojoną dynię zasypać cukrem i smażyć na małym ogniu mieszając aż puści sok.
Teraz trzeba dodać obrane i rozdrobnione jabłka:
Wymieszać i smażyć aż dynia i jabłka rozgotują się na jednolitą masę.
Jeśli będą grudki,trzeba użyć blendera. po czym jeszcze chwilkę podgotować.Na minute przed zdjęciem z ognia wsypać galaretki i dokładnie rozmieszać,gorący dżem wkładać do wyparzonych słoików ,ustawić dnem do góry do wystygnięcia.Można też chwilkę pasteryzować w piekarniku lub na mokro
A oto i gotowy produkt:
Z pozostałej części dyni zrobiłam pulpę na pyszną dyniową zupę a w planie jest jeszcze dynia marynowana.
Dżem wyszedł bardzo smaczny,galaretka i jabłka nadały zdecydowany smak i zapach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)